Wielkość tekstu:

Wioska na południu Bolyernu

25.08.1406 r.n.ś.

 

Raja wzięła głęboki wdech i zapukała do drzwi państwa Kolev.

— Och, Rajeńko, tak dawno cię u nas nie było, wejdź proszę. Iwanieczka, ty też jesteś, wspaniale, wspaniale!

Pani Kolev ucieszyła się widząc ich pierwszy raz od dwóch miesięcy i zaprosiła do środka.

Iwan lekko ścisnął dłoń narzeczonej, żeby dodać jej otuchy. Weszli.

Pani Kolev poprowadziła ich do stołu, gdzie usiedli.

— Rajeńko, tak się bałam, że o nas zapomniałaś. Wiem, że pokłóciłyście się z Zetlą, ale na pewno zaraz znowu się pogodzicie, zawsze byłyście tak świetnymi przyjaciółkami — powiedziała pani Kolev rozpalając ogień pod wiadrem z wodą. — Zaraz wam zaparzę ziół.

— Dziękujemy, jednak nie zabawimy długo. — Raja uśmiechnęła się z zakłopotaniem. — Jest Zdenka?

— Och, nie martw się o nią, poszła do lasu zbierać maliny. Od czasu waszej kłótni zaczęła nam bardzo pomagać.

Iwan rzucił narzeczonej zaskoczone spojrzenie.

— Może… Może Zdence się polepszyło i nie uważa się już za księżniczkę? — Głos Raji był pełen nadziei.

— Nie mam pojęcia kochaniutka, co prawda pomaga nam, ale ciężko z nią rozmawiać. — Westchnęła kobieta.

— A jak… Jak Zdenka znosi sytuację z Nikolą? — Głos dziewczyny był ledwo słyszalnym szeptem.

— Nie wydawała się tym zbyt poruszona. Powiem szczerze, że zmroziło mnie gdy na wieść o tym co się stało odpowiedziała mi tylko “Musiał się liczyć ze śmiercią podczas polowania”. — Kobietę przeszedł dreszcz na samo wspomnienie obojętnej reakcji córki.

Iwan objął Raję ramieniem w obronnym geście.

— Taki młody chłopak. — Pani Kolev pokręciła głową z żalem. — No, ale nie przyszliście tu raczej opowiadać o tych smutnych wydarzeniach, prawda? — Do jej głosu wróciła wesoła nuta.

Raja wzięła głęboki wdech.

— Za trzy dni mamy z Iwanem swaćbę. Chciałam… spytać Zdenkę czy się pojawi. Zapraszałam ją jeszcze przed naszą kłótnią, ale… teraz nie jestem pewna czy przyjdzie.

— Och, Rajeńko… — Pani Kolev sięgnęła przez stół po dłonie dziewczyny i ścisnęła je mocno. — Zetla powinna niedługo wrócić, poczekajcie na nią chwilę. Na pewno się ucieszy gdy cię zobaczy.

— Tak… mam nadzieję… — odparła Raja ściszonym głosem.

Pani Kolev wstała sprawdzić czy woda już się przegotowała. Wystarczyło jej spojrzeć, żeby się upewnić, czy nadaje się do picia. Wsypała do drewnianych naczyń garść suszonych ziół i zalała je wrzątkiem.

— Jest pani jedyną osobą, która przyrządza takie napoje, gdzie się pani tego nauczyła? — spytał z ciekawością Iwan, który nigdy wcześniej nie miał okazji zostać tak ugoszczony w tym domu. Zwykle tylko odprowadzał, lub czekał pod nim na Raję.

— Kiedy byłam nastolatką, w Kreucie żyła jeszcze czarownica. Uczyła młode dziewczyny zielarstwa i udzielała błogosławieństw ślubnych. Tak strasznie żałuję, że teraz nie ma w pobliżu żadnej, żeby udzieliła wam łaski bezpośrednio od bogini Liefde. — Pani Kolev pokręciła głową z żalem.

— W stolicy na pewno jest mnóstwo czarownic, które ich udzielają — westchnęła z zazdrością Raja.

