23.09.1406 r.n.ś.
Słońce nad wioską paliło tak bardzo, że mieszkańcy nie byli w stanie pracować. Nikt nie zamierzał ryzykować śmierci. Sołtys dość szybko ogłosił, że należy przeczekać upały. Na początku planował ogłosić pracę dopiero przy zachodzie słońca, ale mieszkańcy nie mieli zamiaru pracować po ciemku, a sam zachód trwał zbyt krótko by coś zrobić. Nie tak dawne ogłoszenie zmniejszenia daniny umożliwiło takie rozwiązanie.
Większość zdecydowała się nadrobić obowiązki domowe. Za to pozostali woleli pójść nad strumień i ochłodzić się w wodzie i cieniu drzew.
Raja siedziała w domu państwa Kolev i razem z panią Kolev cerowały ubrania. Żadna z kobiet nie lubiła wykonywania obowiązków domowych w samotności, a ich mężowie często robili swoje na zewnątrz.
— Nie rozumiem, jak on może tak szybko rozdzierać koszule? Ledwo zaceruję jedną, już muszę robić to na nowo, ale w innym miejscu — narzekała Raja.
— Och, Rajeńko — zaśmiała się pani Kolev. — To i tak dobrze, że rozdziera je w innych miejscach. Mój potrafi kilka razy to samo. Idealnie po ściegu!
Kobiety roześmiały się.
— Zdenka długo nie wraca znad strumienia — stwierdziła Raja, patrząc na słońce oknem. — Martwię się o nią.
— Czasem mam wrażenie, że za bardzo trzymamy ją pod kloszem. Może gdyby nie to… — westchnęła pani Kolev.
— Niech pani tak nie mówi. Zdenka jest….wyjątkowa, to wszystko. — Przygryzła wargę.
Przez chwilę siedziały w ciszy. Atmosfera stała się ciężka.
— Od jakiegoś czasu bywa z nią gorzej… Boję się, że sąsiedzi zdecydują się ją przegonić… — szepnęła starsza z kobiet.
— Nie pozwolę na to. Ochronię ją.
Dopiero po dłuższej chwili wróciły do lżejszych tematów.
Po tym jak Iwan przyniósł gotowy obiad, Raja nakryła do stołu. Pani Kolev w tym czasie poszła po męża.
— Szkoda, że tata nie chciał dzisiaj zjeść z nami — westchnęła Raja.
— Zanim w ogóle skończyłem gotować już poszedł do sąsiadów — zaśmiał się Iwan. — Ale obiecał, że przyjdzie później.
— Rozumiem, że was ma cały czas w domu, ale do nas mógłby przyjść — zawtórowała mu pani Kolev, nakładając wszystkim jedzenie.
— Nie czekamy na Zdenkę? — Raja nerwowo zerknęła przez okno.
— Nie mamy pojęcia kiedy wróci. Lepiej zjeść ciepłe, w końcu Iwan cały dzień stał w kuchni — zauważył pan Kolev.
Po tym jak pani Kolev skończyła nakładać, wszyscy odmówili modlitwę do Leistunga i wzięli się za jedzenie.
— Właśnie, nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem — zaczął Iwan, jedząc — ale dlaczego nazywasz Zetlę Zdenką? To ma jakąś konkretną historię?
— Szczerze mówiąc to sama nie pamiętam — zaśmiała się Raja. — Po prostu tak zaczęłam na nią mówić i zostało. — Wzruszyła ramionami.
— Ja za to doskonale pamiętam jak to się zaczęło — wtrąciła ze śmiechem pani Kolev. — Gdy pierwszy raz poznałaś Zetlę, uznałaś, że jej imię jest zbyt dziwne. Prawdę mówiąc poczułam się trochę urażona, bo to ja je dla niej wybrałam. Nic nie boli tak, jak szczerość trzylatki.
— Tak! Teraz pamiętam! — krzyknęła Raja z ognikami w oczach. — Chyba na początku nie umiałam go nawet wymówić. Ale moja babcia miała na imię Zdenka i mi się skojarzyło.
