Wielkość tekstu:

Rozdział 6

Widzę ciemność, i mimo iż nie wiem co się zaraz stanie jestem przerażona. Nagle moje uszy spowijają plątaniny głosów przez które omal nie dostałam szału.

Chwilę później wszystko się normuje, lecz dwa głosy nadal ze mną zostają:

– Czy ona kiedykolwiek się wybudzi?

– Musimy być dobrej myśli.

Czy to Jack? Próbuje coś powiedzieć, zawołać go ale moje usta ani drgną. Co się ze mną dzieje? Jack!!! próbuje krzyczeć mimo to mając nadzieje że za którymś razem wydobędzie się coś z moich ust.  Chociaż cichy pisk, który wskazałby moją obecność.

Po chwili czuję ciepły dotyk rąk który rozluźnia całe moje ciało.

– Ruby, proszę nie zostawiaj mnie tu samego – słyszę cichy głos i płacz.

Tak bardzo chciałabym coś teraz powiedzieć albo i chociaż go ujrzeć. A mimo to widzę ciemną ochlań.

W końcu poddaje się czekając co się teraz stanie. Ale słyszę tylko cichy szloch.

– Chodź już to nie ma sensu, chcę ci tylko pomóc.

Wsłuchuję się w każde z wypowiedzianych słów lecz ten głos nic mi nie mówi.

Chcę otworzyć oczy szarpię się choć chyba dzieje się to tylko w

moim umyśle.

 

Niespodziewanie ktoś chwyta mnie za ramię. Zdezorientowana chcę usiąść co tym razem mi się udało. Po chwili lampka oświetla przestrzeń obok mnie. Jestem w naszej sypialni… uf… jak dobrze. To musiał być tylko sen.

– Wszystko w porządku? Ruby!

Przywołuje mnie głosem Jack.

Teraz dopiero zauważyłam że jestem cała oblana zimnym potem.

– Tak, raczej tak – odpowiadam

– Mamrotałaś przez sen i strasznie się szarpałaś

– To był tylko koszmar – odpowiadam, wstając – Wiesz może gdzie trzymam jakąś zapasową piżamę?

Jack wskazuje mi komodę przed łóżkiem. Podchodzę do niej i otwieram pierwszą szufladę. Wyciągam z niej pudrową piżamę na krótki rękaw i zmierzam ku łazience.

Nie mogę przestać myśleć o tym co się stało, co miało to oznaczać? Musi być coś o czym nie wiem.

W pierwszym momencie pomyślałam że musiał być to skrawek momentu, a zwłaszcza rozmowy prowadzonej podczas mojej śpiączki obok szpitalnego łoża w którym leżałam, Dr. Johnson, pytał mnie czy czegoś takiego doświadczyłam. Opowiadał też o przypadkach gdy osoby podczas śpiączki, byli świadomi i słyszeli wszystko co się wokoło nich dzieje.

Czy mnie też się to przytrafiło?

 Ale ten głos na końcu, nie przypomina mi żadnego innego, nawet nie pamiętam czy należy do kobiety czy mężczyzny, wszystkie te głosy strasznie mi się zlały. Teraz już niczego nie jestem pewna.

Delikatnie zdejmuje przepocone ubrania z moje ciała i wskakuję w nową piżamę. Po chwili jestem znów gotowa do spania. Poprawiam tylko jeszcze roztargane włosy i… patrze w odbicie lustra.

Wcześniej nie miałam nawet okazji przyjrzeć się mojej twarzy. Jedyne co wiedziałam to to że byłam brunetką z długimi włosami. Dopiero teraz dostrzegam delikatne rysy owalnej twarzy i duże błękitne oczy nad którymi rozciąga się wachlarz czarnych jak smoła rzęsami oraz niemal niewidocznymi brwiami.

Muszę przyznać że nie zostałam uwięziona w aż takim fatalnym ciele, jak przypuszczałam,jedyne co był zmieniła to nos który moim zdaniem nie pasował do całej twarzy, ale no cóż.

Dopiero po oględzinach wychodzę. A z sypialni dochodzi już głośny dźwięk chrapania.

Nie chcąc go obudzić na palcach podchodzę do łóżka, a zaraz potem wsuwam je delikatnie pod kołdrę delikatnie muskając ciepłą nogę Jacka.

Przez pół nocy leżałam bezczynnie próbując zasnąć, i nie ma to nic wspólnego z chrapaniem Jacka, które wraz z szturchnięciem staje się coraz głośniejsze.

Bardziej od tego niepokoiły mnie moje sny a wręcz koszmary. Nie były one bezcelowe, przeciwnie uświadamiają mi że dzieje się tu coś dziwnego.

Na szczęście po godzinie męczarni udaje mi się zasnąć.