— Tak myślisz? A to nie Wielki Kapłan błogosławi małżeństwom w stolicy? — zdziwił się Iwan.

— Im więcej darów od bogów, tym lepiej — stwierdziła Pani Kolev.

— Ma pani rację, tego nigdy za wiele — zgodziła się z uśmiechem Raja i upiła łyk naparu.

Rozmowa zeszła na temat przygotowań do wesela, które prawie zostały zakończone.

— Ojciec Iwana powinien jutro wrócić z Kreutu z miodem pitnym. Już nie mogę się doczekać, żeby pierwszy raz go spróbować. — Cieszyła się Raja.

— Podziwiam Petara, że wybrał się tam pieszo, mam nadzieję, że nie miał żadnych problemów po drodze. — Gospodyni pokręciła głową.

— Chciałem iść z nim, ale kazał mi zastąpić go w polu, stwierdził, że tak nie powinniśmy mieć opóźnień w zbiorach. — Iwan wydawał się niezadowolony.

— Jesień przychodzi u nas późno, nic się nie martw, Iwanieczka. Wioski na północy kończą zbierać zboże jare, gdy my zaczynamy ozime. — Pani Kolev machnęła dłonią.

— Nie wyobrażam sobie siać jarego. Plony z tego zawsze są marne. — Iwan skrzywił się.

— Iwańka, pamiętaj, że my nie ryzykujemy tak bardzo siejąc ozime. Nie pamiętam ani jednej zimy na tyle srogiej, żeby nam wymarzło wszystko — wtrąciła się Raja lekko trącając ramię narzeczonego.

Ich rozmowę przerwał dźwięk otwieranych drzwi.

Zetla wróciła z dzbankiem malin, który upuściła na ziemię widząc Raję. Z uszkodzonego naczynia wysypały się owoce. Nie było ich wiele.

— Co ty tu robisz?! Jeszcze z nim! — Zetlę od razu zalała fala wściekłości. — Namieszał ci w głowie i teraz przychodzisz, żeby namieszał mojej matce?!

Iwan w pierwszym odruchu chciał podnieść się z krzesła, żeby osłonić narzeczoną, ale ta zatrzymała go kładąc mu dłoń na ramieniu.

— Zdenka… Porozmawiajmy, proszę. — Raja wstała i spróbowała podejść do przyjaciółki.

— Nie nazywaj mnie tak! Jestem Zetla. Zapamiętaj to sobie — krzyczała.

— Dobrze, uspokój się proszę, Iwan to mój narzeczony i nie życzę sobie, żebyś go obrażała. — Głos blondynki pozostał spokojny. Jakby próbowała oswoić przestraszone zwierzę.

— Nie obchodzi mnie to! Ma się natychmiast wynosić z tego domu! I ty tak samo!

Raja skinęła głową na Iwana, żeby mu dać znać, że powinien posłuchać Zetli. Mężczyzna wstał powoli i wyszedł, starając się w żaden sposób nie sprowokować wściekłej dziewczyny, gdy przechodził obok. Czekał za drzwiami, ufał swojej narzeczonej, ale wolał być w pobliżu na wypadek, gdyby coś poszło nie tak i Zetla straciła resztki rozumu.

— Iwan wyszedł, trzeba posprzątać maliny — stwierdziła Raja.

Podeszła z łagodnym uśmiechem i kucnęła. Zaczęła zbierać do fartucha rozsypane owoce, które brudziły jej ręce i ubranie. Odłożyła je na stół.

Zetla cofnęła się.

— Po co tutaj przyszłaś? Przyznaj się lepiej! Może chciałaś przekonać nawet moją matkę, że jestem szalona? Tak jak twierdzi ten twój wieśniak? A może przyszłaś jej wmówić, że to ja zabiłam Nikolę? — Zaczęła atakować i prowokować.

— Zden-, Zetla, o czym ty mówisz? Przecież nikt tak nie myśli… — Raja próbowała ratować sytuację.

— Wszyscy tak myślą! No właśnie! To pewnie ty rozsiałaś tę plotkę! Wiesz co? Wolałabym, żebyś to ty umarła! Żałuję, że w niemowlęctwie zmarła moja siostra, a nie ty!