— Naprawdę? To cała historia? — Iwan wyglądał na rozczarowanego.
— A czego się spodziewałeś, mężu? — Raja nie mogła się nie zaśmiać, widząc jego minę.
— Sam nie wiem. I nie mów tego w taki sposób, to nie brzmi naturalnie — upomniał ją.
— To moja wina, że nie zdążyłam się jeszcze nacieszyć tym określeniem? — Zrobiła urażoną minę. — Nie mam okazji do nazywania cię tak.
Państwo Kolev roześmiali się, słysząc ich przekomarzanie.
Pojawienie się Zetli od razu ochłodziło atmosferę.
Tym razem dziewczyna wyglądała na jeszcze bardziej wyniosłą niż zawsze. Z pogardą spojrzała na osoby siedzące przy stole.
— Zdenka! Wróciłaś! — ucieszyła się Raja, wstając od stołu. — Chodź, jedzenie na ciebie czeka. Zaraz ci podgrzeję na ogniu.
— Nie musisz. Nie jestem głodna — stwierdziła Zetla.
— Och, no więc, w porządku. — Raja nerwowo przestąpiła z nogi na nogę i spojrzała po wszystkich zebranych.
Iwan chwycił żonę za rękę, żeby ją wesprzeć. Dziewczyna ścisnęła lekko jego dłoń w podzięce. Spojrzała na ojca, który zdążył do nich dołączyć nieco wcześniej i wzięła głęboki wdech. Państwo Kolev rzucili sobie zaniepokojone spojrzenia.
— Tak naprawdę zaprosiliśmy was tutaj, żeby ogłosić coś ważnego. — Mocniej ścisnęła dłoń męża. — Od miesiąca nie miałam krwawienia i myślę, że mogę być w ciąży.
Na początku w izbie zapadła cisza. Nikt nie wiedział co powiedzieć.
Raja zaczęła się już mocno stresować, gdy nagle pani Kolev wstała i z całej siły ją przytuliła.
— Gratuluję wam obojgu! Mam nadzieję, że masz rację, Rajeńko i wszystko będzie dobrze! Twoja mama na pewno też by się ucieszyła!
— Tak się cieszę, córeczko. — Ojciec Raji zaczął ocierać łzy.
— Rodzice Iwana już wiedzą? — dopytywał pan Kolev.
— Jeszcze nie. Uzgodniliśmy, że powiemy najpierw wam, ponieważ to wy wychowaliście Rajkę — wyjaśnił Iwan i przyciągnął żonę do siebie.
— A ty, Zdenka? Co myślisz? — spytała przyjaciółkę Raja, zaniepokojona jej brakiem reakcji.
— Cieszę się — stwierdziła Zetla z obojętną miną.
Raja spuściła wzrok, kładąc rękę na wciąż płaskim brzuchu.
— W takim razie dziękuję, księżniczko Zdenko. — Uśmiechnęła się.
Zetla podeszła do niej i przytuliła ją. Raja szybko odwzajemniła gest i pociągnęła nosem, ukrywając twarz w jej ramieniu.
Zetla znów wybrała się do lasu. Dokładnie w to samo miejsce co wczoraj.
Kiedy wybrała się tam poprzedniego dnia, nie spodziewała się, że kogoś tam znajdzie. Wcześniej chciała po prostu zostawić kilka kwiatów w miejscu gdzie ustanowiła prowizoryczny grób Nikoli.
Nie chciała, żeby ktokolwiek ją zobaczył. Wolała być oskarżana o jego śmierć, w końcu najlepiej rządzić strachem, niż przyznać się, że naprawdę go lubiła. Gdyby tylko jej uwierzył, że jest księżniczką, mogliby zostać przyjaciółmi.
Dzisiaj jednak już zupełnie nie myślała o chłopaku. Jej myśli zajmował ktoś inny.
Rycerz w czarnej zbroi.
Spotkała go zupełnym przypadkiem, ale ten zdawał się na nią czekać. W końcu Zetla była dawno zaginioną księżniczką. Tak jej powiedział.
Księżniczką Glorianną.
