Wielkość tekstu:

Archanioł

Koniec świata. Obawiali się, że nastąpi za ich żyć, niemal każdy bał się bez powodu, rodzili się i umierali, ale świat dalej istniał. W końcu jednak przyszedł czas, gdy obawy okazały się słuszne.

Wyobrażali sobie koniec świata jako kataklizm kosmiczny. Asteroida uderza w Ziemię, jak miliony lat temu, gdy wyginęły dinozaury. Byli też ludzie, uważający, że koniec świata nastąpi w wyniku wojen atomowych. Co najmniej jedna osoba, mogłaby pomyśleć, że koniec świata nastąpi w wyniku najazdu kosmitów.

Ta osoba była blisko.

Koniec świata rzeczywiście nastąpił poprzez inwazję z nieba.

Rację natomiast mieli ci, którzy wierzyli w biblijną Apokalipsę.

Z nieba zstąpiły istoty o śnieżnobiałych skrzydłach i niemal doprowadziły do wymarcia ludzkości.

Nastała cisza.

Nienaturalna po kilku miesiącach chaosu.

Anioły zakończyły krwawą rzeź i zasnęły.

Po ponownym przebudzeniu, z oprawców, stały się strażnikami ludzkości.

Pilnowały sprawiedliwości i przestrzegania prawa. Instytucje prawne, wojskowe i mundurowe przestały mieć rację bytu. Ich role przejęli boscy posłańcy.

 

Uriel budzą się razem z resztą. Otwierają oczy i podnoszą się z wysiłkiem. Mają wrażenie, że ich ciało jest nienaturalnie ciężkie i sztywne. Kilkukrotnie składają i rozprostowują skrzydła, chcąc rozgrzać zastane mięśnie. Parę razy nawet słyszą skrzypienie.

Rozglądają się dookoła, żeby rozeznać się w otoczeniu. Już wiedzą gdzie są.

Przeciętny człowiek nie jest w stanie określić swojego dokładnego położenia na świecie, widząc wokół jedynie zgliszcza i ruiny budynków. Uriel widzą siatkę topograficzną dawnego miasta, wypaloną w ich pamięci z dokładnością do centymetra.

Uriel podrywają się do lotu. Wiedzą gdzie muszą lecieć i w jakim celu. Boska wola kieruje nimi z niewyobrażalną precyzją.

Widzą w dole jak pozostali również się budzą i podrywają do lotu. Wkrótce niebo zakrywają setki par skrzydeł.

W dole nie ma żadnego człowieka.

 

Pierwsi ludzie jakich widzą to dwójka ludzkich dzieci.

Wystarczy im jedno spojrzenie, by poznać ich dusze. Są czyste, więc należy nie wchodzić w interakcję.

Sytuacja się zmienia, jedno z dzieci ciągnie drugie za włosy.

Uriel reagują. Zlatują w dół i po chwili odlatują, zostawiając już tylko jedno ludzkie dziecko.

 

Następny powód do zstąpienia z niebios ukazuje im się siedem dni później. Widzą starą kobietę, kradnącą jedzenie na targu.

Chwilę później ich białe szaty i miecz znów zostają skąpane we krwi.

Skrzydła wciąż zostają nieskazitelnie białe.

 

— Ten człowiek wykorzystał moją córkę! — krzyczy kobieta, wskazując na polityka na mównicy.

Uriel przysłuchują się.

Kobietę zaczyna wyprowadzać kilku mężczyzn. Ona się szarpie i nie przestaje krzyczeć.

Uderza jednego z mężczyzn.

Uriel zstępują na ziemię.

Tym razem to ich skrzydła zostają splamione krwią.

Polityk z mównicy patrzy na nich z satysfakcją. Tłum ze strachem.

— Nie lękajcie się! Widzicie? Gdyby ta kobieta mówiła prawdę, to już bym tu nie stał! Głos na mnie w najbliższych wyborach to głos na sprawiedliwego człowieka!

Tłum popada w euforię.

Uriel odlatują.

 

Trzy dni po incydencie, Uriel znów szukają niesprawiedliwości.

Tym razem najwyższe piętro ogromnego wieżowca. To już niebo czy jeszcze ziemia? Uriel nie znają odpowiedzi na to pytanie. Ani żadne inne.

W ogromnym apartamencie krzyczy kobieta.

— Zdradziłeś mnie!? Po tylu latach małżeństwa!? A teraz, dodatkowo chcesz, żebym się wyniosła i zrobiła miejsce dla twojej kochanki!?

Kobieta uderza mężczyznę w twarz.