Te słowa przelały czarę goryczy. Oczy Raji zaszły łzami, ale nie rozpłakała się jeszcze całkiem.

— Przepraszam, że cię okłamywałam. — Jej głos drżał od emocji i wstrzymywanego płaczu. — Powinnam była ci powiedzieć… te kilkanaście lat temu, że ci nie wierzę. Jednak to, że ci nie wierzę, nie znaczy, że… tego dla ciebie nie chcę. Byłabym naprawdę szczęśliwa… gdybyś okazała się księżniczką. Chcę… twojego szczęścia. Dlatego chciałam ci tylko powiedzieć… że byłabym naprawdę szczęśliwa, gdybyś pojawiła się na moje swaćbie i weselu. Jesteś dla mnie… jak siostra… Wiem, że jesteś zła i nie miałaś na myśli tego co mówiłaś przed chwilą. — Dopiero gdy skończyła, pozwoliła łzom swobodnie płynąć.

Zetla patrzyła za nią jak wychodzi. Nie odezwała się. Stała w milczeniu i patrzyła. Po raz pierwszy widziała, jak Raja płacze.

Pani Kolev podeszła do wciąż leżącego na podłodze dzbanka i pozbierała fragmenty, które odpadły.

Palce Zetli wciąż były czerwone od soku, który puściły maliny. Tak samo jak Raji.

 

Palce pani Kolev bardzo dokładnie i pewnie pomagały Raji ubrać się w sukienkę, w której miała mieć swaćbę. Dziewczynę zjadał stres i nie była w stanie zrobić tego samodzielnie. Dodatkowo tradycja wymagała, żeby matka towarzyszyła pannie młodej w ostatnich przygotowaniach, a w jej życiu tę rolę pełniła pani Kolev.

— Czy Zdenka pojawi się na uroczystości? — spytała cicho Raja, bojąc się odpowiedzi.

— Chciałabym powiedzieć, że tak, ale… nie wiem tego — przyznała kobieta z bólem w głosie.

— Gdybym tylko wtedy się nie odezwała… — Nie mogła powstrzymać łamania się głosu.

— Rajeńko… Myślę, że dobrze zrobiłaś. Zetla powinna była usłyszeć to już dawno. Zrobiliśmy jej krzywdę dając żyć fantazją — stwierdziła pani Kolev, kończąc zasznurowywać jej suknię.

— Jak wyglądam?

Raja obróciła się wokół własnej osi, wprawiając prostą suknię w ruch. Biały materiał uniósł się lekko wokół jej kostek. Dziewczyna odrzuciła na plecy długi, staranie zapleciony warkocz zakończony długim paskiem delikatnego lnu, który został po skróceniu sukni. Jej pomalowane na czerwono usta mimowolnie ułożyły się w uśmiechu.

— Przepięknie, Rajeńko, wspanialej niż ja w dniu ślubu. — Do oczu pani Kolev napłynęły łzy wzruszenia.

— Jestem pewna, że nie oraz… dziękuję, że mi ją pani podarowała. Jestem pewna, że Zdenka również będzie chciała w niej przyrzekać przed panią Liefde. — Raja wzięła dłonie kobiety w swoje.

— Jesteś dla mnie niczym druga córka…

Przytuliła ją mocno.

W tej chwili były po prostu matką i córką.

 

Iwan czekał niespokojnie na jeszcze narzeczoną. W stresie poprawiał ubranie, w którym dwa miesiące temu brał udział w święcie przesilenia. Nie miał w swoim domu niczego bardziej eleganckiego, jak wszyscy we wsi, posiadał tylko jeden zestaw odświętnego stroju. Mimo wszystko nie przeszkadzało mu to. We wsi nie było bogato, ale za to swojsko, miastowe wygody wydawały się zbędne i w jego logice odciągały od pracy.