 

 

Reszta nocy minęła dość szybko, ale przynajmniej spokojnie. Bez żadnego koszmaru, co bardzo mnie usatysfakcjonowało. Nie wytrzymałabym chyba jeszcze jednej takiej nocnej pobudki, przynajmniej dzisiaj.

Zadowolona, przewracam się na drugi bok i wyciągam ręce by objąć Jacka, i mimo iż jeszcze nie czuje się na siłach by w pełni wszystko zaakceptować, chcę choć przez chwile żyć poprzednim życiem. Lecz go tam nie zastaje, zamiast to widzę wgłębienie w materacu.

Zdziwiona rozglądam się dookoła ale nigdzie go nie widzę. Wychodzę z sypialni i nerwowo przemierzam nasz dom. Dopiero przy schodach dociera do mnie słodka woń, która z każdą kolejną chwilą budziła coraz większy apetyt.

Zapach delikatnie przyciągał mnie, aż w końcu skuszona zeszłam po schodach, i poszłam do kuchni.

W środku przy piecu stał Jack smażący naleśniki, w  fartuchu z sześciopakiem który wyglądał na nim wręcz komicznie.

-Już nie śpisz? – Jack odwrócił się w moją stronę z zdziwieniem – myślałem że obudzisz się później i przyniosę ci moje popisowe naleśniki z dżemem truskawkowym, własnej roboty oczywiście. – Powiedział melodyjnym głosem, pełnym entuzjazmu.

– Och, nie trzeba było… – odpowiadam i siadam przy stole czekając na swoją porcję.

Jack musiał się bardzo postarać wszystko wygląda tak przepysznie. A gdy tylko podał mi moją porcję byłam wzruszona, naleśniki upieczone były w kształcie serca, tak jak nałożony na niego dżem, i kilka owoców. Wszystko zjadłam w oka mgnieniu, niż Jack zdążył zrobić następną porcję, i następną, i następną….

Nie wiem ile zjadłam dziś naleśników ale to nie ma znaczenia, były tak dobre że nie da się ich oprzeć. Jedyne co na tym ucierpiało to mój brzuch który przepełniony się trochę zaokrąglił.

 Na szczęście to tylko chwilowy skutek.

– Na prawdę są przepyszne – mówię w pełni przekonana

– Dzięki – odpowiada skromnie Jack z rumieńcami na twarzy. – Niestety niedługo muszę iść do pracy, poradzisz sobie sama?

– Tak, bez problemu – wszystko idzie zgodnie z moim planem. Podczas jego nieobecności sprawdzę pozostałą część domu, źle się czuje z tym że ukrywał to przed nim, ale ja po prostu muszę się dowiedzieć więcej o sobie, o nim oraz moim poprzednim życiu.

– A wiesz już o której wrócisz?

Wtrącam, wpatrując się w oczy Jacka.

– O 16, powinienem być z powrotem.

-Nie macie już żadnego projektu, który by cię zatrzymał?

– A co tak bardzo chcesz się mnie pozbyć z domu?

– Nie, po prostu pytam.

– Ustaliłem teraz grafik tak abym wracał mniej więcej o tej samej godzinie.

– To super.

– Jakoś nie słyszę entuzjazmu.

– Nie, no. Cieszę się.

Odpowiadam starając się być bardziej przekonywująca niż poprzednio.

Zaraz po śniadaniu Jack wychodzi zostawiając mnie w kuchni.

Na początku sprzątam po śniadaniu, bo w bałaganie na pewno nie znajdę nic co mogło by mnie zainteresować. Wkładam brudne naczynia i sztućce do zmywarki, a dżem do lodówki.

Zegar na ścianie wskazuje 8.00 czyli mam jakieś 8 godzin na ogarnięcie reszty domu. Od razu biorę się do roboty, więc ruszam do naszej sypialni.

Ścielę łóżko, zaglądając w międzyczasie pod poduszki i w szpary. Niczego jednak nie znajduje, więc od razu zaglądam do szafki nocnej obok, ma ona drzwiczki, szufladę nad nimi i półkę. Wysuwam szufladę i penetruje wnętrze, są tu krzyżówki, długopisy, oraz pełno zapisanych karteczek, ale chwile spod kartek wystaje coś srebrnego, jakieś tabletki.

Mimo nadziei opakowanie jest puste, a nazwa leku jest niewidoczna równie dobrze mogą być to leki przeciwbólowe jak i witaminy.

Na karteczkach również nie ma nic ciekawego są tu tylko zapiski dotyczące rozwiązywania krzyżówek, penetruje je jeszcze wzrokiem chcąc zauważyć coś istotnego, lecz nic więcej tu niema.

Zamykam szufladę, i przeglądam rzeczy na półce,  jest tu tylko mały zegarek, i pełno kurzu. Nic co było by warte uwagi.

