Wielkość tekstu:

Rozdział 2

Budzę się po jakiś 3 godzinach.

Dookoła mnie słychać sporo zamieszania. Wszyscy nerwowo chodzą i rozmawiają ze sobą. Chce już mieć to za sobą, i jednym ruchem powiek otwieram oczy.

– Obudziłaś się! – odparł z uśmiechem jakiś chłopak, jego głos też jest mi dobrze znany, ale niestety nic oprócz tego, a sądząc po jego wyglądzie, jest wiekowo bardzo podobny do mojego. To musi być mój narzeczony o którym wcześniej wspominała Emily, ale jak on się nazywał? James? Jacub? Nie moment, skup się! J…., Och to na pewno było na J. Dalej Ruby myśl! Jack?!

Tak Jack!

– Jack? – mówię z nadzieją że mam rację.

Chłopak odwzajemnia mój uśmiech, a po jego policzku spłynęła łza. Nigdy nie widziałam łzy u mężczyzny, a przynajmniej tak podpowiada mi mój umysł.

 Do mojego łóżka podchodzą jeszcze trochę starsze osoby, ale nie mam pojęcia kim są, choć jedna para wydaje mi się bardzo znajoma, może to moi rodzice?

– Jak się czujesz? – pyta Jack. 

– Dobrze – odpowiadam z pewnym głosem, oprócz tego że czuję się

połamana jest dobrze. Lecz kiedy wiem że spędziłam tu 6 miesięcy

nie jestem tym zdziwiona. To sporo czasu.

– Proszę powiedz że mnie pamiętasz – mówi błagalnym tonem Jack.

Jest mi bardzo smutno gdy muszę mu zaprzeczyć. Chciałabym bardzo cokolwiek pamiętać.

– Emily mówiła mi co się stało, ale miałem nadzieje chociaż pamiętasz mnie – kontynuuje, trzymając mnie za rękę, jego dotyk jest tak delikatny i tak znajomy że omal się nie rozpłakałam. Tak strasznie chce wszystko pamiętać.

Mój wzrok przeniósł się na parę która właśnie zbliżyła się do mnie. To osoby zbliżające się chyba wiekiem do 50, tak samo jak ci którzy nadal pozostali przy drzwiach, z dala od szpitalnego łoża. Nie są zbyt wzruszeni, nie widać nawet u nich cień radości, tak jakbym była dla nich obojętna, a mimo to są tutaj.

– A nas pamiętasz córciu? – pyta starszy mężczyzna, teraz już jestem na 100% pewna że to moi rodzice.

Teraz nie panuje już nad emocjami i łzy napływają mi do oczu niczym wodospad. Nie muszę im chyba odpowiadać na pytanie, sami się domyślili, na co oboje posmutnieli.

– To jest twoja mama Lily i tata George ,Ruby – mówi Jack.

Moja mama bardzo się rozkleiła, słysząc zapewne to że nawet ich nie pamiętam, i płacząc przytula się do taty. Ale co ja mam na to poradzić? Gdyby oni wiedzieli, jakie to jest dla mnie trudne i jak bardzo chcę sobie cokolwiek przypomnieć, ale nie umiem.

– A to moi rodzice Paul i Mary – kontynuuje Jack. Już się nie dziwie dlaczego tak na mnie patrzyli, widocznie teście nigdy nie przepadali za mną, co chyba jest normalne u wszystkich. W głębi nadal pewnie mieli nadzieje że się nie obudzę, no ale cóż obudziłam się i będę musiała od nowa nauczyć się o nich tego co wiedziałam wcześniej.

Nadal stoją obojętni przy drzwiach, a na słowa swoich imion zareagował tylko Paul, lekko podnosząc głowę z uśmiechem jak na przywitanie. Przynajmniej jeden z nich ma trochę przyzwoitości.

– Ostrzegałam was.

Wtrąca Emily, opierając się o ścianę przy oknie. Dopiero teraz było widać jej czerwone i opuchnięte oczy.

– Pacjentka musi odpoczywać – przerwał Dr. Johnson, który właśnie wszedł. – po jutrze dostanie wypis, i będzie potrzebowała opieki i pomocy w przypominaniu sobie niektórych rzeczy. Czy u któregoś z państwa można na to liczyć?

– Tak, zabiorę ją do naszego domu.

Bez wahania odpowiedział mój narzeczony. Po chwili dociera do mnie co powiedział. My mamy własny dom? Sporo mnie ominęło, mieliśmy brać dopiero ślub, a my już mieliśmy własny dom?

– To świetny pomysł, w swoim starym środowisku powinna sobie wszystko powoli przypominać. – odpowiedział doktor spoglądając na rodzinę – a teraz niestety musicie się pożegnać, dzisiaj dość już jej wrażeń. – zakończył doktor poprawiając kroplówkę i obserwując monitor.

Poczułam tylko jak delikatna dłoń Jacka podnosi moją i delikatnie styka się z jego ustami całując ją.

Nim się obejrzałam sala była pusta.

Przynajmniej mam teraz czas aby sobie wszystko poukładać w głowie.

 Mam narzeczonego Jacka, Rodziców Lily i Georga, przyjaciółkę Emily i teściów Paula i Mary. I własny dom, znaczy razem z Jackiem. Tego się nawet nie spodziewałam. Miałam tak cudowne życie. I nadal mogę je mieć.

Nagle dreszcz przebiegł moje cale ciało gdy pomyślałam co mi się wydarzyło. Jak to możliwe że sufit się zawalił? Akurat pod nami, i w dzień naszego ślubu. Tego akurat się nie dowiedziałam, ale sam z siebie chyba by się nie zawalił. Chociaż oprócz rodziców Jacka nikt nie miał nam nic przeciwko.

 Wiem że poznałam dopiero najbliższą rodzinę. Ale nikt chyba nie byłby do czegoś takiego zdolny. Prawda?

Szybko odrzucam tą myśl i kładę się z powrotem spać, już nie mogę się doczekać, by poznać resztę i przypomnieć sobie wszystko od początku.

 Ciekawe ile tajemnic skrywa ta rodzina.