Słońce świeciło jasno na niebie, a młodzieniec czuł jak pot spływa mu po twarzy. Zaczął się nawet martwić, że rozmaże mu się przez to makijaż, który starannie wykonał mu ojciec. Nie mógł jednak się schować, ponieważ swaćba miała odbyć się na środku świeżo zasianego pola. Zależnie od tego jakie zbiory będą na tej ziemi w przyszłym roku, tak będzie im się powodziło w małżeństwie.

Iwan uznał jednak, że czekanie w pełnym słońcu było warte ujrzenia Raji w prawdziwej sukni ślubnej. Nigdy wcześniej nie widział tak białego i delikatnego lnu. Wcześniej uczestniczył tylko kilku ceremoniach i za każdym razem kobiety nosiły to co na każdej innej uroczystości. Jego, za chwilę, żona miała na sobie coś bardzo wyjątkowego. Poczuł jak jego oczy wypełniają łzy wzruszenia, ale kompletnie zdążył już zapomnieć o makijażu. Jego myśli wypełniała tylko Raja. Jego Raja.

Dziewczyna podeszła do swojego prawie męża, nie mogąc powstrzymać szerokiego uśmiechu. Opuszkami palców starła jego łzy a on poprawił jej wianek, zrobiony z ostatnich w tym roku maków. Przez chwilę zapomnieli o tym, że nie są sami a obserwuje ich cała wioska.

Raja rozejrzała się. Prawie cała wioska.

— Widziałeś gdzieś Zdenkę? — szepnęła, nie była w stanie ukryć nadziei w głosie.

Iwan zaklął pod nosem. Ta przeklęta dziewucha. Nawet w ten dzień musiała sprawiać Raji przykrość.

— Przykro mi, ale może jeszcze przyjdzie? — Próbował pocieszyć dziewczynę.

— Wątpię — westchnęła, ale postarała się znów przywołać na twarz uśmiech. — Wybacz, dzisiaj powinieneś się dla mnie liczyć tylko ty.

— To co ważne dla ciebie, ważne jest i dla mnie — szepnął biorąc ją za rękę. — Jeśli chcesz się smucić z jej powodu, będę się smucił z tobą.

Twarz Raji rozjaśniła się a jej serce wypełniło się miłością i szczęściem. Wiedziała, że nie mogła wybrać nikogo lepszego na męża i przyszłego ojca swoich dzieci.

Mieszkańcy wioski zebrali się w półkolu, najbliżej środka był sołtys, który miał udzielić swaćby oraz rodzice Iwana, ojciec Raji i państwo Kolev. Ludzie patrzyli nieufnie, starali się nie przebywać szczególnie blisko a ich rozmowy cichły gdy oni sami lub ich najbliżsi znajdowali się w zasięgu słuchu.

Raja wzięła głęboki wdech i mocno ściskając dłoń Iwana podeszła z nim do sołtysa.

— Możemy zaczynać? — spytał sołtys, gdy stanęli przed nim.

— Tak — odpowiedzieli jednym głosem co wywołało u nich nerwowy śmiech.

Półokrąg wokół nich zamknął się, teraz znajdowali się na środku, a ich rodzice podeszli i stanęli za ich plecami. Raja zaczęła drżeć ze stresu, ale i podekscytowania. Uśmiechnęła się, czując to samo od Iwana.

Sołtys podniósł, z pnia ustawionego obok, niewielkie naczynie z czystą wodą i podał im je. Młodzi opłukali w nim swoje dłonie a pani Kolev i ojciec Iwana otarli im skronie i oczy.

— Teraz wznieśmy wszyscy modły do wielkiej bogini Liefde. Pani miłości, która pobłogosławi im, żeby ich uczucie było tylko silniejsze. Wznieśmy je także do Wielkiego Boga Leistunga, Pana Wojny, który sprawił, że tak jak on podbija narody, tak miłość podbiła ich serca — wyrecytował sołtys. — Unieście swe splecione dłonie.

Owinięto ich złączone palce białym materiałem ozdobionym kwiecistymi wzorami.

Raja rozejrzała się ostatni raz. Wciąż nigdzie nie było Zetli.

— Wznieście swe modlitwy do bogów i mając ich za świadków wygłoście swe przyrzeczenia — poinstruował ich sołtys po upewnieniu się, że zrobił się supeł na materiale.

