Wielkość tekstu:

Rozdział 3

Czuję ciepły dotyk dłoni i widzę wszystko przez mgłę nasze ręce opatulone Tułą, uśmiech Jacka, które nagle znika i zastępuje go przerażenie. Organista nadal gra melodie weselną, a pył zaczyna spadać na nas jak śnieg. Po chwili nie ma nic. Zostaje ciemność.

 

 -Ruby! – ze snu wyrywa mnie Emily.

Dopiero teraz zauważam że jestem cala mokra, a dreszcz przechodzi całe moje ciało.

– Wszystko w porządku?

-Tak to tylko zły sen – mówię próbując unormować oddech. – To wszystko było takie prawdziwe.

– Co takiego?

– Widziałam mnie i Jacka przed ołtarzem, pył i… wtedy mnie obudziłaś.

– Czyli twoja pamięć powraca?!

 – Nie jestem tego pewna ale w pewnym sensie na pewno.

 – To niesamowite! – mówi z pełnym entuzjazmem.

Chciałabym być tak samo optymistyczna jak ona. 

– Pójdę po kawę, chcesz coś?

– Wodę – odpowiadam, gdy Emily już wychodzi.                          

Jest już 12. To mój ostatni dzień tutaj.

Mają mi dać wypis za 3 godziny więc mam jeszcze trochę czasu. Jack pewnie przyjedzie po mnie pół godziny wcześniej, na razie jest ze mną Emily.

Czuję się już o wiele lepiej, lecz pamięć nadal nie wróciła, oprócz tego urywku. Wiem ze lekarz mówił że ona powróci,  ale nie wiem kiedy to się stanie. Może kiedy wrócę do domu rozpoznam go, i wszystkie chwile które tam spędziłam. Boję się że mimo obietnic lekarzy pamięć nie powróci, i będę tkwiła nadal w niewiedzy, a te urywki chwil nadal będą nawiedzać mnie w nocy. Wiem że Przez te 2 dni sporo się dowiedziałam, lecz to nadal jest za mało.

 Skoro mam dowiedzieć się więcej muszę coś wymyślić.

Opowieści innych na nic się nie zdają. Nie wiem czy wszystko to co oni mówią jest  w całości prawdą. Jeśli mam być tego pewna muszę sama się do tego dokopać. Przez myśl przeszła mnie tylko jedna opcja po powrocie do domu przejrzę wszystkie nasze rzeczy. Może w nich znajdę coś co odświeży mi pamięć, albo da mały obraz rzeczywistości. Z tego co wiem Jack będzie dziś cały dzień w domu, w takim razie będę musiała zrobić to jutro.

Chyba że zmieni plany aby pobyć trochę czasy ze mną. Z jednej strony było by to bardzo przyjemne z jego strony, ale utrudniło by mi to plany.

 – Twoja woda – mówi Emily wyciągając mnie z zamyślenia.

– Dzięki

– Jak się czujesz z myślą że za moment będziesz w domu?  

Mam ochotę przemilczeć te pytanie. Sama nie wiem jak się z tym czuje, a gdy o tym pomyśle dreszcz znów przebiega moje ciało a serce zaczyna niespokojnie bić, tak jakby chciało mi wyskoczyć z klatki piersiowej.

Może i jest to dobry pomysł że wrócę do miejsca w którym spędziłam sporo czasu, ale… wszystko będzie takie nowe, pełno czasu minie zanim do wszystkiego przywyknę, chyba że moja pamięć faktycznie powróci jak za dotknięciem magicznej różdżki o ile jest to możliwe.

– Dobrze – kłamie.

Nie chcę jej martwić, i obciążać moimi problemami dosyć już się wycierpiała czekając aż wybudzę się ze śpiączki.

 Podobno bardzo często u mnie przebywała, więcej razy niż inni. Choć nie mam co do tego wątpliwości, była przy mnie nawet gdy się wybudziłam, to nie mógł być zbieg okoliczności, że akurat trafiła na ten moment.

– Mówię ci spodoba ci się. – przerywa – Pamiętam jak bardzo cieszyłaś się kiedy Jack ci powiedział że go kupił. Od wielu tygodni o nim wspominałaś ale był bardzo drogi.

 – Skąd Jack wziął na niego pieniądze?

