Kari
Siedzę sztywno, starając się nawet nie drgnąć pod czujnym wzrokiem rodziców. Nie dość, że musiałam wstać wcześnie rano, to na dodatek teraz wysłuchuję od ponad godziny, że nie zachowuję się jak na damę z dobrej rodziny przystało.
A co takiego zrobiłam? Wyszłam bez żadnego słowa na wieczorną przejażdżkę, co jak widać nie przypadło im do gustu. Może niedługo zakażą mi nawet oddychać. Powinnam im podziękować, że jeszcze pozwalają mi się poruszać po własnej komnacie.
– I musisz pamiętać, że nie wolno ci wyjeżdżać z zamku po zmroku, a szczególnie bez powiadomienia kogoś! – Ojciec mówi surowym tonem, ale ja patrzę przed siebie, ledwo rejestrując jego słowa. – Kari, słuchasz ty mnie w ogóle?!
Dopiero wtedy przenoszę wzrok na mężczyznę przede mną. Jego ostre spojrzenie pali moją skórę, ale nie zamierzam się zdradzić. Wiem, że czeka na najmniejszy znak buntu, by znów zacząć swoje moralizatorskie kazanie.
– Oczywiście, że cię słucham, ojcze – mówię gładko, nawet nie zastanawiając się nad treścią jego wcześniejszych słów.
– Świetnie, w takim razie pamiętaj, co ci mówiłem, bo następnym razem, gdy cię przyłapie na wieczornej jeździe, dostaniesz zakaz wychodzenia z zamku.
„Och, jakież to straszne… Jakże ja to przeżyję?” myślę z kpiną, ale na zewnątrz pozostaję opanowana. Zmusiłam się do milczenia, choć setki słów cisną mi się na język. Najchętniej powiedziałabym im, co sądzę o tym więzieniu, które nazywają domem, ale nie mogę. Muszę udawać potulną, by nabrał się na moją „przemianę”. Jeśli uwierzy, że w końcu zaakceptowałam ich wymagania, da mi więcej swobody. I wtedy będę mogła działać. Zerkam na matkę, która od samego początku milczy, jedynie się we mnie wpatrując. Nie wiem, czy analizuje każde moje słowo, czy po prostu czeka na moment, w którym potwierdzę ich oczekiwania.
Zawsze taka była chłodna, zdystansowana, wyczekująca. Nigdy nie stanęła po mojej stronie, nigdy nie powiedziała, że mam prawo do własnych wyborów. Czy kiedykolwiek mnie kochała, czy po prostu traktowała jak część obowiązku, kolejne ogniwo dynastii?
– Dobrze, skoro to jest już jasne, razem z twoją matką chcemy wiedzieć, który z książąt najbardziej przypadł ci do gustu.
Oczywiście, że tego chcą. Ale nie po to, by upewnić się, że będę szczęśliwa. Nie, ich interesuje jedynie to, czy mężczyzna, który przyciągnął moją uwagę, nadaje się na mojego przyszłego męża. Czy spełni ich wymagania, czy będzie odpowiednio wpływowy, czy zapewni im dumę i potęgę. Gdyby tylko znali prawdę, zapewne nie miałabym tu czego szukać.
Muszę to rozegrać bardzo mądrze, tak aby ani ojciec, ani nikt inny nie przejrzał, że moje „uczucia do Idmunta” są kłamstwem. Biorąc pod uwagę, jak otwarcie wcześniej się buntowałam przeciwko małżeństwu, nagła zmiana postawy może wzbudzić podejrzenia. Ale nie mam wyboru. Muszę ich oszukać.
– Po tych kilku dniach spędzonych w ich towarzystwie jedynymi, którzy mnie nie denerwują, są Lucien i Idmunt – mówię spokojnie, pozwalając im wierzyć, że moje serce powoli skłania się w stronę kandydata, którego mogą zaakceptować.