To samo za drzwiczkami, parę dodatkowych rebusów, jakieś książki które wydawają mi się znajome, pewnie są moje. Chwytam jedną z pierwszych, a moje palce stykają się z szorstką okładką, na której widnieje żyrandol w zielonym świetle. Książka nosiła tytuł Wróć przed zmrokiem była autorstwa Riley Sagera, bez sprawdzania tematyki wiem jaki to gatunek i sama nie mogę uwierzyć że czytałam takie historie. bok niej leżała książka z czarną okładką i kolorową kasetą, Remigiusza Mróza, która moim zdaniem była nieco delikatniejsza tematycznie.

Odkładam delikatnie książkę i zamykam szafkę.

Nadal wmawiam sobie że muszę gdzieś coś znaleźć, choć sama już nie wiem. Chwila! Zapomniałabym! Przecież miałam odblokować swój telefon, może tam coś znajdę. Przez to całe zamieszanie przeoczyłabym najważniejszy element.

Bez zastanowienia schodzę na parter kurczowo trzymając się poręczy. Nagle zastygam w miejscu, na dole było słychać jakiś szmer, kroki, oraz czyjąś obecność.

Cofam się kilka kroków do tyłu i czekam co się teraz wydarzy.

 Teraz muszę liczyć do sama na siebie, Jack jest w pracy a po za tym o tak nie mam żadnej możliwości by do niego zadzwonić.

To nie film który z góry zakłada dobre zakończenie i ni stąd ni z zowąd ktoś przychodzi na czas, jak jakiś wybawca.

Na pierwszy rzut oka nie widzę nic dziwnego, żadnej żywej istoty. Lecz z sekundy na sekundę moje serce wali jak szalone, na widok cienia zza drzwi od kuchni. Cień zbliżał się teraz w moją stronę.

Obracam się chcąc chwycić cokolwiek do obrony, ale to ślepy zaułek, zresztą czego się spodziewałam? To tylko schody…

Nic innego mi nie pozostaje niż cofniecie się jeszcze o kilka schodków do tyłu, ale tak by widzieć co dzieje się na dole.

Z niedowierzaniem patrzę co a raczej kto wyłania się zza futryny. Tego bym się nie spodziewała. Zdezorientowana ‘włamywaczem’ podchodzę do niego a może niej?

–  Hejka co ty tu robisz kotku? Zgubiłeś się – mówię, głosem jakim mówi się do małych dzieci.

Wiem że to może być dziwne rozmawiać z kotem, ale nie mogłam się oprzeć. Podnoszę delikatnie znajdę i patrze w jego piękne pomarańczowe oczy które błyszczą jak księżyc w nocy, a dotyk jego czarnego futerka jest tak przyjemne że nie chcę go już spuszczać z rąk.

Delikatnie głaszczę go opuszkami palców, co musiało mu się spodobać, ponieważ zaczął mruczeć.

Przez takie słodkie maleństwo, no może nie już takie małe bo wygląda na 6 miesięcznego kociaka zeszłabym na zawał.

Ale jak się tu dostał? Idę do drzwi frontowych i szarpie za klamkę, tędy nie wszedł bo drzwi ani nie drgnęły. Przechodzę więc  do kuchni i nieruchomieje w drzwiach.

– Serio?! Jak? – przerażona patrzę na wnętrze kuchni albo raczej na pobojowisko. Cała podłoga pokryta jest mąką zrzuconą z blatu oraz cukrem.

Mąka nie oszczędziła nawet szafek. Jak to jest możliwe.

Chociaż z jednej strony teraz wiem jak tu wszedł, i co robiło taki hałas. Patrząc na kuchenkę moją uwagę zwróciło okno nad nią. Okno otwarte było na oścież. Kto by nie skorzystał z takiego momentu? Wręcz chwili nieuwagi?

Pewnie woń naleśników która mimo upływu paru godzin nie znikała przyciągnęła nie tylko mnie.

Nie wiem jeszcze kogo jest ten kot, choć przypuszczam że któregoś z sąsiadów.

Sięgam po miskę oraz mleko które zaraz potem podaje małemu rozrabiace. W międzyczasie robię porządek w kuchni.

Po kilkunastu minutach kuchnia jest jak nowa. Nie zapominając mojego wcześniejszego planu zabieram kota na ręce i podchodzę do małej mojej czarnej torebki. Wyciągam telefon i przechodzę do salonu, siadam na kanapę a czarny rozrabiaka jakby nigdy nic układa mi się na kolana, zaczyna słodko mruczeć i zasypia.

