Ostatnia sprawa odebrała całej ekipie kilka dni spokoju. Każdy dopiero teraz zaczyna wracać do pierwotnego stanu, swobodnie poruszając się po komisariacie i zdejmując z białej tablicy poszlaki.
Obserwuje wszystko zza mojego sosnowego biurka, porządkując je. Nabrało się tu całkiem sporo zdjęć, zeznań i dokumentów, które doprowadziło wszystko do w miarę dobrego happy endu, gdyby nie strata ze strony poszkodowanej rodziny. Zaginiona niestety odnalazła się bez oznak życia, jej ciało leżało bezwładnie przywiązane do kaloryfera w piwnicy.
Złapaliśmy sprawcę, ale liczyliśmy na lepsze zakończenie. Niestety nie zawsze nam się udaje… Taka praca, nigdy nie wiesz co się wydarzy.
Mimo to w głębi odczuwam lekkie muśnięcie szczęścia. Jestem naprawdę wykończona, przez parę dni spałam tyle o ile, może z 2-3 godziny dziennie. Fakt że kończę zmianę naprawdę daje mi wytchnienie. Pragnę tylko znaleźć się w mojej kawalerce i rzucić na łóżko.
Pakuje ostatnie teczki i wkładam rzeczy osobiste do torebki. Z ulgą odsuwam się od biurka i wstaje aby włożyć płaszcz wiszący na wieszaku nieopodal.
-Sterling! – dyżurny woła mnie po nazwisku, co nie świadczy o niczym dobrym. Zatem nici z planami…
-Tak? – odwracam się w już dawno wyćwiczony sposób i przywracam zdawkowy uśmiech na twarz.
-Mamy kolejne zaginięcie. Zaginiona to niejaka Sophie Pemberton, piętnastolatka. Ostatni raz była widziana przy galerii, pracowała tam po szkole. Nie wróciła do domu. Wyślę ci dokładny adres na komórkę. Rodzina czeka na miejscu.
…
Jadę na wskazane miejsce, moim wysłużonym samochodem służbowym. To tylko kilka kilometrów, zatem dotarłam do galerii w niecałe 6 minut. Już z daleka było widać sygnały radiowozu, który mając w pobliżu patrol dotarł na miejsce szybciej ode mnie.
Mimo nie wyspania, próbuje być najbardziej skupiona na sprawie jak tylko jestem na to w stanie.
Parkuje na przeciwległej stronie, wyłączam silnik, światła i wychodzę z samochodu. Rozglądam się po terenie od razu, każdy element nawet ten najbardziej codzienny może być w tej chwili istotny. Słonce już dawno opuściło horyzont, a świt pozostaje bliższy niż wszystko co na niego wskazuje. Ciemność spowija najmniejszy fragment tego miejsca, pozostawiając tylko nieco jasności w miejscach gdzie świeciły latarnie oraz sygnały policyjne. Po za tym wszystko wygląda w normie.
Ostrożnie przechodze na dugą stonę drogi, gdzie wzdłuż chodnika zaparkowano kilka samochodów. Ulica wydaje się nazbyt spokojna. W ciągu minuty nie przejeżdża tu wiecej niż dziesięć aut. Zważając na to mam nadzieje że szybko znajdziemy zaginioną nastolatke. Nieopodal zapakowanych aut znajduje się przystanek autobusowy, który o tej godzinie wydaje się opustoszały.
Jednakże swoje kroki kieruje w stronę wejścia do galerii, gdzie stoją zgłaszający zaginięcie córki rodzice oraz dwoje policjantów.