Nie dodaję, że jeśli kiedykolwiek będę musiała wyjść za mąż, to jedynie po to, by zyskać czas na ucieczkę. Jeśli ojciec myśli, że złamał mój charakter, jest w błędzie. Jedyne, co udało mu się osiągnąć, to jeszcze większą nienawiść do niego i do matki, która w milczeniu pozwala mu rządzić moim życiem.
Ojciec unosi brew, jakby moje słowa go zadowoliły. Przez chwilę wygląda niemal dumnie, co budzi we mnie niesmak.
– Idmunt to rozsądny wybór – mówi w końcu. – Zdecydowanie lepszy niż Lucien. Ma odpowiednie pochodzenie, pozycję i charakter, który pozwoli mu utrzymać cię w ryzach. To dla ciebie najlepsza partia.
Nie umiem się powstrzymać. Wzbiera we mnie fala gniewu, zbyt silna, by ją stłumić.
– Dla mnie jest lepszy czy dla ciebie, ojcze? – rzucam lodowatym tonem.
W komnacie zapada cisza. Matka porusza się niespokojnie, jakby obawiała się, że powiedziałam za dużo. Ojciec mruży oczy, jego spojrzenie staje się ostrzejsze. Przez moment się zastanawiam, czy przekroczyłam granicę, ale nie żałuję. Nawet jeśli oznacza to kolejne godziny wykładów o moim „dobru”.
– Nie waż się tak do mnie mówić – odpowiada w końcu ojciec, a w jego głosie pobrzmiewa lodowata stanowczość. – Robimy to dla twojego dobra, czy tego chcesz, czy nie.
– Dla mojego dobra – powtarzam kpiąco. – Oczywiście.
Ojciec już nie odpowiada, ale jego spojrzenie mówi więcej niż słowa. Matka milczy, wciąż przyglądając mi się z tą swoją wieczną obojętnością. W końcu ojciec prostuje się i rzuca chłodne:
– Wkrótce wrócimy do tej rozmowy.
Odwraca się i wychodzi, a matka podąża za nim bez słowa. Gdy drzwi się zamykają, wypuszczam oddech, o którym nawet nie wiedziałam, że go wstrzymywałam.
Po poranku pełnym napięcia i udawanej pokory w końcu mogę odetchnąć. Wychodzę z zamku i kieruję się w stronę ogrodów, gdzie czeka na mnie wujek – jedyna osoba, przy której mogę być sobą.
– A więc mój kochany brat znowu postanowił uprzykrzyć ci życie? – pyta, gdy tylko do niego podchodzę.
– To mało powiedziane – mruczę, przewracając oczami. – Najpierw kazanie o tym, jak nieodpowiednio się zachowuję, potem oczywiście pytanie o moich „ulubionych” książąt. I zgadnij ojciec jest bardzo zadowolony, że moim wyborem jest Idmunt. Twierdzi, że to dla mnie najlepsza partia.
Wujek prycha, splatając ramiona na piersi.
– Dla ciebie? Czy dla niego? – rzuca z wyraźną ironią.
Uśmiecham się lekko, ciesząc się, że ktoś jeszcze widzi absurd całej tej sytuacji.
– Dokładnie to samo mu powiedziałam – przyznaję. – Ale jak zwykle to nie miało znaczenia. Nie obchodzi go, czego ja chcę. Liczy się tylko układ, który najlepiej zabezpieczy jego interesy.
Przez chwilę idziemy w ciszy, aż wujek wzdycha ciężko.
– Nie ufam mu – oznajmia nagle.
Marszczę brwi.
– Komu? Ojcu? – pytam, choć dobrze wiem, o kogo chodzi.
– Idmuntowi – wyjaśnia bez zawahania. – Coś w nim mi nie pasuje. Jest zbyt pewny siebie, zbyt… wyrachowany. Widzę, jak na ciebie patrzy, i wcale mi się to nie podoba.
Chichoczę, bo wiem, że wujek nadal pamięta to, co wydarzyło się dwa dni temu w sali treningowej.
– To przez tamto, prawda? – pytam rozbawiona. – Dalej nie możesz mu tego wybaczyć?
