Nie chcę tracić czasu na rozmyślaniem czegoś co w 99.9% może okazać się tylko wymysłem mojej wyobraźni.
Ustawiam wszystko do pierwotnego stanu i przechodzę do kuchni.
Staję przy dębowym stole i rozglądam się od czego zacząć. Moją uwagę przykuwają regały po prawej stronie. Jest na nich pełno książek zwłaszcza kucharskich.
Podchodzę do niej bliżej i czytam tytuły grzbietach : Kuchnia polska, francuska, włoska, najlepsze domowe obiady i wiele podobnych.
Nic nadzwyczajnego.
Przesuwam je pojedynczo lekko ku brzegowi by sprawdzić czy nie schowano czegoś pomiędzy.
Niestety na darmo.
Chociaż chwila… Między książkami widzę czarny kalendarzyk… Wiem że to trochę naruszenie prywatności ale moja ciekawość jest silniejsza. otwieram go.
Na pierwszej stronie widnieje podpis Jacka. Przewracam kartkami by znaleźć jakiś wpis.
2 STYCZNIA
“13:30 – DENTYSTA – CAMBRIDGE, 351 MILL ROAD”
Wpisy na początku nie stanowiły nic na czym mogłabym się pochylić.
Dopiero po paru wizytach u dentysty, zaczęło robić się ciekawie.
4 LUTY
“NASZ WIELKI DZIEŃ, DZIŚ NASZ ŚLUB – NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ”
Jak słodko. Najwidoczniej strasznie się cieszyliśmy z tego dnia, przynajmniej on na pewno…
14 LUTY
“RUBY JEST W ŚPIĄCZCE, CZEMU ONA A NIE JA?”
2 MARCA
13.20 – S.B.
Co może oznaczać to S.B.?
29 MARCA
19.00 – S.B. – odwołane
8 KWIECIEŃ
12.00- S.B.
20 KWIECIEŃ
15.05 – S.B.
29 KWIECIEŃ
11.00 – S.B.
Te wpisy ciągły się aż do lipca. A z miesiąca na miesiąc stawały się coraz liczniejsze i regularne.
14 SIERPNIA
,,RUBY SIĘ WYBUDZIŁA…”
Jest tu jeszcze coś jeszcze ale niestety nie mogę się doczytać, wszystko jest rozmazane Jack musiał coś rozlać w do miejsce.
Chwile później słyszę wjeżdżające auto na podjazd.
Jack wrócił.
Szybko odkładam kalendarzyk na półkę oraz przestawiam inne książki by były one tak jak je zastałam.
Kroki stawiają się coraz głośniejsze. A brzeg kluczy bardziej donośny. Upewniając się że nie widać śladów przekładania książek siadam przy stole przed swoją herbatą.
– Ruby, wróciłem! – Odzywa się Jack
– Jestem tutaj.
Odpowiadam starając się zachować pozorny spokój.
Jack wchodzi powolnym krokiem do kuchni, przytulając mnie od tyłu i ponownie całując w czoło.
– Wszystko w porządku? – pyta patrząc na moje zdenerwowanie.
– Tak – odpowiadam próbując zrobić łyka herbaty. – Och… – mówię odruchowo, gdyż herbata stała się wręcz lodowata.
Bez słowa mój chłopak, domyślił się o co mi chodziło. Bierze kubek z moich rąk i z uśmiechem dokłada go na blat, wstawiając ponownie wodę w czajniku.
Po 6 minutach w ciszy, głos gwizdka znowu zagłusza wszystko wokół. A po chwili znów delektuje się gorącą herbatą.
– A jak tam pizza – próbuje zacząć Jack – smakowała?
– Tak, i to bardzo – odparłam bez chwili namysłu.
Znowu zapanowała niezręczna cisza.
Nie wiem jak zacząć ani czy chcę zacząć rozmowę. Jak my się kiedyś dogadywaliśmy. Znowu przeszywa mnie strach a jednocześnie przygnębienie które nie chce przestać mi towarzyszyć gdy tylko pomyśle o tym że o wszystkim muszę uczyć się od nowa.
