Wielkość tekstu:

Konstynuacja – rozdział 17

Teraz to już nieważne. Wiem więcej, znaczy pamiętam więcej — i to ma naprawdę znaczenie. Emily też coś wie. Gdybym wiedziała co, mogłabym połączyć to w logiczną całość. Jedyne, co mogę zrobić, to wrócić do domu i udawać, że wszystko jest okej. Wątpię, aby powiedziała o tej sytuacji Jackowi. Już na tyle ją poznałam.

Mój niedoszły mąż powinien być już w domu. Wiedział o całym wyjściu, zatem pewnie coś ugotował, aby zachować pozory troskliwego partnera. Ja jednak pamiętam już wszystkie nasze sprzeczki i to, jaką osobą jest. Dlaczego chciałam za niego wyjść? W co on mnie musiał zmanipulować? Wszystko dookoła wyglądało zupełnie inaczej — każdy krzew, każdy budynek nie był mi już taki obcy, a znajomy jak nigdy wcześniej. Teraz: niech nikt nic nie wie, nie zdradzać nic — i powinno się udać. Gdy tylko poznam prawdę, tak aby inni tego nie zauważyli, muszę uciekać jak najdalej z tego miasta. Każdy z nich coś ukrywa, nawet moi rodzice… o ile nimi są. Gdy spotykam ludzi, z którymi spędzałam dłuższy czas, czuję w sobie ciepło, a w uszach gwizd. Ignorowałam to, ale teraz ma to inne znaczenie.

Zbliżam się do domu. Przez ten tłok informacji nie zwróciłam na to uwagi — cud, że nikt mnie nie potrącił na mijanych przejściach dla pieszych. Podchodzę do drzwi, chwytam klamkę, przywracam swój „uśmiech” i wchodzę. Mimo że jest późno, panuje tu całkowita ciemność i cisza. Zdejmuję buty, wołając Jacka, co nie przynosi pożądanych efektów. Powinien dawno już tu być.

Idę ku salonowi i zapalam światło. Nagle zza kanapy wyskakuje nasza najbliższa rodzina i znajomi wraz z Emily. — Niespodzianka! — wrzasnęli radośnie, a niektórzy dmuchnęli w trąbki. — Przecież nie mam dzisiaj urodzin… — odparłam, zaprzeczając temu, co widzę. — Wiemy, ale to z innej okazji. Zamknij oczy — mówi niedoszła teściowa.

Posłusznie robię, co kazała, i z niecierpliwością czekam na część dalszą. Gdyby nie obecność przyjaciółki, pewnie bym się nie zgodziła, lecz czuję, że ona nie pozwoliłaby na skrzywdzenie mnie. — Otwórz oczy.

Rozpoznaję ten głos — to Jack. Delikatnie uchylam powieki i widzę, że uklęknął przede mną. Nie, nie, nie… to nie może być prawdą. Muszę grać dalej — to jedyna opcja. — Ruby Wilson! Czy uczynisz mi ten zaszczyt i tym razem wyjdziesz za mnie?

Wszyscy czekali na odpowiedź. Nie zamierzałam ich trzymać w niepewności. — Tak — odpowiedziałam, na co mój narzeczony wstał i podniósł mnie, zataczając kółko wedle własnej osi. Nie obyło się bez pocałunku; skróciłam go, jak mogłam, na myśl o przeszłości. To niedługo się skończy. Wiem to, bo tego dokonam — tak czy inaczej.

Wiwaty trwały, dopóki nasz „namiętny” pocałunek nie zakończył się oderwaniem od siebie warg. Wszyscy byli zachwyceni, nawet kotce założyli czapkę, jakby świętowała urodziny — co, myślę, było nieco dziwne, ale i zabawne. Przez resztę wieczoru siedzieliśmy przy stole w salonie i zajadaliśmy tort, który kupił wcześniej Jack. Gdyby nie to, co sobie przypomniałam, pomyślałabym, że tamte kłótnie i tajemnice są tylko marnym groszem w naszej relacji. Był szczęśliwy, uronił nawet łzę. Czy byłby w stanie tak grać i to wszystko udawać?

To wymagało sporego doświadczenia… co ja mówię — lat okłamywania. Zbyt realistyczne zachowanie, aż zanadto.

Po paru godzinach wrócił do formy sam z siebie. Emily chciała ze mną pogadać — jej mina mówiła za nią; była czymś zaniepokojona. Zobaczył to też niestety mój narzeczony i odciągnął ją, mówiąc, że pewnie jestem zmęczona i powinnam iść się położyć, bo to był dzień pełen emocji. Wyprosił wszystkich, zostawiając tylko nas.

Gdy odprowadzał gości, poszłam na górę. Wzięłam gorący prysznic, wcześniej zakluczając drzwi, i próbowałam coś wymyślić. Tyle dni wmawiano mi, że wariuję, tyle powodów… Byłam jego lalką, robił, co chciał, a ja w to wierzyłam! Jak mogłam być taka głupia?

Biorę głęboki wdech. Czuję niepokój, wychodzi mi gęsia skórka na ramionach, a cała zaczynam się trząść. Boję się, że to zauważy, że dowie się, że coś mi nie pasuje i że szukam tego klucza, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę miało miejsce. I kto mi to zrobił.

Niestety zamek w drzwiach powoli zaczął się poruszać, a drzwi ustąpiły naciśnięciu klamki. Akurat gdy mam taki mętlik, on wchodzi do środka? Co jeśli już wie i… nie, uspokój się, Ruby… Nic się nie dzieje. Kogo oszukuję tymi myślami? Dzieje się — i to już za długo.

Podchodzi do mnie i przytula od tyłu, gdy owinięta szlafrokiem przeczesuję przed lustrem umyte włosy. Przechodzi przeze mnie dziwny wstrząs. Zauważył. — Oj, coś się stało? Czemu cała się trzęsiesz? — zapytał, otaczając mnie mocniej. — Wyszłam z gorącego prysznica… i… i jak otworzyłeś drzwi, musnęło mnie zimniejsze powietrze. To nic takiego.

Szybko wymyśliłam odpowiedź — w pewnym sensie nawet zgodną z prawdą. — Dobrze, to pozwól, że teraz moja kolej, a ty idź już do łóżka. Pewnie jesteś wykończona.

Już to mówił na dole. Powtarza się. Czy to oznacza, że już wie? Że coś podejrzewa i dlatego jest taki nieuważny? A może dlatego, że niczego nie podejrzewa, tak się zachowuje — miałby pewność, że nic nie kombinuję? Jeśli tak, to niech tak zostanie jak najdłużej.