— Biorąc na świadkową panią Liefde, biorę ciebie Iwanie za męża i ślubuję ci miłość, wierność i opiekę od teraz, przez wszystkie dni mojego życia. A jeśli bym przysięgę złamała, niech podda mnie karze Leistung mściwy i surowy — wyrecytowała Raja przez zaciśnięte ze szczęścia gardło.

— Biorąc na świadkową panią Liefde, biorę ciebie Raju za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i opiekę od teraz, przez wszystkie dni mojego życia. A jeśli bym przysięgę złamał, niech podda mnie karze Leistung mściwy i surowy — odpowiedział jej Iwan, walcząc ze łzami wzruszenia.

— Pora teraz byście wybrali nazwisko, które razem będziecie chwalić i sławić.

Młodzi spojrzeli na siebie, żeby upewnić się, że żadne z nich nie zmieniło decyzji.

— Postanowiliśmy, że Raja Petrova podzieli ze mną nie tylko swe życie, ale także nazwisko i odda mi swoje imię. Proszę byście zapomnieli o mnie jako Iwanie Georgievie, a pamiętali jako Iwana Rajeva, męża Raji Rajevy.

— Oto słyszeliście słowa i wolę młodych. Od teraz niech wszem będzie wiadome, że ona do niego należy, a on jej jest własnością. SŁAWA MŁODYM! — ogłosił sołtys i zdjął materiał z ich dłoni.

Raja rzuciła się na szyję męża, on mocno obejmując ją w pasie, podniósł i obrócił się z nią w ramionach. Mieszkańcy wioski zaczęli wznosić wiwaty i cieszyć się szczęściem nowożeńców.

Po opadnięciu pierwszych emocji wszyscy, z Rają i Iwanem na czele, ruszyli na główny plac wioski, gdzie czekał już stos drewna a wokół niego rozstawiono suto zastawione stoły. Mąż zapalił pochodnię i podał ją żonie, a ona podpaliła ognisko.

Zaczęło się wesele.

Iwan porwał Raję do tańca, po chwili dołączyli do nich inni. Ci, którzy poczuli się zmęczeni zasiadali do stołów by napić się i zjeść.

— Już dawno nie było tu tak hucznego weselicha! A ten miód? Skąd żeście go wzięli? — zagadał młodych jeden z sąsiadów.

— Ojciec szedł po niego aż do Kreutu — odpowiedziała Raja, ocierając z twarzy pot.

— No tak! Mówili cosik ludzie, ale żem se przepomniał — odparł mężczyzna i wychynął resztkę trunku. — Dawajta ludzie! Śpiewać mi tu pieśniczki weselne! KHMIELU, KHMIELU…!

Przerwał gdy został zdzielony w tył głowy. Raja kojarzyła, że kobieta, która to zrobiła była jego kuzynką.

— Ty się ciesz, stary pijaku, że khmielu już nie ma, bo gdyby cię usłyszał, to wszystkie liście by mu zwiędły!

— Bzdury gadacie — wtrącił się ktoś inny. — Od zawsze był tylko chmiel, khmiel to tylko inna nazwa.

Coraz więcej ludzi przy stole włączało się w dyskusje.

— Cóż to za głupoty? Każdy głupi wie, że w starych czasach nie było chmielu, tylko khmiel.

— Już widzę jak ludzie pili piwo zrobione z tego magicznego zielska — zakpił ktoś.

— Chyba musimy stąd uciekać — szepnął Iwan do ucha Raji.

Dziewczyna odwróciła do niego głowę i skradła mu pocałunek.

— Z tobą pójdę wszędzie, mój mężu — zachichotała.

Wrócili do tańca, muzyka grała, a ognisko głośno trzaskało, posyłając w górę iskry. Wokół roznosiły się śmiechy, rozmowy i pijackie kłótnie.

Nagle wszystko ucichło.

W krąg światła weszła ona.