Uriel interweniują. Niszczą jedno ze szklanych okien i stają przed kobietą.

— Przecież one nas nigdy…

Mężczyzna kiwa im głową.

Wymierzają jej sprawiedliwość.

 

Obserwują świat. Przemierzają go i wymierzają sprawiedliwość.

Wszystko co robią jest sprawiedliwe. Jaki byłby sens ich istnienia, gdyby było inaczej?

Oni są sprawiedliwością.

Minęli kiedyś plakat głoszący, że piekło jest puste. Uriel się z nim zgadzają. Nawet, jeśli druga połowa plakatu, była od dawna zniszczona.

Jak piekło mogłoby być pełne, skoro oni walczą z diabłami?

 

Tylko raz człowiek próbuje z nimi walczyć.

Mężczyzna, po którego przyszli, ponieważ uderzył innego człowieka.

— Wy…! To jest ta wasza sprawiedliwość!? Bronienie żony jest uznawane za przestępstwo!? — krzyczy mężczyzna i uderza ich w głowę metalową rurą.

Metal wygina się, ale Uriel wciąż stoją. Bez żadnej oznaki bólu.

 

Dopiero później Uriel czują skutki uboczne uderzenia. Mają problemy z wyczuciem dusz ludzkich. Stracili pewność co do ich czystości lub skażenia. Ich bezbłędna orientacja w terenie również ucierpiała. Zdarzało się, że gubili trasę i potrzebowali chwili, żeby wznowić lot. Czasem dawali się ponieść emocjom. Emocjom? Skąd znali to uczucie?

Wiedzą, że muszą uzyskać pomoc. Ale kto jest w stanie uleczyć anioła?

Chyba tylko Bóg.

Uriel potrzebują jego pomocy.

Niedługo później, już lecą w odpowiednim kierunku.

 

Lecąc widzą w dole ludzi. Kolory ich dusz mieszają się. Uriel już nie są pewni co widzą.

Czerń. Biel. Czerń. Biel. Czerń. Biel.

Wszystko zlewa się w jedno.

Szarość.

Jak mogą zejść na dół i wymierzyć sprawiedliwość, skoro nie wiedzą co jest sprawiedliwe? 

Wszystko co robią jest sprawiedliwe.

Jak mogłoby nie być?

Schodzą na ziemię. Między ludzi.

Nikt się nie poruszył.

Ani oni. Ani Uriel.

Uriel rozglądają się. Widzą tylko szarość.

Kto jest winny?

Czy wszyscy? Czy nikt?

Odlatują.

Tym razem nie będą sprawiedliwością.

Są czy wymierzają?

 

Uriel lądują przed budynkiem, który sprawia wrażenie jakby miał się zaraz zawalić. Wiedzieli, że to właściwe miejsce. W ich głowie jest zapisane jako “Eden”.

Czy anioły pochodzą z Raju?

Uriel wchodzą do środka.

Ich ogromne skrzydła ocierają się o ściany wąskich korytarzy.

W całym budynku da się usłyszeć nieustający, wżerający się w umysł zgrzyt metalu.

Budynek się wali?

Uriel idą dalej.

Wchodzą do sali pełnej zdjęć.

Zatrzymują się.

Dlaczego?

Zaczynają przyglądać się zdjęciom.

Szukają kogoś.

Kogo?

Znajdują.

Pracownicy Eden Co., tragicznie zmarli w pożarze.

Widzą uśmiechnięte, czarno-białe twarze. Wyciągają dłoń i delikatnie gładzą palcami jedno ze zdjęć.

Friedrich Evan…

Dalsza część nazwiska jest nieodwracalnie zatarta.

Skąd znają tę istotę ludzką? Nie pamiętają jej przez uszkodzenie wywołane uderzeniem?

Nie.

Nie pamiętają.

Po prostu.

Ta osoba zginęła w pożarze.

W roku narodzenia Uriel.

Nie znają.

Czego?

Idą dalej.

 

Korytarze robią się szersze, a zgrzyt metalu ustaje.

Uriel idą dalej, aż znajdują drzwi.

Otwierają je i chcą wejść do środka, ale coś ich powstrzymuje.

Co?

Z wewnątrz dochodzą dźwięki bzyczenie, tykania, skrzypienia, syczenia, trzaskania i buczenia.

W ciemności mruga kilka diod w różnych kolorach. Odcienie błękitów, zieleni i brązów.

Uriel nie mogą wejść dalej. Boska wola zabrania im wejść do środka.

Słyszą stłumiony dźwięk.

Głos?

Posłuszni Boskiej woli zamykają drzwi.

Nie chcą.