Wujek mruży oczy, jakby przypomnienie tego momentu jeszcze bardziej go irytowało.
– Oczywiście, że nie mogę – burczy. – Zastałem cię w pozycji, której żaden szanujący się wuj nie chciałby zobaczyć. Nie obchodzi mnie, że to był sparing.
Parskam śmiechem, widząc jego oburzenie.
– Wujku, to była tylko walka! Nic więcej. – Unoszę ręce w obronnym geście. – Po prostu mnie powalił, a ja… cóż, nie mogłam się podnieść.
– A on stał nad tobą z tym swoim aroganckim uśmieszkiem – dokańcza ponuro. – Widziałem to na własne oczy, Kari, i nie spodobało mi się to ani trochę. On cię nie traktuje jak równą sobie. On chce cię kontrolować.
Wzdycham, tracąc swój rozbawiony nastrój. W głębi duszy wiem, że wujek może mieć rację. Ale muszę grać tę grę do końca. Nie mogę pozwolić sobie na odkrycie prawdziwych intencji.
– Nie martw się o mnie – mówię w końcu. – Wiem, co robię.
Wujek patrzy na mnie z powątpiewaniem, ale nie drąży tematu. Kładzie mi rękę na ramieniu i ściska delikatnie.
– Mam nadzieję, że tak właśnie jest – mruczy. – Bo jeśli zrobi ci coś, czego będziesz żałować, przysięgam, że pożałuje tego bardziej niż ty.
Uśmiecham się lekko, choć w moim wnętrzu kłębią się sprzeczne emocje. Wiem jedno jeśli mam jakiekolwiek wsparcie w tym wszystkim, to właśnie wujek jest moim największym sojusznikiem.
*******
Wieczór wielkiego balu nadchodzi szybciej niż bym sobie tego życzyła. Przez cały dzień obserwuję, jak poszczególne delegacje książąt opuszczają zamek, odsyłane z powrotem do swoich królestw. Nie uprzedziłam ojca o tym, z kim rozmawiałam, kogo uważałam za godnego uwagi. Teraz nie ma to znaczenia. Decyzja już zapadła.
Zostali tylko Lucien i jego rodzina oraz Idmunt, który wydaje się nadzwyczaj zadowolony z tego, jak wszystko się potoczyło.
Bal, którego tak bardzo chciałam uniknąć, rozpoczyna się z pełnym przepychem. Wszyscy patrzą na mnie, oczekując, że potwierdzę swoją „więź” z Idmuntem. Gdy pojawiam się w sali balowej, każda rozmowa cichnie, jakby moje wejście było jednym z najważniejszych momentów wieczoru.
Ojciec spogląda na mnie z ukosa, dając mi jasny sygnał, że nie mam prawa sprzeciwić się temu, co zaplanował. Wiem, że gdy tylko zatańczę z Idmuntem, stanie się to oficjalne wszyscy uznają, że dokonałam wyboru. Z jednej strony dobrze, bo wtedy nasza relacja zacznie wyglądać wiarygodnie , ale z drugiej mdli mnie na samą myśl do czego muszę się posunąć by się uwolnić .
Idmunt kłania się przede mną z wyuczonym wdziękiem i wyciąga dłoń. Wiem, że nie mam innego wyjścia. Ukrywam niechęć, uśmiecham się tak, jak wymaga tego sytuacja i wkładam dłoń w jego.
Bal dopiero się zaczyna, a ja już czuję, że jestem w pułapce.
Gdy tylko nasze dłonie się spotykają, Idmunt ściska moją lekko, a na jego ustach pojawia się cień uśmiechu. Jego postawa, zawsze nienaganna, dzisiaj zdaje się jeszcze bardziej wyważona, jakby grał swoją rolę z precyzją godną najlepszego aktora. Kiedy prowadzi mnie na środek sali, czuję na sobie wzrok setek gości, ale nie mogę pozwolić, by ktokolwiek dostrzegł choćby cień zawahania.