Bez odświętnego stroju. W prostej, codziennej sukience. Z luźno powiewającymi na wietrze włosami. Za ciemnymi kosmykami, które zasłaniały jej twarz kryły się czerwone, lekko opuchnięte niebieskie oczy. Jej wyraz twarzy był inny niż zwykle. Jej wyniosłość zastąpiła niepewność. Może strach.

Ludzie wpadli w szał.

— Wariatka przyszła zniszczyć wesele! — krzyknął ktoś.

Szybko zawtórowali mu inni.

— Pewnie chce przekląć młodych! Tak jak przeklęła biednego Nikolę!

— Jak przeklęła? Sama go zabiła pewno!

— Musimy się jej pozbyć zanim zabije innych!

Ktoś wziął pochodnię i zaczął iść w kierunku Zetli.

— Przestańcie! — krzyknęła Raja stając przed przyjaciółką i zasłaniając ją własnym ciałem. — Nie macie prawa oskarżać ją o cokolwiek. To moje wesele i nie mam zamiaru słuchać tych bzdur!

Ludzie spojrzeli po sobie, jakby nie wiedzieli co dalej. Nie spodziewali się, że ktoś ich zatrzyma.

— Moja żona ma rację, Zden… Zetla przyszła na nasze wesele, więc jest naszym gościem — poparł żonę Iwan.

— Wszystko w porządku? Cała się trzęsiesz — Raja objęła Zetlę ramieniem i odprowadziła na bok.

— Opuściłam twój ślub. — Głos dziewczyny był zachrypnięty.

— Wiem to.

— Zakłóciłam twoje wesele.

— Zauważyłam.

— Ostatnio powiedziałam ci coś strasznego.

— Pamiętam.

Zetla kilkakrotnie otworzyła jeszcze usta, ale nic więcej nie powiedziała.

— Chciałaś mi tylko przypomnieć o wszystkich swoich błędach? — Raja odsunęła się od niej gdy już były same i skrzyżowała ramiona na piersi.

Zetla wbiła wzrok w ziemię, ale nie było w nim skruchy. Bardziej wstyd i złość. Raja westchnęła.

— Dlaczego teraz stanęłaś w mojej obronie…?

— Głupia jesteś, jeśli zadajesz takie pytania. Jesteś dla mnie jak siostra, to oczywiste, że zawsze stanę po twojej stronie.

Zetla uniosła głowę i spojrzała Raji w oczy.

— Myślałam, że po tym co ci ostatnio powiedziałam nie chcesz mnie już znać.

Raja tylko się zirytowała.

— Dlaczego miałabym? Myślisz, że siostrzeństwo to coś co tak łatwo zniszczyć? Jednak, jeśli tak myślałaś, to co skłoniło cię do zmiany zdania?

— Iwan.

Padła krótka odpowiedź.

Raja przez chwilę patrzyła na nią, jakby nie rozumiała sensu tego słowa. Iwan?

— Przecież… Dlaczego on… Co?

Nie była w stanie dokończyć myśli.

— Wczoraj przyszedł do mnie. Padł na kolana i błagał mnie, żebym przyszła na wesele i ślub. Nazwał mnie nawet księżniczką…

Raja nie mogła powstrzymać łez. Jej, teraz już, mąż błagał jej najlepszą przyjaciółkę, żeby przyszła na ich swaćbę. Nazwał Zdenkę księżniczką. Dla niej. A ona przyszła. Dla niej.

— To zła wróżba płakać na własnym weselu — zauważyła Zetla.

— Twoja obecność na nim sprawia, że wszystkie złe wróżby tracą swoją moc. — Raja przytuliła ją z całej siły jaką miała.

— Dziękuję, że mnie obroniłaś, możesz przekazać Iwanowi moje podziękowania.

— Sama mu je zaraz przekażesz. Noc jeszcze młoda a wesele trwa!

Zakrzyknęła Raja i pociągnęła Zdenkę w stronę ogniska.

— Czekaj, ludzie mnie tam nie chcą, boję się — przyznała cicho Zetla, próbując wyrwać dłoń z uścisku.

— Obronię cię. Ja i Iwan będziemy twoimi rycerzami! Pamiętaj o tym!

Zetla poczuła jak łzy szczęścia pieką ją pod powiekami.