– Od dawna oszczędzał, i odkładał małą sumkę na konto. A gdy tylko znalazłaś ten dom Jack od razu bez wahania ci go kupił, oczywiście w tajemnicy. Udało mu się też trochę zniżyć cenę. Ma swoje znajomości.

– To bardzo miłe z jego strony – mówię z niedowierzaniem.

– Tak bardzo, zwłaszcza że ten dom jest przepisany na ciebie.

– Naprawdę?

Czy to się dzieje na prawdę? Przed momentem zdawało mi się że nie ma do czego wracać. Myślałam że dom jest pełną własnością Jacka, a nie moją.

– Jak najbardziej. Chciał mieć pewność że go zatrzymasz.

Nie mam pojęcia co powiedzieć.

Zapada cisza.

Niezręczna cisza. Emily tez to zauważa. Dopija kawę i wstaje z krzesełka.

 – Muszę już iść zdzwonimy się jutro okej?

 – Nie ma sprawy, do jutra!

 

———-

 

Chwilę później dołącza do mnie Jack musi się zbliżać 15.00. Jest tak samo uśmiechnięty i przystojny jak wtedy, lecz dziś zamiast dżinsów i bluzy ma na sobie garnitur.

Pewnie przed chwilą skończył pracę, i przyjechał prosto po mnie.

Jack jest architektem więc jego godziny pracy nie są ustalone co do ostatniej godziny. Przynajmniej tak mówił. Czasem jego projekt może się przedłużyć a czasem może go zakończyć go wcześniej niż pierwotnie zamierzano. Wszystko zależało od trudności zleconych projektów. Mimo iż ma niespełna 26 lat dorobił się bardzo dobrze prosperującej firmy

– Cześć, skarbie.

Jack, nachylił się nade mną i dał mi całusa w czoło. – gotowa na powrót do domu?  

Nie cierpię tego pytania, a dziś już trzecia osoba mnie o to pyta. Po wyjściu Emily też przyszedł do mnie Dr. Johnson i sprawdzając wszystkie parametry oaz urządzenia również zadał mi to pytanie. Czy naprawdę nie ma innych ważnych rzeczy o których mogli by mnie zapytać. Na przykład czy coś mi się przypomniało, jak się dziś czuje albo ogółem jakie mam plany. Czy aż tyle od nich wymagam. Wiem że pewnie dla innych pacjentów powrót do domu był kluczowy, ale nie dla mnie.

– Tak – mówię, z udawanym uśmiechem.

Nie chcę już więcej kłamać ale nie mam wyboru. Może faktycznie po powrocie będzie mi lżej, i sobie wszystko przypomnę. Ale co jeśli rzeczywistość będzie gorsza, a wszystko co teraz wydaje mi się takie proste będzie trudne, a moje dawne życie nie było jednak tak usłane różami, jak opowiadają inni… Stop!

Zbyt bardzo się nakręcam. Za dużo myślę. O tak nie zostaje mi nic innego jak zaakceptować ten fakt. Kiedyś będę musiała tam wrócić. To w końcu mój dom.

No właśnie MÓJ DOM.

– Ruby, coś się stało? Wyglądasz na bardzo zmartwioną?

– Nie, to pewnie przez ten stres.

– Nie masz się czego stresować, pomogę ci jak tylko będę potrafił. Pamiętaj. –  odparł pokrzepiająco Jack. obejmując mnie.

Muszę przyznać że używa bardzo piękne perfumy. Wiem że to nie jest teraz takie ważne ale każdy zapach, a nawet rzecz może mi pomóc sobie coś przypomnieć. Na pewno wiem już dlaczego się w nim zakochałam, jest miły, przystojny, szarmancki i czuje że mogę na nim polegać. Choć mogą to być tylko moje chwilowe odczucia można by rzec że znam go dopiero od kilku dni, mimo to czuje ten czas, ten który spędziliśmy we dwoje.

Czuje jakby ta chwila trwała w nieskończoność i nie mam ochoty jej przerywać. To takie miłe czuć czyjś dotyk i wsparcie jakie mi nim daje. Tak jakby ktoś dodał mi energii, której mi brakuje.

– Spakowałaś już swoje rzeczy? -pyta Jack gdy siedzi już obok mnie

– Tak, szczerze mówiąc bawet nie miałam co spakować.- odpowiadam.