Tak naprawdę Zetla mogłaby przysiąc, że rycerz użył innego słowa niż księżniczka, ale nie miało to dla niej znaczenia.
Nigdy wcześniej nie zagłębiała się tak głęboko w las. Wszyscy wiedzieli, że można natknąć się tu na wilki.
Gdzieś za nią trzasnęły gałęzie. Chciała krzyknąć, ale na ustach poczuła ciężki, zimny metal.
Usłyszała za sobą znajomy, lekko zniekształcony głos.
— Nie krzycz. To ja — powiedział rycerz, puszczając ją.
Zetla odwróciła się i próbując ukryć, że się przestraszyła, założyła ręce na piersi.
— Przecież wiem, nie musisz mnie atakować za plecami — stwierdziła z oburzeniem.
Spod przyłbicy rycerza wydobyło się głębokie westchnienie.
— Wybacz mi, królewno. — Zgiął się w płytkim ukłonie. — Czy podjęłaś już decyzję?
Zetla szybko odzyskała całą pewność siebie. Wyprostowała dumnie plecy i obrzuciła rycerza prowokującym spojrzeniem.
— Jeszcze nie. Teraz nie jest najlepszy czas na oswobodzenie mnie.
Kolejne westchnienie spod przyłbicy. Tym razem wolniejsze.
— A kiedy, moja pani, czas będzie odpowiedni?
Zetla zamyśliła się na chwilę, ale szybko odpowiedziała.
— Myślę, że w przyszłym roku.
Rycerz wydał dźwięk, jakby się zakrztusił.
— Królewno — zaczął, dochodząc do siebie — nie sądzę, że mamy czas. Twój kraj czeka…
— To ja tu jestem księżniczką — przerwała mu Zetla, patrząc na niego z góry, mimo że była niższa.
— Rozumiem, królewno. — Rycerz brzmiał jakby mówił przez zaciśnięte zęby i z wielkim trudem.
— Teraz muszę wrócić do wioski, żeby nikt nie nabrał podejrzeń — oznajmiła i odeszła, zostawiając rycerza.
Gdy dziewczyna zniknęła jej z oczu, Theran z całej siły uderzyła pięścią w drzewo i wydając przy tym jęk frustracji. Nie miała tyle czasu.
— Dimitrij mówił, że podobno do naszej wioski zbliża się niewielki oddział rycerzy — powiedział Iwan, odpoczywając po pracy.
— Mam nadzieję, że przejdą bokiem. Nie mam zamiaru oddawać wszystkiego rycerzom — mruknęła Raja, krzywiąc się. — I przestań tak leżeć, zrób coś w domu. — Na jej usta wypłynął uśmiech.
— Robiłem cały dzień w polu, daj mi odpocząć — westchnął, obracając się do niej plecami.
— Mówisz jakby mnie tam z tobą nie było — zaśmiała się. — No wstawaj, im szybciej to zrobimy, tym szybciej poleżymy razem.
Iwan podniósł się, pokazując przy tym jak tylko mógł, że nie ma na to ochoty.
— Dramatyzujesz — zaśmiała się, stając na palcach i całując męża w nos.
— Każdy czasem musi. — Odwzajemnił śmiech i przytulił ją.
Stali tak przez chwilę, aż Iwan odsunął się i zabrał za zamiatanie, podczas gdy jego żona wróciła do przygotowywania obiadu na następne kilka dni.
Raja opowiedziała mu o plotkach od pani Kolev, a Iwan w zamian podzielił się z nią pomysłem Dimitrija na temat nowych metod zbierania plonów. Do tego co jakiś czas, niby akurat zamiatając obok, składał pocałunki na karku żony.
Theran siedziała przy ledwo żarzącym się ognisku, ponieważ nie chciała zdradzić swojego położenia.
— Może po prostu ją porwę, gdy następnym razem przyjdzie? Tak będzie łatwiej niż powolne przekonywanie jej, że musi ze mną iść — żaliła się na głos Enbarrowi. — Tylko wtedy nie będzie mnie słuchała tak, jak tego potrzebuję.