– Zaczynamy nasz teatrzyk – szepcze Idmunt z rozbawieniem, unosząc moją dłoń, by złożyć na niej lekki pocałunek. – Pamiętaj, im lepiej zagramy, tym szybciej będziesz mogła odetchnąć.
Muzyka rozbrzmiewa, a my rozpoczynamy taniec. Idmunt prowadzi pewnie, choć jego dotyk jest ledwo wyczuwalny precyzyjny, ale nie przytłaczający. Wokół nas szepczą głosy, zadowoleni goście wymieniają znaczące spojrzenia. Właśnie tego się spodziewali pięknej pary, idealnie dopasowanej do siebie.
– Ojciec wygląda na zachwyconego – zauważam cicho, obracając się zgodnie z ruchem, który mi narzuca.
– O to chodziło – odpowiada Idmunt równie cicho, nachylając się lekko, by wyglądało to na czuły gest. – Nikt nie ma wątpliwości. Nasz układ działa.
Zamiast napięcia czuję dziwną ulgę wszystko idzie zgodnie z planem. Nie ma już niezręcznych pytań ojca, nie ma podejrzeń, nie ma wymuszonego wyboru. Jest tylko gra, którą oboje opanowaliśmy do perfekcji.
Gdy taniec dobiega końca, zatrzymujemy się w pozycji końcowej. Goście biją brawo, a ja dostrzegam satysfakcję w oczach ojca. On wierzy. Wszyscy wierzą. To oznacza, że mamy czas ja na swoją wolność, a Idmunt na swoje własne plany.
Idmunt pochyla się nisko, jakby w geście czułego oddania, a jego uśmiech, choć pełen wyrachowania, tym razem wydaje się nieco bardziej… autentyczny?
Idmunt przyciąga mnie do siebie, jego dłoń na moim plecach. Niezbyt subtelne, ale również nie na tyle nachalne, bym poczuła się zagrożona. Jego uśmiech na twarzy jest jak maska, a ja nie daję po sobie poznać, że jego obecność wytrąca mnie z równowagi. Wręcz przeciwnie czuję się pewna i w pełni świadoma tego, co się dzieje.
– To dopiero początek, księżniczko – szepcze mi do ucha, z tym swoim spokojnym tonem, jakby wiedział, że to, co mówi, ma wpływ na to, co się wydarzy później.
Moje spojrzenie nie odrywa się od niego. Tylko na moment daje mu do zrozumienia, że niczym mnie nie zaskoczy. W odpowiedzi na jego dotyk, przesuwam dłoń w stronę jego ramienia, pewna siebie w każdym ruchu. Tylko on zna tę część gry, ale i ja potrafię dobrze grać w tym teatrze.
Idmunt pochyla się lekko, by odczytać moją reakcję, ale zanim zdąży to zrobić, ja wyprostowuję się w tańcu, pokazując, że jestem tu, by kontrolować sytuację.
– Nie będziesz miał łatwego zadania, Idmunt – odpowiadam spokojnie, patrząc mu prosto w oczy, nie pozwalając mu wyjść z roli, którą sam sobie wybrał. – Ale bądź pewny, że gra się dopiero zaczęła.
Po zakończeniu tańca, który wywołał aplauz i spekulacje, podchodzę do Luciena, starając się zachować spokój. Choć nasza relacja nie jest ani bliska, ani wrogo nastawiona, to mimo wszystko wiem , że nie jest to ktoś, z kim chciałabym spędzać zbyt wiele czasu.
Z uśmiechem, który ma na celu raczej zachowanie pozorów, Lucien unosi kieliszek szampana i kiwa głową w moją stronę.
– To było… interesujące widowisko – mówi , z wyczuciem tonując swoje słowa.
– Myślałam, że to oczywiste – odpowiadam z lekką ironią, nie zatrzymując wzroku na nim za długo. – Tak to raczej powinno wyglądać dostojnie, gdy wszyscy się na ciebie patrzą szukając pomyłki .