Nie ma tu za wiele moich rzeczy ponieważ podczas śpiączki wszystko zostało w domu. Tu miałam tylko parę ubrań na zmianę, szczotkę do włosów którą codziennie mnie czesano i telefon który wczoraj przywiózł mi Jack, choć nadal nie miałam okazji go użyć, chroni go blokada, a ja niestety nie pamiętam wzoru. Głupio mi o to zapytać Jacka, wolę pogłówkować, kiedyś sobie przypomnę.

– To prawda. – śmieje się mój narzeczony – ale zobaczysz niedługo się to zmieni.

– Mam taką nadzieje – mówię, chociaż sama w to nie wierzę.

Nawet jeśli coś było moje, to sobie tego nie przypomnę. Jest na szczęście jeden plus zamieszkania w domu. Gdyż oprócz mnie i Jacka nikogo więcej tam nie ma, więc będzie mi łatwiej rozpoznać moje rzeczy, bo on raczej nie potrzebuje lokówki czy innych podobnych sprzętów.

– Już czas – informuje mnie Jack spoglądając na zegarek. Wcześniej go nie zauważyłam ale wygląda na dosyć drogi.

– Musimy jeszcze zaczekać na…

Nie zdążyłam dokończyć zdania.

Do sali właśnie wszedł lekarz. Wyglądał na bardzo zmęczonego a zarazem usatysfakcjonowanego. Choć to chyba nic dziwnego, cieszyło go że pomógł następnej osobie. Nic bardziej mylnego.

Pomógł, i to bardzo. Ale… Och, nie wiem co mam o tym myśleć. Z jednej strony jestem tu ale z drugiej nie mam ochoty zaczynać wszystkiego od początku, to tak jakby cię zamknięto na 10 lat a po wyjściu próbujesz nadążyć za wszystkim co cię ominęło.

– Twoje zwolnienie, czeka już na ciebie na dole w recepcji.

– Dziękuje

– Cieszę się że mogłem ci pomóc. – mówi z entuzjazmem – pamiętaj tylko o wizycie kontrolnej za miesiąc, a gdybyś potrzebowała pomocy psychologa zadzwoń.

– Jeszcze raz dziękuje ale sądzę że nie będzie takiej potrzeby – szybko odpowiadam.

Nie chciałabym mówić o swoich problemach obcej osobie. Choć może pomoże mi się z tym wszystkim uporać? Zaś o tym pomyśle.

 Jeszcze raz żegnamy się z doktorem i wychodzimy.

Schodzimy po schodach, w ciszy. Lecz uśmiechnięci. Za moment będzie po wszystkim.

Teraz szpital wydaje się spory. Przed nami rozprzestrzenia się wielka poczekalnia, podobna jak w serialu ,,Szpital”, ale dwa razy większa. Gdy leżałam w mojej sali nie sądziłam że może być tak wielki.

Podchodzimy do recepcji która znajduje się obok głównych drzwi i czekamy na naszą kolejkę. Przed nami stoi jakaś para, facet najprawdopodobniej przejechał sobie piłą po kolanie gdyż bardzo mu krwawiło, a na spodniach widać charakterystyczne podarcie. Najwidoczniej coś jest nie tak, bo kobieta kłoci się z pielęgniarka stojący w recepcji.

– Za chwilę przyjdzie lekarz. Niech mąż sobie usiądzie i poczekajcie – zwraca się do kobiety

– Jak on ma usiąść? Ma rozwalone kolano!

– Nic więcej nie mogę zrobić.

Żona mężczyzny a przynajmniej tak sądzę bo widzę obrączkę na palcu nie ma już zamiaru więcej się kłócić z recepcjonistką i odchodzi.

– Dzień dobry, my po odbiór zwolnienia ze szpitala.

– Nazwisko – pyta

– Wilson, Ruby.

– Ach tak, już podaje.  

Recepcjonistka zaczyna przewracać kartkami które zalegały na jej biurku, 

– Proszę.- mówi podając mi kartkę, i zerknąwszy na nią raz jeszcze dla pewności, że wydała mi właściwy dokument

– Dziękujemy i Dowidzenia – mówimy oboje i odchodzimy.

Na zewnątrz panuje upał. Wychodząc czułam jak gorąc powietrza parzy moją skórę. Jednakże muszę przyznać że to fajna odmiana. Nie czułam tego od paru miesięcy.

