Wchodząc do środka czuje ekscytacje, która nie mija widząc następne cudowne fragmenty budynku.
Stoimy w przedpokoju, z krenowymi ścianami i wielka szafą na ubrania poi lewej stronie. Widząc moją ekscytacje Jack gestem ręki zaprasza mnie do środka i otwiera przede mną drzwi do dalszych części domu.
Stoimy teraz w wielkim holu połączonym z salonem który jest naprzeciwko mnie. A obok niego po mojej lewej stronie jest oddzielny pokój. Wchodząc w głąb pomieszczenia widzę schody prowadzące na górę i kuchnię, do której zmierzamy.
Siadam przy solidnym dębowym stole i spoglądam na Jacka wyciągającego z górnej półki szklanki.
– Co chcesz do picia? Kawy? Herbaty? – pyta stawiając na blat szklanki.
– Herbaty. – odpowiadam.
Jack chwyta czerwony czajnik i podchodzi do zlewu nalewając wody, a następnie odstawia go na kuchenkę i podpala gaz. W miedzy czasie otwiera górną szafkę i bierze czarną puszkę z napisem TEA, wyciąga z niej saszetkę i wkłada do mojej szklanki.
Sobie robi kawę, zamiast puszki bierze w połowie zużyte opakowanie z kawą i z pełnym skupieniem odmierza sobie 2 idealnie równe łyżeczki. Chwilę później dźwięk gwizdka zagłusza moje uszy. Jednakże on odczekuje chwile by woda dokładnie się zagotowała i jednym ruchem wyłącza.
Rączka czajnika najwyraźniej jest gorąca bo oderwuje kawałek ręcznika papierowego, składa go na pół i za jego pomocą trzyma rączkę. Potem po woli podchodzi do stołu, by niczego nie wylać i kładzie moją herbatę przede mną na podkładce.
– Dzięki – mówię, on jednak nie odpowiedział, tylko kiwnął głową.
Rozglądam się po kuchni, jest równie piękna jak reszta domu. W lawendowym odcieniu, i oczywiście lawenda na płytkach pomiędzy szafkami.
Po prawej stronie są drzwi na taras i szafka z książkami kucharskimi. Mój wzrok jednak przyciąga wielki zegar obok mnie. Jest cudowny.
Lecz dopiero teraz uświadamiam sobie która jest godzina.
Jest już 17.30. Minęły 2 i pół godziny odkąd opuściłam szpital, i nadal nic nie jadłam. Ostatni posiłek który zjadłam był ten w szpitalu, ale nie był on zbyt udany tak jak i reszta ich śniadań. Tylko że ono był o 10.
Myśląc o tym, zaczęło mi burczeć w brzuchu.
Co przyciągnęło uwagę Jacka.
– Głodna?
– I to jeszcze jak – odpowiadam z śmiechem
– Niestety nie miałem kiedy zrobić zakupów, a co byś powiedziała na pizze? – proponuje, odpowiadając mi uśmiechem.
– Jasne.
W końcu zjem coś lepszego niż te papki, którymi faszerowano mnie przez te 2 dni.
– Z kurczakiem i serem tak jak zawsze? – pyta, ale dopiero po chwili spoglądając na mnie, zorientował się o co chodzi
– Wybacz, zapomniałem. – mówi, trochę przygnębiony.
– Nic się nie stało, z chęcią spróbuje tą z kurczakiem i serem.
Próbuje się do niego uśmiechnąć, ale znów na mnie nie patrzy.
Wyciąga tylko telefon, i stuka palcem w ekran. Po chwili słychać cichy odgłos sygnału i odzywa się jakich pracownik pizzerii.
Jack składa zmówienie z dostawą do domu, rozłącza się i odkłada telefon z powrotem do kieszeni. Nie trwa jednak długi nim ten zaczął wibrować.
– Sorki, muszę i iść odebrać to z pracy – westchnął wychodząc na taras.
Patrzę na niego, dopijając jeszcze ciepłą herbatę.
Jest zdenerwowany.
Niemal krzyczy do telefonu.
Z czasem dopiero uspakaja się i spokojnie powraca do rozmowy telefonicznej. Przyglądam się jego mimice na twarzy, po której nie jestem w stanie nic odczytać. Co jak co, ale emocje ukrywać umie aż za bardzo.
Rozmowa trwa może z 5 minut, po czym bierze głęboki wdech.
