Wielkość tekstu:

Zaginięcie

Drzwi rozsuwają się z niewielkim sykiem, a chłodne powietrze muska moje policzki.

Po dzisiejszej zmianie, moje obolałe nogi nie chcą ze mną współpracować. Próbuje o tym nie myśleć, wyciągam telefon, klikam w zieloną ikonę Spotify i włączam moją ulubioną playlistę. Bluetooth szybko łączy się z założonymi słuchawkami i po chwili słyszę pierwsze brzmienie piosenki French Girl od Dove Cameron.

Muzyka od zawsze pomagała mi w trudnych sytuacjach, zapominałam o bólu a moje myśli zmieniały się z sztormu na spokojne fale morza.

Niestety teraz powstrzymały tylko ból…

Nadal towarzyszyły mi coraz to natarczywsze myśli. Słyszę je i teraz. Nie chcą odejść. Chcą mną zawładnąć, wiedzą że nie jestem na tyle silna by je pokonać. Ale to tylko moment. Chwila. Sekunda.

Może wydawać się że trwa wieczność… I… I mnie zniszczą. Ale nie dopuszcze do tego.

Spoglądam na ciemną ulicę którą rozjaśnia blask lamp, które w rządku tworzą niesamowity krajobraz ciągnący się poza mój wzrok.

Dzisiejsze niebo wcale go dziś nie potrzebowało. W tą noc występowała jedna z najpiękniejszych pełni księżyca jaką kiedykolwiek miałam przyjemność zobaczyć. Wielki okrąg rozświetlał całe nocne niebo.

Zachwycam się wyjątkową aurą tego zjawiska, oraz powolnie zwracam się ku przystankowi po przewiległej stronie.

Tutaj nieliczne słupy lamp, biją dziwnym ostrym światłem.

Przystanek jest 4 metry przede mną. Lecz coś każe mi się zatrzymać, co mimowolnie robię. Czuję jak moję ręce spowija gęsia skórka, a po karku przechodzi mrowienie. Znam to uczucie. I wiem że to tylko moje myśli. Tak. To tylko one…

Mimo to dla pewności rozglądam się po ulicy, widzę parę osób na przystanku, Jeepa, jakiegoś Suva i Mini. Nic niepokojącego. Stoją tu codziennie o tej samej porze. A między nimi nie ma nikogo kto mógłby mnie obserwować. To tylko moje myśli które od ponad miesiąca każą mi to czuć. Czuć obecność, kogoś kto mnie śledzi. Obserwuje. Ale jak na ich nieszczęście jest tu całkowicie spokojnie i nie ma nic, ani nikogo niepokojącego, jak zwykle.

Podchodzę bliżej przystanku, gdzie widzę starszą kobietę. Ma siwe loki i spokojną mimikę twarzy, wygląda niczym babcia która rozpieszcza swoje wnuki w każdym filmie typu familijnego.

Siadam obok Niej i z przyzwyczajenia wyciągam swój notatnik, który zawsze noszę w torebce.

Mój umysł sam podpowiada co robić, biorę długopis i rysuję starannie spiralę. Dłoń sama wie co robić i robi to z pełnym spokojem oraz przekonaniem. Nie wiem co oznacza ten symbol, ale od pewnego czasu miewam sny w których go widzę. W każdym spotykam ten sam motyw, który moja ręka za każdym razem z dokładnością odwzorowuje…

Niespodziewanie po moim udzie przechodzi lekki wstrząs, a po nim następny i kolejny.

Sięgam po telefon z kieszeni, aby odczytać wysłane powiadomienia. Jestem pewno że to znowu z jakiejś aplikacji, ale intuicja każe mi je sprawdzić. Delikatnie stukam opuszkami palca dwa razy na ekran telefonu.

Zamieram.

Numer zastrzeżony

Ładnie rysujesz…

Z chęcią zobaczyłbym więcej..

Nie bój się …

 

Nerwowo rozglądam się, ale nadal nikogo nie widzę, prócz staruszki obok. Ale to nie ona. Nie to nie ona. Ma wzrok skierowany przed siebie, nie ma telefonu, a jedynie małą torebeczkę która spoczywa na jej kolanach.

Jednak muszę to sprawdzić.