Zanurzona w promieniach słońc, nie patrze pod nogi i o mało się nie potykam, muszę bardziej uważać nie chcę trafić do tego miejsca z powrotem w tak małym odstępie czasowym. Chociaż to nie było by takie złe.

Jack stanął przede mną wskazując na białego Opla Insygnie. Samochód wyglądał jak limuzyna. Jest po prostu przepiękny!

– To nasze auto – odparł Jack z dumą w głosie.

– Serio?

– Tak, a co nie podoba ci się?

– Nie po prostu… JEST PRZEPIĘKNE! – Odpowiadam.

Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Nie sadziłam że będzie ono tak wspaniałe. W snach o takim nie marzyłam. Całe auto jest na podwoziu Sedana, i mimo paru rys na prawym błotniku jest nieskazitelne.

To niesamowite.

 Jack wkłada rękę do przedniej kieszeni marynarki i wyciąga kluczyki. Po chwili światła mrugają na znak iż auto zostało otwarte. Jack podchodzi do drzwi od strony pasażera i pewnym ruchem otwiera je przede mną.

 – O kurcze! – mówi zaskoczony, odsuwając się od wnętrza samochodu.

W środku panuje jeszcze większa parówa niż na dworze, przez moment stoimy w milczeniu i czekamy aż się wywietrzy.

Przez okno dostrzegam tylko czarne materiałowe fotele i mały wysuwany podgłówek.  

Po 5 minutach znowu się nachyla, by sprawdzić jak temperatura w środku. Na szczęście już możemy ruszać.

– Damy przodem

Podchodzę i wsiadam do auta. Po czym Jack delikatnie zamyka drzwi. Reszta samochodu w środka jest czarne, co fajnie kontrastuje z białym kolorem samochodu a, Zamiast radia w dziurę wsadzono mały ekran podobny do tabletu. Reszta jest już zwyczajna. Chyba że doliczyć fakt że skrzynia biegów jest automatyczna. Większość osób woli manualną, gdyż się do niej przyzwyczaili.

Drogę pokonujemy w ciszy.

Spoglądam tylko przez szybę na otaczające mnie ulice. Dookoła jest mnóstwo bloków i marketów.

Zaraz potem wjeżdżamy w bardziej otwartą przestrzeń, z wiatrakami i rozciągającymi się w dal polami. Próbuje skupić wzrok na jednym punkcie lecz non stop mijamy drzewa, przerywając mi widok. Nie trwa to jednak długo, chwile potem znów jesteśmy w terenie zabudowanym, ale nie takim jak poprzednio tym razem jest ty pełno domów jednorodzinnych, parterowych. Wyglądają bardzo przytulnie.

Zatrzymujemy się dopiero po paru minutach. Czekając jak brama się otworzy. Stąd mur zasłania widok i nie do końca mogę ujrzeć budynek. Nie mogę się doczekać aby go zobaczyć. Czuję jakby ta brama otwierała się wieczność. Az w końcu wjeżdżamy do środka.

 Patrzę przez przednią szybę na piękny dom z ozdobnej czerwonej cegły z białymi drzwiami frontowymi po lewej stronie. I ogród który rozprzestrzenia się przed nim.

Wygląda oszałamiająco. W ogrodzie stoi kokon oraz drewniana huśtawka z małym kawowym stoliczkiem. Dookoła posesji są posadzone wysokie tuje, a przed nimi jest parę gruszek, jabłoni i wiśni. Czuję się wspaniale patrząc na otaczającą mnie przyrodę.

Zaraz po tym jak stanęliśmy chwytam klamkę i szybkim ruchem otwieram drzwi, zanim Jack zdąży to zrobić za mnie.

Po woli wychodzę z auta, i mocno wciągam powietrze, chcąc poczuć świeże powietrze wolne od zapachu środków do dezynfekcji, które jeszcze czuje po pobycie w szpitalu.

 Do nozdrzy wlatuje mi cudowny zapach rozkwitających kwiatów i świeżo ściętej trawy. Którą pewnie ścinał któryś z sąsiadów. Mimo wcześniejszych obaw, wszystko strasznie mi się podoba.

Teraz rozumiem dlaczego wybrałam właśnie to miejsce, tu jest po prostu wspaniale.