Rycerka z frustracją przewróciła się na drugi bok. Było jej okropnie niewygodnie spać w zbroi, ale w razie nagłego pojawiania się oddziału, nie mogła zostać rozpoznana. Musiała jak najdłużej pozostać anonimowym rycerzem.
Enbarr zarżał cicho i zarzucił łbem.
— Wiem, że nam się spieszy i chcesz wrócić do domu, ale co mam zrobić? Głównym powodem dlaczego potrzebujemy akurat jej, to jej absolutna wiara, że naprawdę jest królewną. Ona nawet nie zna różnicy między księżniczką a królewną. — Wydała z siebie kolejny dźwięk frustracji. — Zaraz sama zrównam tę wioskę z ziemią.
Wtuliła się w koński bok i zamknęła oczy. Przyłożyła dłoń do piersi, czując w niej, już znajome, ciepło.
Raję obudziły tętent kopyt, krzyki i zapach dymu. Poderwała się z łóżka i zobaczyła Iwana, już stojącego przed oknem.
— Co się dzieje? — spytała Raja, wstając i podchodząc do męża.
— Stój! Nie podchodź — polecił Iwan, zatrzymując ją gestem dłoni.
Raja cofnęła się. Mąż jeszcze nigdy nie użył wobec niej tak ostrego tonu.
— Ubieraj się i uciekaj — dodał, narzucając kurtkę na ramiona.
— Ale co się dzieje?! — Raja nie była w stanie znieść napięcia.
Iwan złapał ją za ramiona i spojrzał jej głęboko w oczy.
— Rajka, spójrz na mnie — poprosił. — Wszystko będzie dobrze. Weź ojca i uciekajcie. Pomogę uciec moim rodzicom, państwu Kolev i Zdence. Później do ciebie dołączę i wszystko będzie dobrze — pocałował ją w czoło. — Pospiesz się.
— A ty? Co z tobą?
— Zobaczymy się za kilka minut, żono.
Raja patrzyła przez chwilę na męża. Zdecydowała, że mu zaufa. Szybko pobiegła obudzić ojca, śpiącego w osobnej izbie.
Na zewnątrz panował chaos. Ludzie uciekali z krzykiem przed rycerzami na koniach, podpalającymi domostwa. Widziała kilku leżących na ziemi sąsiadów. Nie wiedziała czy jeszcze żyją.
Ktoś na nią wpadł i przewrócił na ziemię. Nawet się nie odwrócił, po prostu pobiegł dalej, w stronę lasu. Ojciec pomógł jej wstać i pobiegli w tym samym kierunku co tamta osoba.
Widzieli przed sobą sylwetkę, która zaraz miała zniknąć między drzewami. Jednak ta nagle upadła. Raja z ojcem zatrzymali się i rozejrzeli w poszukiwaniu zagrożenia. Nikogo nie widzieli. Kobieta, która miesiąc wcześniej bawiła się na ślubie Raji minęła ich, biegnąc przed siebie i ciągnąć za sobą ledwo nadążającego syna. Raja nie zdążyła jej zatrzymać i powiedzieć, że coś jest nie tak. Gdy kobieta zbliżyła się do drzew, również padła na ziemię. A chwilę później jej syn, który został przy ciele matki.
— Tato, nie możemy tam biec! Nie uciekniemy stąd! Zginiemy wszyscy! — Raja miała ochotę osunąć się na kolana. Nie była w stanie tego wszystkiego znieść. Położyła dłoń na brzuchu, gdzie, jak myślała, zaczynało rozwijać się dziecko.
— Wszystko będzie dobrze, córeczko, biegnij w inną stronę i ukryj się, ja spróbuję tu zostać i ostrzec innych — polecił jej ojciec, mocno ją przytulając.
Raja nie miała zamiaru słuchać ojca, nie chciała go zostawiać.
— Raja, masz przed sobą całe życie. Jesteś w ciąży. Musisz przeżyć. — Ojciec ostatni raz pocałował ją w czoło.
Raja, ledwo widząc przez łzy, uciekła.
Theran obserwowała płomienie spomiędzy drzew.