Nawet o naszej relacji.
Jack też już to wie. Co najwidoczniej go przytłacza. Bez słowa przysuwa karton z swoją pizzą, wyciąga 4 kawałki odkładając je zarazem na talerz i wkłada do mikrofalówki. Po czym stoi przy niej wyczekując na koniec odliczania zegara.
Jack siada przy stole z gorącymi już kawałkami pizzy i zjada ją kęs po kęsie.
– Chcesz spróbować? – pyta, Widząc że go obserwuje
– Nie wiem czy owoce morza to moje klimaty.
Krewetki nie wyglądały zbytnio apetycznie
– Nigdy się tego nie dowiesz jak nie spróbujesz – mówi podając mi kawałek pizzy na której na szczęście znajdują się tylko kawałki pomidora i połowa krewetki.
Bez przekonania biorę gryz jego pizzy. Na początku nie do końca zasmakował mi posmak krewki, ale z czasem robiła się coraz smaczniejsza.
– I jak?
Wskazuje na mój kawałek.
– Nie jest zła, ale pozwól że pozostanę przy swojej z serem i kawałkami kurczaka – podśmiechuję się
-Dobrze – mówi odśmiechując się a zarazem zjadając ostatni kawałek.
Spędzamy jeszcze około pół godziny w miłej atmosferze. Co sprawia przyjemność mi jak i jemu.
Po kolejnych 10 minutach zaczynam ziewać czym zarażam Jacka.
– Chyba czas już się kłaść.
– Oj tak – odpowiadam z całkowitym przekonaniem
– Chodź pokaże ci gdzie jest łazienka i nasza sypialnia.
Jack prowadzi mnie na korytarz po czym wchodzi na dębowe schody kierując się na piętro. Po chwili znajdujemy się na górze, w korytarzu również są kremowe ściany. Co daje pewien urok.
– Tu jest łazienka – mówi uchylając mi drzwi do pomieszczenia od razu po lewej stronie schodów
– A tu obok nasza sypialnia
Pokazuje następne drzwi po prawej stronie od łazienki.
– Tam jest twój osobisty pokój, a tam pokój gościnny, ale to pokaże ci jutro.
Bez zwłoki idę się wykąpać.
-Wiesz może gdzie mam jakąś piżamę?
– Zostawiłem ci ją na pralce.
Odpowiada, a ja dopisuje już mu plusa za przygotowanie.
Łazienka nie jest zbyt duża ale za to ma wannę i prysznic którą oddzielono wysoką szafką. Na przeciwko jest zlew, nad którym jest piękne ogromne lustro dające pomieszczeniu przestrzenności, a tuż obok jest pralka i toaleta . Ściany wyłożono tu czarnymi marmurowymi płytkami a podłogę białymi też marmurowymi.
Z chęcią zanurzyłabym się w gorącej wodzie w wannie, ale to musi poczekać jestem zbyt wykończona.
Mimo to byłam pod prysznicem chyba z pół godziny, starając się pozbyć szpitalnego zapachu który nie dawał za wygrane i o tak pozostał ze mną.
Choć nie był już aż tak wyczuwalny jak przedtem.
Odświeżona wchodzę do naszej sypialni. Zapalam światło i wertują ją wzrokiem.
Jest cudowna na środku przy ścianie mamy przeogromne łoże, naprzeciwko jest chyba równie wielki telewizor jak w salonie, a pod nim piękna dębowa komoda z szufladami która idealnie pasuje do lekko lawendowych ścian, które są niemal białe.
Po prawej stronie łóżko jest również dębowa duża szafa przesuwna z lustrem, a obok znajdowały się drzwi balkonowe. Jest tu równie pięknie jak i pozostałych częściach domu które zobaczyłam.
-Coś się stało? – pyta Jack stojący tuż za mną.
Oboje teraz stoimy w drzwiach do naszej sypialni.
– Nie podoba ci się?