Pijąc łyk szampana, rozglądam się po sali. Nie zależy mi na dalszym rozwijaniu rozmowy, ale wciąż staram się utrzymać ton, który nie dałby mu do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana. Nagle jednak poczułam coś dziwnego zauważam ciemnowłosego mężczyznę w tłumie, który patrzy na mnie z niezwykłą intensywnością. Jego wzrok jest przenikliwy, a niepokój, który zaczyna narastać we mnie, jest nie do pominięcia.
Lucien Zauważa , że na moment przestałam się skupiać na nim, i odwraca głowę w kierunku, w którym patrzyłam.
– Coś nie tak? – pyta z lekkim zaciekawieniem, ale bez zbędnej troski.
– Nic takiego po prostu zauważyłam kogoś , kto może mieć zbyt duże zainteresowanie moją osobą – odpowiadam spokojnie, wracając wzrokiem do niego.
Mężczyzna jednak zniknął, jakby wyczuwając, że został zauważony . I choć Lucien nie wyczuł niczego nadzwyczajnego, ja mam wrażenie, że ta postać miała w sobie coś, czego nie mogę zignorować. Kim był ten mężczyzna i czemu tak się patrzył ?
********
Księżyc wpada do moich komnat przez szerokie okna, jego zimne światło oświetlało pokój w sposób, który zazwyczaj mnie uspokajał. Jestem wyczerpana po całym dniu i balu, więc sen szybko wciąga mnie w swoje objęcia, przynosząc chwilę wytchnienia od wszystkich zmartwień. Czuję , jak moje ciało odpoczywa, a umysł przestaje ważyć wszystkie decyzje, które podjęłam tego dnia.
Ale to nie trwa długo.
Przeraźliwy krzyk rozdziera ciszę nocy, sprawiając, że moje serce momentalnie zaczyna bić szybciej, a w głowie zapalają się czerwone światła alarmowe. Zrywam się z łóżka, a dźwięk tego krzyku wciąż rezonuje w moich uszach, jakby wrył się głęboko w moją świadomość. To nie był zwykły krzyk to było coś, co brzmiało jak wołanie o pomoc, jak przerażenie, które nie miało, dokąd uciec.
Zimno zamku przenika mnie na wylot, gdy wstaje z łóżka i czuję pod stopami twardą, chłodną podłogę. Moje ręce drżą , ale nie mam czasu zastanawiać się, co to może oznaczać. Muszę dowiedzieć się, co się stało.
Łapię szlafrok, który jest jedyną rzeczą, którą mogę narzucić na siebie w pośpiechu. Jego materiał szura o moje ciało, a mój umysł krąży wokół jednej jedynej myśli: kto i dlaczego mógłby krzyczeć w nocy? Czy to coś poważnego? Co się dzieje w tym zamku? Zanim jednak opuszczam swoją komnatę wkładam do kieszeni dwa sztylety w razie czego, gdyby ktoś mnie zaatakował .
Ciemne korytarze są ciche, a ja idę , czując, jak moje serce bije głośno w piersi. Każdy krok wydaje się odbijać echem w pustych korytarzach, a każdy szmer wzmaga moje napięcie. Moje ciało jest w pełni wyczulone na każdy dźwięk, na każdy cień, który mógłby przybrać niepokojącą formę. Zatrzymuje się na moment, starając się usłyszeć coś więcej, ale w odpowiedzi panuje tylko martwa cisza, której nie jestem w stanie znieść.
To nie jest normalne. Krzyk nie pasuje do niczego, co mogę zrozumieć. Jeśli ktoś w zamku był w niebezpieczeństwie… muszę to sprawdzić. Nagle coś w cieple powietrza sprawiło, że czuję czyjąś obecność tuż za sobą. Wyrywam się z zamyślenia, a zanim zdążę zareagować, ktoś chwyta mnie za nadgarstek i przyciąga do zimnej ściany korytarza.