— To tak się zachowuje elitarny oddział świątynny bez nadzoru? — Skrzywiła się. — Zerowa dyscyplina. Zamiast zrobić wszystko po cichu i podpalić domy nocą, kiedy wszyscy śpią, wolą robić zamieszanie dla własnej rozrywki. Właściwie… może to nawet ułatwić sprawę.
Wróciła do miejsca, gdzie miała obóz, żeby przygotować się do drogi. Na jej ustach pojawił się uśmiech.
Raja nie była w stanie znaleźć bezpiecznego miejsca. Na jej oczach co jakiś czas tracił życie jeden z jej sąsiadów. Ludzie, którym jeszcze wczoraj mówiła “dzień dobry”.
Biegła przed siebie. Nie pamiętała, kiedy skręciła. Nogi same niosły ją przed siebie. Nagle znalazła się pod domem rodziców Iwana. Nie pamiętała w którą stronę biegła. Chciała wejść do środka, ale wychodził stamtąd rycerz. Cały we krwi. Nie chciała wiedzieć czyjej. Znów rzuciła się do biegu. Niewiele widziała przez łzy.
Zetla biegła przez wioskę. Szukała tylko jednej osoby. Nie chciała zwracać uwagi na innych ludzi. Jeśli wkrótce nie znajdzie Raji, nie będzie miała wyboru. Rycerze z wrogiego królestwa dowiedzieli się, że jest księżniczką i przybyli ją zabić. Musi uciekać.
Zajęło jej kilka minut zorientowanie się, że to co robi jest bezsensowne. W tym chaosie nie miała szans na znalezienie przyjaciółki.
Krzyknęła, czując czyjąś dłoń na ramieniu.
— Znalazłam cię, żyjesz — zaszlochała Raja, mocno ją przytulając. — Dzięki Leistungowi za to, że twoje włosy się wyróżniają. Iwan był u was?
Zetla przez chwilę zapomniała co się dzieje i gdzie właściwie są.
Aż jeden z rycerzy upadł kilka metrów od nich.
— Co wy robicie!? Uciekajcie, ale już! — krzyknął Dimitrij z widłami w rękach. To on powalił idącego na nie rycerza.
— Dimitrij! Widziałeś Iwana? Rozdzieliliśmy się. A na południe nie można uciec. Czyhają tam!
— Po prostu uciekajcie i schowajcie się! Zabiłem już dwóch! Lećcie!
Raja nie zdążyła już nic powiedzieć, ponieważ Zetla mocno pociągnęła ją za rękę.
Słyszały za sobą wojownicze krzyki Dimitrija. Później rozległ się skowyt bólu, który nie chciał cichnąć.
— Zdenka! Musimy mu pomóc! On…
— Nie pomożemy mu już. Biegnij za mną. Wiem gdzie będziemy bezpieczne. — Zetla nie przestawała jej ciągnąć za sobą, mimo że dłoń przyjaciółki wyślizgiwała się jej z uścisku.
— Może jeszcze znajdziemy Iwana? Widziałaś go? Miał do was przyjść!
— Nie widziałam go. Od razu pobiegłam cię szukać. Wszyscy będą bezpieczniejsi, jeśli ucieknę. Ci rycerze przyszli po mnie. Przepraszam, że cię w to wciągam.
— Zdenka… o czym ty mówisz…?
— Spotkałam rycerza w lesie. On jest dobry. Powiedział mi, że jestem zaginioną księżniczką Glorianną. Przez cały ten czas miałam rację!
Biegły, aż nie znalazły się między drzewami.
Raja upadła na ziemię.
— Raja? Wszystko w porządku? — Zelta nie miała pojęcia co robić.
— Moja noga… boli… — wysapała, mocno trzymając się za nogę. Spod jej palców sączyła się krew.
— Chodź, pomogę ci, ten rycerz ci pomoże. Tylko chodź ze mną. — Spróbowała podnieść przyjaciółkę, ale nie była w stanie. — Chwila, daj mi chwilę. Poczekaj tu, pójdę po rycerza, zaraz wrócę. Nie ruszaj się stąd!