– Podoba mi się, nawet nie wiesz jak bardzo – mówię. – Tylko…
Ciągnę, dochodząc do wniosku że lepiej walić prosto z mostu. Te pytanie nurtuje mnie odkąd tu przyjechałam, a nawet już wcześniej.
-Tylko co?
– Jak było cię na to stać.
Ocho chyba trafiłam w sedno.
Jack złapał się za kark, dziwacznie nim kręcąc z jednej strony na drugą.
– Ech….
– Jack? – dopytuje.
– A Emily już ci nie mówiła? Wspominała że ci opowiadała co nie co.
– Niby mówiła, ale chciałabym wysłuchać twoją wersje.
Wchodzi do sypialni, nadal nie zdejmując rąk z karku i podchodzi do okna, gapiąc się w ulice. Chociaż nie wiem czy to nie wymówka, bo jedyne co widać to ciemność i kawałki drogi oświetlone latarniami.
– To chyba nie opowieść na dzisiaj…
Upiera się nadal uparcie stojąc przy swoim.
Ale otaczam go spojrzeniem, którym go ponaglałam.
– Ruby to naprawdę…
– Mam czas, chętnie wysłucham to co chcesz mi powiedzieć.
Wkradam mu się w słowo.
– No dobrze…
-Nie brzmiało to zbyt zachęcająco.
– Bo nie miało być. – dopowiada ze sarkazmem.
– To jak?
– Od małego różniłem się od rówieśników. Podczas studiów inni balowali na imprezach i kupowali nielegalne środki odurzające, ja pilnie się uczyłem a potem…
– Co potem?
Ciągne go za słowo.
– Dasz mi dokończyć?
– Jasne.
– Wkręciłem się w złe towarzystwo i uzależniłem się od pokera.
– To jeszcze nie takie złe.
– Nie takie złe? Straciłem wszystkie oszczędności od rodziców na studia… i to według ciebie nie jest takie złe?
– Może.
Bierze głęboki wdech po czym kontynuuje swoją historie.
– Nie wiesz jak to jest wszystko stracić, i ….
– W tym momencie wiem aż za bardzo – wtrącam.
– Ale nie w sensie finansowym. Prawie wyleciałem ze studiów. Dopiero zaś wziąłem się w garść i poskładałem wszystko w całość.
– Ale co to ma wspólnego z…
– Otóż ma dużo. Od tego czasu założyłem osobne konto i odkładałem na nim co miesiąc jakąś sumkę raz 10, 20, 50 funtów, robie to nawet do dziś.
– Mam uwierzyć że z tych sum było cię stać na to wszystko? Samochód? Dom? Tv? Zegarek?
– Tak.
– Tylko tyle masz mi do powiedzenia?
– Oczywiście czasami moi rodzice dorzucali parę groszy, ale w większości na to wszystko zarobiłem.
– A firma?
– To tylko czysty interes. Kumpel odsprzedawał ją po śmierci ojca, bo on niestety mimo oczekiwań ojca nie poszedł w jego ślady.
– Acha…
– Koniec przesłuchania?
– Tak – odpowiadam równie drobiazgowo, co on poprzednio.
– To idę pod prysznic kochanie, zaraz wracam.
Nie doceniłam go – myślę, po czym wskoczyłam pod kołdrę niemal zahaczając się o szafkę nocną po lewej stronie łóżka.
Niby wszystko układało się w sensowną całość, ale z tyłu głowy zaświeciła mi się czerwona lampka, którą od razu ignoruje. Nie miał by powodu by mnie okłamywać.
Przynajmniej mam taką nadzieje.
Jack wraca dopiero po 10 minut, trzeba przyznać że to mało w porównaniu do mojej 40 minutowej wizyty tam. Zaraz potem układa się obok mnie, unosi ręce i klaszcze dwa razy, a światło gaśnie.
Wpatruje się jeszcze w jego stronie pogrążonej w ciemności z niedowierzaniem. Jeśli to co powiedział było prawdą to nie chce wiedzieć ile kasy zarabia, a zwłaszcza czym mnie jeszcze zaskoczy.
Chwilę potem pogrążyliśmy się w głęboki sen, leżąc plecami do siebie…