Gdy wchodzi, odwracam wzrok, nie chcę aby myślał że go non stop obserwuje. W szybie nie widział mojego wzroku gdyż mają z tego co widać specjalną powłokę przeciw podglądaczom. Pełno takich mają w budynkach obok nas, widziałam je podczas jazdy.
– Niestety, muszę wyjść – oznajmia – okazało się że jeden projekt nie jest dokończony, a ma być gotowy na jutro. Pizza będzie za góra 25 minut, kasę i klucze zostawię ci w salonie na stole. Poradzisz sobie?
– Tak nie martw się.
– Postaram się wrócić jak szybko to możliwe.
Całuje mnie w czoło, a potem oddala się, i słyszę tylko brzęk kluczy.
– Nie zjedz wszystkiego beze mnie. Kocham cię, pa!
Dodaje pośpiesznie, wychodząc z domu, nim zdołam mu cokolwiek odpowiedzieć. Przez moment słyszę jeszcze zamek do drzwi.
Zapewne je zamknął, bym czuła się bezpiecznie.
Takim sposobem zostałam sama, w pustym domu, o którym nic nie wiem. Przynajmniej jeszcze nic nie wiem. Do głowy wpada mi niezły pomysł, co prawda miałam to zrobić jutro, ale skoro mam wolne popołudnie i raczej wieczór też, zdążę przejrzeć chociażby parter.
Nie tracę czasu i biorę się do roboty.
Nie wiem tylko od czego mam zacząć. W kuchni nie znajdę raczej nic pomocnego, więc zostawię ją na koniec.
Wchodzę do holu, i nadal ciekawi mnie co znajduje się za drzwiami w wydzielonym pokoju. Podchodzę do drzwi i chwytam klamkę, pcham je z całej siły, ale to na nic.
Są zamknięte.
Czyli za nimi musi kryć się coś ważnego.
Gdzieś tu musi być klucz. Rozglądam się ale nigdzie nie widzę skrzynki na klucze ani nic w tym rodzaju. Idę obok do salonu, z nadzieją, że może zostawił je tam gdzieś na widoku.
Z radością wpatruje się w klucze, na stoliku.
Lecz później stukam się w głowę, przecież to zapasowe klucze od domu, Jack mi je tu zostawił.
Przy kołku jest tylko 1 klucz więc szukam dalej.
Podchodzę do szafki nad którą wisi Telewizor, z daleka takie się nie wydawał ale teraz widzę jaki jest duży ma pewnie z 55 cali.
Coraz bardziej zastanawia mnie jak było nas na to stać. Nie uwierzę w to że udało mu się tyle zaoszczędzić, nie ma na to szans. Drogie auto, dom, TV i wiele innych gadżetów.
Są dwie opcje albo się nieźle zapożyczył, lub robił jakieś przekręty w firmie. Myśląc o drugiej opcji, niemal nie doprowadzam się do śmiechu, mimo że znałam go od niedawna, nie sądzę by byłby do tego zdolny.
Chociaż z drugiej strony… ”Och, daj spokój Ruby, nie szukaj dziury w całym” – mówi mój wewnętrzny głos.
Może ma racje?
Zbyt bardzo wszystko rozmyślam, muszę odpocząć. Na świeżo będę myślała świadomiej. Siadam na kanapie na przeciwko telewizora i przykrywam się leżącym obok kocem. Jest tak ciepło i miło, że oczy same mi się kleją, i chwile potem zasypiam.
Nagle słyszę dzwonek i głośne pukanie do drzwi. Przerażona siadam na znak na kanapie i zdezorientowana rozglądam się dookoła.
Wdech staje mi w piersiach, a serce wali jak szalone.
– Pizza! – ktoś krzyczy za drzwi.
Dopiero teraz przypominam sobie o co chodzi. Zanim Jack wyszedł zamówił nam pizze.
– Już idę! – odkrzykuje.
Wstaje z kanapy, biorę kluczę i pieniądze z stolika i niezdarnym krokiem idę do drzwi.
Wkładam klucz w zamek i jednym obrotem otwieram je.
Muszę wyglądać okropnie, gdyż dostawca najpierw zaniemówił a zaś zrobił krzywą minę, jakby zobaczył jakąś zjawę.
– 50 zł – niepewnie mówi dostawca i podaje mi 2 opakowania z gorącą pizzą.
– Proszę – odpowiadam podając mu banknot.
