Czuje moje obolałe ciało, jakbym spała wieki. Moje powieki lekko się otwierają, i dociera do mnie ostry błysk światła.
– Doktorze szybko! Budzi się! – słyszę znajomy kobiecy głos, ale nie pamiętam skąd go kojarzę. Próbuje otworzyć oczy szerzej, i ją dostrzec, lecz światło mnie oślepia, przez co przez moment nic nie widzę, ale zaraz potem mój wzrok się wyostrza.
Rozglądam się dookoła nadal dość oszołomiona, i dopiero po chwili dociera do mnie że leże w szpitalnym łóżku. Próbuje wziąć głęboki wdech aby się uspokoić, ale jedyne co czuję to tylko nieprzyjemny zapach środków dezynfekujących, od którego zaczynam kaszleć.
-Ruby, słyszysz mnie?
-Kto to Ruby? – staram się mówić dość wyraźnie, ale jedyne co się ze mnie wydobywa to chropowaty głos.
Kieruje wzrok na kobietę stojącą obok mojego łóżka. Ma ciemne brąz włosy i dość szczupłą sylwetkę, na jej twarzy widzę zaniepokojenie.
Po chwili dołącza do niej lekarz który bacznie obserwuje mnie i monitory.
– Doktorze, czemu ona nie pamięta jak się nazywa? – pyta zaniepokojona kobieta. Jej głos nadal drży.
Lekarz spojrzał na swoją teczkę poprawił swoje okulary na nosie i zaczął coś zapisywać
– To musi być skutek uderzenia…
-O Nie! – kobieta nie dała dokończyć zdania lekarzowi, i w jej oczach pojawiły się łzy smutku, sama nie wiem co mam o tym myśleć… Mam na imię Ruby?… Jeśli tak, to co się stało że tego nie pamiętam… Jak tu się wogule znalazłam i kim jest ta kobieta? Mam wiele pytań na które chce teraz uzyskać odpowiedzi jak najszybciej, próbuje się zmusić żeby coś sobie przypomnieć, ale to na nic. Czuję wielką pustkę oraz ból głowy.
Próbuje pomasować skroń lecz moja dłoń napotyka jakiś materiał tak jakby siatkę… to bandaż. To wyjaśnia mój ból głowy , ale jak do tego doszło? Lekarz wspomniał coś o uderzeniu…
– Czy jej to zostanie?
-To dość częsty skutek u osób które doświadczyły silny uraz głowy, jak w wypadku Pani koleżanki. – oznajmia.
A kobieta wsłuchuje się w każde jego słowo.
– U Ruby to tak zwana amnezja powypadkowa. To chwilowa utrata pamięci, z czasem wspomnienia same będą nawracać aż zyska pamięć.
– Dzięki Bogu!
– Ale ważne jest abyście jej w tym pomogli, między innymi przypominali to co było dla niej ważne. Muzyka, miejsca, jedzenie, znajome zapachy czy perfumy i tym podobne.
Brunetka skinęła lekko głową, po czym doktor wyszedł.
Zostałam tylko ja i ona, to idealny moment by dowiedzieć się czegoś więcej. Jednak ona była szybsza, tak jakby mnie bardzo dobrze znała.
– Cześć, pamiętasz mnie? to ja Emily twoja przyjaciółka.
Przerywa nie mogąc wypowiedzieć słowa więcej przez przypływające łzy.
– znamy się od liceum. – ciągnie.
W odpowiedzi tylko kiwam jej lekko głową zaprzeczając.
Patrzę na nią przez moment, próbując przywołać z pamięci choć jedno wspomnienie, chociażby urywak czy skrawek chwili z nią, lecz to na nic.
Z jednej strony przynajmniej wiem kim jest i dlaczego jej głos wydawał mi się tak znajomy. To marne pocieszenie ale lepsze takie niż żadne.
– Wiesz co się stało? – nie daje za wygraną.
Niestety na to pytanie też musiałam zaprzeczyć, na co Emily jeszcze bardziej posmutniała. Kiwam jej głową na znak by kontynuowała, ale nawet na mnie nie patrzy. Wyciąga tylko chusteczkę z torebki i wyciera delikatnie oczy z łez.
– A gdzie ja jestem?
– w szpitalu.
– Tyle to ja też wiem. A dokładniej?
– Addenbrooke’s Hospital przy Hills Road w Cambridge.
– Dzięki, a…
– Przepraszam, pójdę powiadomić resztę że się wybudziłaś, a potem ci wszystko opowiem, dobrze? – wcina się Emily, nie dają mi zapytać o reszte.
Nie czekając na odpowiedz pośpiesznie wyszła z sali szukając w torebce telefon i o mało nie zderzając się w progu z pielęgniarką. Ciekawi mnie kogo miała na myśli mówiąc ,,resztę” i czy wogule ich poznam. Jest jeszcze tyle niewiadomych, a wszystko wskazuje na to że będzie ich jeszcze więcej.
Po 10 minutach Emily wraca, już bardziej uśmiechnięta, lecz na jej twarzy nadal widnieją mokre strużki od łez.
– Opowiem ci wszystko od początku. 6 miesięcy temu miałaś brać ślub, wszystko było zaplanowane, i nic nie wskazywało na to co się stało…
Brałam ślub? Czemu ja o tym nie pamiętam. To wszystko zaczyna mnie dobijać. Najważniejszy dzień w życiu, chociaż dlaczego powiedziała że ,,miałam”, co się wtedy tam wydarzyło coraz bardziej nie mogę się doczekać odpowiedzi.
– Wyglądałaś cudownie, twój tata zaprowadził się pod ołtarz, chociaż nikt się tego nie spodziewał ponieważ miał problemy z kolanem i nawet krótki spacer doprowadzał u niego ból, ale mniejsza z tym. Gdy stałaś już przed Jackiem.
Zmarszczyłam czoło.
– Ach, wybacz nie pamiętasz go… To twój narzeczony. – przerywa – To było w kościele St. Laurence’s przy 91 Milton Road. Staliście wtedy w środku przed ołtarzem a wasze ręce były opatulone Tułą. Wyglądaliście tak cudownie. Lecz po tym jak Jack wypowiedział formułkę, a ty swoją zaczęłaś, coś poszło nie tak. Nagle z sufitu zaczął sypać się pył, okazało się że kawałek niego się oderwał i spadł prosto na was.
Tego się nie spodziewałam, ale skoro ja jestem tu to gdzie Jack czy on też stracił pamięć? Leży gdzieś obok..a może…. O nie o tym wole nie myśleć. Ale chwila Emily użyła czasu teraźniejszego…. Uf jak dobrze, czyli nadal żyje, nic mu nie jest.
Przez to wszystko mam natłok myśli, jej słowa docierają do mnie z opóźnieniem. Mam ochotę jeszcze pospać. Powieki odmawiają mi posłuszeństwa i choć przespałam już pół roku nadal się nie wyspałam. Z niechęcią przegrywam walkę ze snem i zamykam oczy.