Krzyczę z przerażenia, serce zamiera w mojej piersi. I wtedy czuje czyjąś dłoń na swoich ustach, która ucisza mój krzyk. Z trudem oddychałam, a moje ciało mimowolnie starało się wyrwać z tego uścisku.
Podnoszę wzrok, wciąż oszołomiona i moje serce niemal staje , gdy dostrzegam , kto mnie trzyma. To był Idmunt.
Jest bez koszulki, w samych spodniach, z zamglonym spojrzeniem, które natychmiast zderza się z moim. W jego rękach znajduje się broń, która błyszczy w półmroku. Jego ciało jest napięte, jakby gotowe do działania, ale nie wygląda na zagrożenie. Raczej na kogoś, kto ma pojęcie, co robi.
– Cicho – szepcze cicho, wciąż trzymając dłoń na moich ustach. – Musisz milczeć, Kari.
Odciąga rękę od moich ust, ale nie rusza się. Cała jestem sparaliżowana, jakbym stała w martwym punkcie, nie mogąc pojąć, co się dzieje. Co on tutaj robił? I dlaczego?
– Idmunt… – szepcze , niemal nie wierząc w to, co się działo. – Co ty robisz?
Odsuwa się o krok, ale nie spuszcza ze mnie wzroku. Jego twarz jest wyrazista, ale jego ciało… to było coś, czego się nie spodziewałam. Kiedy patrzę na jego broń w ręce myśli od razu same układają się w jedno.
– To nie jest to, co myślisz – odpowiada , jego głos jest bardziej spokojny niż mogłabym przypuszczać, biorąc pod uwagę sytuację.–Musisz mi zaufać rudzielcu .
Zanim zdążę zapytać, co dokładnie ma na myśli, czuję , jak moje serce bije w przyspieszonym tempie. Moje myśli kłębią się w głowie, próbując poskładać to, co się dzieje , ale jeden fakt jest jasny: nie mogę się wyrwać z tego korytarza, nie wiedząc, co dokładnie się dzieje.
Gdy docieramy do końca korytarza, dostrzegam coś, co zatrzymuje mnie w martwym punkcie. Ciemna krew, która zaczyna rozlewać się po podłodze, przyciąga moją uwagę. Co to ma znaczyć?
Idmunt staje obok mnie, jego ręka wciąż mocno trzyma mnie za ramię, ale jego oczy mają już całkiem inny wyraz. Wtedy zauważam ją.
Na schodach leży moja służąca, Emira. Jej ciało jest wykręcone, a sztylet wbity głęboko w jej serce, jakby ktoś chciał zakończyć jej życie jednym, precyzyjnym ciosem. Krew jest wszędzie, mrok wzmagał tylko dramatyzm tej sceny. Emira… Dlaczego? Jej twarz wyraża przerażenie , a oczy wciąż otwarte, jakby nie mogły uwierzyć, że jej życie właśnie się zakończyło. Nie mogę uwierzyć w to, co widzę.
Zanim zdążyłam krzyknąć, Idmunt przyciągnął mnie do siebie.
– Cicho – szepcze , jego głos był niski i pełen napięcia. – Musimy stąd iść. Teraz.
Spoglądam na niego, nie rozumiejąc, ale w tej chwili jego ton był rozkazujący. Nie mam wyboru. Jednak zanim ruszamy dalej, coś przyciąga moją uwagę. W korytarzu, na końcu schodów, dostrzegam cień. Jest krótki, zbliżający się i szybko znikający w ciemności.
Ktoś… uciekł.
Czuję , jak włosy na karku stają dęba. Ktoś widział nas, ktoś był tu przed nami.
Kto mógł to zrobić? I dlaczego?
Idmunt nie czeka , ciągnąc mnie w stronę wyjścia, przyspieszając kroku. Jego twarz jest blada, a broń wciąż trzyma w dłoni, jakby gotowy na każdą ewentualność.
–Kari , musimy stąd wyjść. Teraz –powtarza , nie pozwalając mi na sprzeciw. W jego oczach jest strach, którego nigdy wcześniej nie widziałam. A to tylko sprawiło, że nie czuje się bezpieczniej.