– Dziękuję, i do widzenia!
– Do widzenia
Zamykam drzwi na klucz i zanoszę pizzę do salonu.
Dom przepełnia piękny zapach oregano.
Pachnie wręcz jak w pizzerii, jest cudownie.
Otwieram pierwszy karton z pizzą i sprawdzam jego zawartość, w środku jest pizza z owocami morza, więc to na pewno nie jest moja. Zamykam ją i otwieram następną, w drugim pudełku jest pizza z serem i kawałkami kurczaka. to musi być ta którą niegdyś uwielbiam. W kącie pudełka jest sos czosnkowy. Otwieram go i delektuje się jego zapachem.
Czuję jak ściska mi żołądek i dopiero teraz odrywam kawałek pizzy i maczam go w sosie. Odgryzam kawałek i degustuje. Jest naprawdę przepyszna! Nim się obejrzałam zjadłam cały kawałek… A potem drugi… I trzeci…aż dotarłam do 6 którego nie byłam w stanie już zjeść, do końca, a w pudełku zostały tylko 3 małe kawałki.
Przynajmniej będę miała je jutro na śniadanie.
Odnoszę pudełka do kuchni, i odkładam moje trzy kawałki pizzy wraz z sosem do lodówki na jutro. Przechodząc przez kuchnie, spoglądam na zegar. Minęła godzina i sześć minut odkąd niema Jacka, a ja nawet nie sprawdziłam jednego pomieszczenia.
Szybko przechodzę do szafki w salonie, którą miałam już wcześniej sprawdzić. Wysuwam pierwszą szufladę, pełno tu jakiś kabli i ładowarek do telefonu, szperam głębiej lecz nic innego w niej nie ma.
Wysuwam drugą, w niej są baterie i ogólnie sporo jakiś rzeczy. Lakier do paznokci, krem, puste małe kwadratowe kartki, długopisy, ołówki, pełno porozrzucanym rzeczy. Lecz oprócz nich nadal pusto.
Na środku szafy są 2 półki są na nich nasze zdjęcia, jedno jest chyba z wakacji, na jakiejś plaży, a na drugim uśmiechamy się na ławce w parku. Obok nich są jeszcze ozdoby, między innymi mały słonik z trąbą do góry na szczęście, czy przeuroczy mały pluszak misia.
Przechodzę zatem do drugiej części szafy.
Tu również są 2 szuflady. Zacznę od górnej. W niej jest pełno kopert. Wyciągam je i po kolei sprawdzam.
Ale moja nadzieja gaśnie.
Wszystkie są rachunkami, za prąd, wodę, ubezpieczenia i wiele innych. Przeszukuje resztę kopert, ale nie ma w nich nadzwyczajnego.
W dolnej szufladzie jest pełno teczek.
Wyciągam pierwszą najgrubszą z napisem: “wyniki Ruby,,.
Jest w nim pełno kartek ze szpitala z moimi wynikami badań. Przeglądam dalej kartki z nadzieją ze między nimi coś się kryje, lecz na daremno. Jedyne co z nich mogłam wyczytać to to że pacjentka jest stabilna, ale nadal w śpiączce, po za tym było tam pełno wykresów z których jak dla mnie nic nie wynikało. Przyczyną mojego stanu napisano że był poważny uraz głowy.
No za bardzo to się nie wysilili – myślę.
I Odkładam ją na bok, aby sięgać po następną. Która jest strasznie lekka.
Na okładce jest napis: ”Jack,,. Otwieram ją lecz, jak się spodziewałam jest pusta.
Co Jack przede mną ukrywa? Odkłam ją znów na bok, i wkładam rękę do szuflady, lecz nic w niej już nie ma.
Odkładam teczki starannie, tak jak były ułożone wcześniej i zamykam szufladę. Dookoła nie ma już więcej szaf. Ale dla pewności sprawdzam czy nie ukryto czegoś za szafką pod telewizorem, czy pomiędzy poduszkami na kanapie.
Czuję się nieswojo penetrując zakamarki, w których jak wcześniej nic nie było.
Ale coś nadal nie daje mi spokoju… ta teczka…po co Jack wogule ją trzyma skoro jest pusta, i gdzie jest jej zawartość? Nikt normalny nie trzyma pustej teczki ze swoim imieniem. Chyba że naprawdę jest coś co stara się przede mną ukryć. Ale co?