-Ma może Pani pożyczyć telefon? Muszę napisać do rodziców że już wracam, miałam to właśnie zrobić a… A mój telefon właśnie padł…

Zwracam się do kobiety która nagle zaczeła mnie spowijać spojrzeniem, może to ślepa uliczka ale to jedyne wyjaśnienie.

-Oj, nie wiem czy będzie Pani potrafiła – Staruszka lekko się uśmiecha po czym ostrożnie wyciąga z torebki starą nokię. – Mam ten telefon od kilkunastu lat, teraz młodzi nie umieją się nimi posługiwać, ale jeśli Pani chce to…

-Ach, to może skorzystam od koleżanki z pracy… – Przerywam kobiecie, po czym wstaje i powoli zmierzam ku galerii. – Ale dziękuję!

Moje nogi znów nie współpracują, lecz staram się iść najspokojniej jak umiem, mimo że to niemożliwe. Przyśpieszam kroku, a przez moje udo znów przechodzi drganie.

W pośpiechu wyciągam telefon i znowu widzę wiadomość z tego samego numeru.

 

Zapomniałaś o czymś?

 

Znowu prześwietlam wzrokiem ulicę ale nadal nic..

Kto ma mój numer i jak to możliwe że wie gdzie jestem.

Moje serce przyspiesza, i czuję jak tłucze mi w klatce. Najrozsądniej byłoby znaleźć się wśród tłumu. Nie zwlekam z tą myślą ani sekundy dłużej.

Coraz bardziej się boję, a wszelkie próby panowania nad moim oddechem wydają się zbędne. Jeszcze tylko kilka metrów i znajde się w bezpieczniejszym miejscu niż to.

Mijam zaparakowanego suva, i potykam się o dziwnie znajomą rzecz.

To mój zeszyt.

Ale przecież dałabym sobie ręke odciąć że włożyłam go do torebki.

Sprawnym ruchem dotykam materiału torebki imitującą skórę, i próbuję wyczuć znajomy kształt notatnika. Palcami napotykam na twardy prostokątny element. Czyli jest na miejscu.

Pewnie takich zeszytów wyprodukowano więcej, zamierzam iść dalej, ale gdy tylko stawiam krok aby go minąć, wracam.

Ciekawość wygrywa. Schylam się powoli, aby go chwycić i zajrzeć do środka. Jego tekstura jest identyczna jak mojego. Delikatnie uchylam okładkę i zamieram gdy tylko widzę pierwsze strony…

To spirale…

Te same które rysowałam. Te same które wypełniają kartki mojego notatnika…

Szykuje się do wstania, chcę jak najszybciej z stąd zniknąć i znaleźć się za szklanymi drzwiami.

Lecz gdy tylko zrywam się na równe nogi, znowu czuję tą dziwną obecność, a po moim karku nie przechodzi mrowienie, tylko oddech kogoś za mną.

Wyrywam się do ucieczki, ale ktoś za mną jest szybszy chwyta mnie i zakłada czarny worek na moją głowę. Nie byłam w stanie nawet zobaczyć kto to.

Teraz szarpie się i staram uwolnić. Próbuję krzyczeć, wołać o pomoc. Ale moje gardło mi na to nie pozwala. Wiję się, oraz staram się wyczuć tą osobę i kopnąć chociażby w nogę, a najlepiej w krocze jeśli okazałby się mężczyzną, lecz moje ciosy przecinają tylko powietrze.

Opadam z sił i postanawiam stanąć, poczekać na kolejny ruch obserwatora.

Nadal kurczowo trzyma z tyłu moje dłonie, ale teraz zbliża się i słyszę jego oddech.

-Teraz będziesz moim światłem. -szepcze do mojego ucha. – zawsze nim byłaś…

Nie zwracam uwagę na jego słowa, ale powodują że mimo wszystko moje myśli miały rację.

Czuję się coraz bardziej wykończona i senna. Ten worek musi być czymś nasączony. Ma specyficzny zapach, szkoda że od razu tego nie wyczułam. Próbuje go strząsnąć, nachylić się i zrzucić, ale oprawca nie każde mi wykonać żadnego gwałtownego ruchu.

Po chwili walki spowija mnie całkowita ciemność.