Pobiegła. Miała nadzieję, że rycerz wciąż tam będzie. Nie. Wiedziała, że wciąż tam jest. W końcu jeszcze jej nie uratował.
Znalazła miejsce, gdzie widywała się z rycerzem. Teraz nikogo tam nie było. Jakby jej wybawiciel nigdy nie istniał…
— Królewno, tak się cieszę, że nic ci nie jest. Musimy uciekać — ogłosił głos spomiędzy drzew.
— To ty. — Zetla wydała z siebie głośne westchnienie ulgi. — Musisz mi pomóc. Znaczy mojej przyjaciółce. Nie może chodzić, a sama jej nie podniosę. Szybko!
— W tej chwili najważniejsza jesteś ty, królewno. Musimy ruszać, dla dobra kraju — stwierdził rycerz, wychodząc spomiędzy drzew. Za nim szedł potężny czarny koń.
— Nie możemy jej tam zostawić. Jest dla mnie jak siostra. Jeśli staniesz do walki z tamtymi rycerzami to jeszcze uratujemy innych. Moi rodzice…
— Nie możemy cię narażać, królewno.
Zetla patrzyła na niego szeroko rozwartymi oczami, szybko oddychając, ale jednocześnie nie mogąc zaczerpnąć tchu.
— Sama jej pomogę.
Zanim ruszyła się choćby o krok, rycerz złapał ją mocno za ramię i siłą wrzucił na konia. Pisnęła i chciała krzyczeć, ale zasłonięto jej usta dłonią.
Zanim się zorientowała, już była wieziona w przeciwnym kierunku niż jej dom.
O wschodzie słońca rycerze zaczęli układać ciała w stos, żeby je później podpalić.
— Nienawidzę takiej roboty — mruknął jeden z nich.
— Niby nienawidzisz, a wyglądałeś na zadowolonego, strzelając do uciekających w panice do lasu — zaśmiał się inny, dokładając kolejne ciało.
— Martwi mnie tylko jedna kwestia — wtrąciła się, podchodząca do nich rycerka z ciałem młodej kobiety. — Achim zabił ją w lesie. Niezbyt daleko, ale jednak. Gdyby nie uszkodzona noga, mogłaby uciec.
— Myślisz, że ktoś mógłby ją tam porzucić i uciec samemu? — zastanowił się pierwszy z rycerzy.
— Wszedłem dalej w las, ale nikogo tam nie było — zapewnił Achim.
— Również teraz weszłam w las. Znalazłam ledwo widoczne ślady po obozowisku i ślady kopyt.
— Musimy o tym zaraportować Kapłanowi — stwierdziła.
— Kapłanowi, dobre sobie — zakpił kolejny z rycerzy. — Nigdy by się nie utrzymał na tej pozycji, gdyby nie ten jego wierny pies Janssen. — Splunął z odrazą.
— Hans ma rację, powinniśmy podlegać Generalle. — Achim pokiwał głową. — A ty co myślisz, Ryksa?
— Nieważne co o tym myślę ja, albo wy. Nie wiemy czy nie szpiegował nas ktoś z d’Arquen. Musimy to zgłosić — stwierdziła.
— Dobra, to wszystkie ciała? — spytał Hans. — Chcę już wracać.
— Tak, ale fragmentów tego jednego nikt nie chciał dotknąć. — Achima przeszedł dreszcz na samą myśl.
— Tego od wideł? — upewnił się.
Pozostali kiwnęli głowami.
— Paskudna sytuacja. A Niels? Trzyma się jakoś?
— Mówił, że wróci do stolicy sam. Znalazł dla nich przyjemne miejsce na pochówek. — Ryksa patrzyła w bok, mówiąc to.
— Wszystkim będzie brakowało Senty i Veita. Nie możemy zostawić Nielsa samego. Nikomu nie życzę stracić kogoś na własnych oczach, a co dopiero dwóch partnerów na raz — westchnął Hans. — Dlatego nigdy nie pochwalam związków w jednym oddziale.
Przez chwilę między rycerzami panowała cisza. Ryksie zbierało się na płacz, gdy myślała o tym, że już nigdy nie usłyszy głosu przyjaciółki.