Zanim zdążę zareagować, Idmunt pociąga mnie dalej, przez ciemne korytarze zamku. Co robił moja służąca tutaj? Dlaczego zginęła? A przede wszystkim, kto chce mnie zastraszyć?
Kiedy docieramy do mojej komnaty , Idmunt niemal wciąga mnie do środka, zamykając drzwi tuż za nami. Zatrzasnęły się z głośnym hukiem, jakby odgradzały nas od świata na zewnątrz. Przeszedł do okna, zasłaniając je ciężkimi zasłonami, jakby to miało zapewnić nam bezpieczeństwo. Jego ruchy są szybkie, precyzyjne, ale pełne napięcia. Dopiero kiedy zatrzymuje się przy drzwiach, ponownie zwraca uwagę na mnie.
– Muszę cię pilnować –mówi , jego głos wciąż chłodny, ale pełen determinacji. – Jeśli twoja służąca została zamordowana, to musiało to być ostrzeżenie. Ktoś chce cię skrzywdzić.
Zatrzymuje się na chwilę, patrząc na mnie intensywnie. Z jego oczu bije nie tylko pewność, ale też troska, której nie rozumiem . To, co mówił, brzmiało prawdziwie, ale jednocześnie wywołuje we mnie niepokój. Kto miałby chcieć mojej śmierci? I dlaczego teraz? Skoro mordercy chodzi o mnie, dlaczego nie zabił mnie od razu ?
– Kari…– kontynuuje , podchodząc bliżej. – Musisz mi zaufać. To, co się dzieje, nie jest przypadkowe. Zrobię wszystko, by cię ochronić, ale musisz być ostrożna. Każdy ruch, każda decyzja… Wszystko może mieć teraz znaczenie.
Stoi teraz blisko mnie, jego twarz nieco zbliżona do mojej. Jest bez koszuli, tylko w spodniach, co sprawiało, że czułam się… zagubiona. Jego obecność jest silna, nie dająca miejsca na sprzeciw, ale wiem , że nie mogę i tak mu ufać . On ma swój cel, swoje plany. W tej sytuacji mogę ufać tylko sobie i nikomu więcej .
– Będziesz tu bezpieczna, ale tylko wtedy, gdy będziesz się słuchać – dodaje , a jego słowa są niemal rozkazujące.
Nie odpowiadam , bo nie wiem , co powiedzieć. Moje myśli są rozbiegane, a serce wciąż pełne niepokoju. Co teraz?
I co mam od tak dać się zamknąć w wieży czekając ,aż to wszystko minie ? Nie ma opcji . Umiem się bronić tylko muszę ochłonąć . Martwe ciało Erwi jest pierwszym jakiekolwiek zobaczyłam i przyznam, że nie chcę widzieć więcej . I nie ważne jak nieustraszona będę taki widok zawsze będzie wprawiał mnie w osłupienie . Już w tej chwili tak czuję.
Idmunt nie czeka na odpowiedź. Zbliża się jeszcze bliżej, zamykając przestrzeń między nami, jakby był gotowy na wszystko, byleby tylko mnie chronić. Ale czy w tej teraz mogę czuć się bezpieczna? Nie wiem. Jednak muszę spróbować chociaż udawać, że to co się stało mną nie wstrząsnęło . Nie mogę okazać słabości .
– Musisz odpocząć – stwierdził cicho, kierując mnie w stronę łóżka. – Będę tu z tobą, wiewióreczko . Jeśli ktoś ma zamiar cię skrzywdzić, nie pozwolę, by to się stało.
Po jego słowach nie potrafię się ruszyć. I choć jego obecność jest teraz jedynym, co mnie trzyma w tym pokoju, nie mogę zapomnieć o martwej Emirze i tajemnicy, która wciąż mnie otaczała.
Bo ktoś dzisiaj zabił ,to pytanie czy ma zamiar zrobić to znowu.