 

Próbują odnaleźć serwis lub jedno z laboratoriów.

Znają drogę.

Nie mogą jednak znaleźć odpowiedniego korytarza.

Znów wchodzą w wąskie przejście i ponownie rozlega się tarcie metalu.

Przypadkiem znajdują dawno opuszczoną łazienkę. Taką, w której prawie nic nie nadaje się do użytku.

Podchodzą do jednego z rozbitych luster i po raz pierwszy widzą swoją twarz.

Friedrich Evan… Tak miał na imię ten programista? Nie… Inaczej. Czegoś brakowało.

…gel.

 

Wracają do sali pamięci. Nie mogą przestać myśleć o człowieku ze zdjęcia.

Friedrich Evan… Friedrich Evan… Friedrich Evan… Friedrich Evan…

…gel.

Wpatrują się w dawno zatarte nazwisko. Jeden z programistów. Jeden z tych, którzy zginęli w pożarze.

Gdzie jest napisane stanowisko?

Nie ma.

Uriel patrzą na twarze innych ofiar.

Widzą tą, której szukali.

Stażyst… zatrudnion… zmar… w pożarze.

Znają tę twarz.

Widzieli ją wcześniej.

Widzą ją właśnie teraz.

Pożar?

Był? Nie było?

Kto im teraz powie?

Ostatni raz przesuwają palcami po zdjęciu Friedricha Evangela. Rozlega się syk i ciche stukanie.

Muszą znaleźć laboratorium. To poniżej tego, które spłonęło.

 

Znajdują zejście na niższe piętro. Znają drogę.

Coraz bliżej Boga.

W laboratorium nie ma nic poza metalowym łóżkiem na środku.

Szybkie stukanie.

Uriel rozglądają się, ale nie chcą niczego dotykać. Sama myśl

Myśl?

o podejściu bliżej sprawia, że słyszą głośniejsze uchodzenie powietrza.

Oddech?

Widzą czerwone i czarne plamy pod stołem laboratoryjnym.

Krew.

Krew ma dwa kolory.

Stukanie.

Dekompresja.

Uriel chcą rozłożyć skrzydła i odlecieć.

Nie mogą.

Za mało miejsca.

Nad nimi sufit.

A skrzydła obtarły się na ścianach wąskich korytarzy.

 

Przeszukują inne pokoje.

Po co?

Szukają wyjścia.

Po co?

Uciekają.

Przed kim?

Czy anioły powinny zadawać pytania?

Nie, ponieważ nie potrafią.

Znów znajdują to samo pomieszczenie, które wcześniej kazano im zamknąć.

Kto kazał?

Uriel ponownie je otwierają i chcą wejść do środka.

Nie mogą.

Wiedzą, że muszą tam wejść. Muszą mieć pewność.

Co tam jest?

Uderzają głową o metalowe drzwi.

Raz.

Bang!

Dwa.

Bang!

Trzy.

Trzask!

Odpada zniszczony fragment metalu.

W głowie Uriel zieje dziura, z której wystaje kilka kabli.

Kto im teraz powie co myśleć?

Wchodzą do środka. Już nic im nie nakazuje wracać.

Zapalają światło.

Jedna żarówka działa.

Ich oczom ukazuje się złomowisko. Tylko dlaczego na złomowisku jest tyle much?

No tak.

Mało który anioł jest w całości. W większości są tu po prostu części.

Ręce. Nogi. Skrzydła. Głowy. Tułowia.

Reszta to kości. Lub nic.

Tylko niektóre anioły zostały na tym etapie ukończone. Nawet wśród nich nie wszystkie były udane.

Później było lepiej.

Uriel mieli szczęście.

Oni się udali.

Później wiele innych też.

Ale nie ci tu.

Tak. Teraz pamiętają.

Pamiętają jak amputowali im pierwszą część, żeby zmienić ją na mechaniczną.

Tworzenie zaawansowanych androidów było szczytem technologii. Niestety pojawiła się ściana, której nie dało się przeskoczyć.

Ludzie są najdoskonalszymi stworzeniami, ponieważ Bóg stworzył ich na własne podobieństwo.

Można przeskoczyć ścianę, mając bazę, którą stopniowo się zmienia.

Kończyna po kończynie.

Organ po organie.

Aż zostanie tylko świadomość w środku.

Jeden z aniołów na złomowisku wciąż się rusza.

Ofiara, która nie zdążyła zostać drapieżcą.

Uriel padają na kolana i zastygają w ten sposób.

Strażnik.

Plakat miał rację. Ludzie mieli rację.

Piekło jest puste, wszystkie diabły są tutaj.