Telefon włączam dłuższym kliknięciem, po czym pojawia się marka vivo i zaraz potem ekran blokady. Blokadą był wzór, wcześniej zakładałam że mogła być to któraś z liter ważnych dla mnie np. Imienia Jacka czy mojego imienia lub nazwiska.

Tylko rzecz w tym że mogła to być najróżniejsza kombinacja. Przechodzi mi nawet przez myśl aby sprawdzić czy na ekranie nie zostały smugi po przesuwaniu palców, więc podkładam telefon pod światło rozprzestrzeniające się z okna. Ale nic na nim nie ma. Czego bym się mogła spodziewać? Ten telefon był w nieużytku od 6 miesięcy, a zaś podawany z ręki do ręki zanim do mnie do tarł, zostawienie na nim jakich kol wiek śladów od odblokowywania nie jest nawet logiczne.

Biorę się do roboty. Z reguły do trzech razy sztuka, jakbym go zablokowała to mogłabym wmówić Jackowi że był w taki stanie jak go włączyłam, tylko czy nie usuną się wtedy jakiś ważne dane?

Odrzucam tą ostatnią myśl i przesuwam palcem po kropkach wedle pierwszych myśli czyli J, lecz pojawił się komunikat że podany wzór jest nieprawidłowy, nie poddając się rysuje literę mojego imienia czyli R, którą nie do końca wiedziałam jak narysować ale chyba inaczej się nie dało.

 Niestety nadal to samo i znowu ten sam komunikat tylko że z dopisem że pozostała jeszcze 1 próba. Raz kozi śmierć… Wpisuje W jak Wilson, ta litera wyglądała najbardziej naturalnie niż pozostałe.

Po kilku sekundach ekran się rozjaśnił.

Jest!

Udało się!

Na tapecie widniałam ja i Jack, wygląda na to że zdjęcie zostało zrobione na jakiejś sesji zdjęciowej, gdyż wyglądało na bardzo profesjonalne niemal sztuczne.

Wchodzę w ikonkę przeglądarki i sprawdzam ostatnie wyszukiwania, niestety pudło, ponieważ historie wyszukiwań kasują się automatycznie po miesiącu a minęło ich aż 6.

Sprawdzam dalej… Na poczcie, ale nie znałam hasła, musiałam sobie je gdzieś przecież zapisać, ale zajmę się tym później. Przechodzę do Facebooka, messengera a zaraz potem wiadomości, lecz jedyne co tam znajduje to czułe rozmowy z Jackiem, typu “Kocham cię, nigdy o tym nie zapominaj” albo ” pozostało 30 dni do śluby, szkoda że nie da się przyśpieszyć tego czasu” i  “chciałbym spędzić resztę swojego życia z tobą”.

W międzyczasie wspominamy o zakupach, obiedzie i o jego powrocie z pracy. Wiadomości te stawiają się mniej częste w roku w którym się do niego przeprowadzam. Co nie jest dziwne bo widzimy się od tego czasu codziennie.

Znaczy się póki ten nieszczęsny sufit się na nas zawalił. Zaraz po wiadomościach Jacka wyświetlają się wiadomości od Emily i Rodziców, w większości z nich opowiadamy sobie o dzisiejszym dniu oraz o możliwości spotkania czy jak w przypadku rodziców zapraszania na obiad.

Reszta wiadomości wydaje mi się niezbyt istotna bo są w nich prośby o pomoc w czymś np. Czy nie zna ktoś kogoś do jakiegoś problemu/fachowca.

Pozostała mi do sprawdzenia jedynie galeria zdjęć. Klikam charakterystyczną ikonkę ‘Albumy’ i ze zdumieniem wpatruje się w liczbę zdjęć 12773 !

– Jejku na prawdę lubiłam uwieczniać każdy moment – głośno myślę.

Z sekundy na sekundę traciłam motywację na przejrzenia pozostałych zdjęć. Ogólnie to zajęcie strasznie mnie znużyło. A ciepełko od kota na kolanach to spotęgowało i zanim się obejrzałam powieki odmówiły mi posłuszeństwa, zamykając się oraz zasypiając.

Przebudzam się po kilku godzinach, słysząc auto wjeżdżające na podjazd. Spoglądam na zegarek w telefonie, domyślałam się że może Jack wrócił z pracy, ale była dopiero 12.00 to nie mógł być on.

Odkładam delikatnie czarnego rozrabiakę na bok i podchodzę do okna w przedpokoju i już widzę kto to…to Emily.

Oglądam się w lustrze w drzwiach szafy przesuwnej i zamieram w miejscu.

Przez te całe zamieszanie nie zdążyłam się przebrać, a głupio by było gdyby zobaczyła mnie w samej piżamie. Zszokowana biegnę szybko na górę, mam jakąś minutę na szybkie przebranie i zejście na dół. Wchodzę do sypialni i znowu zamieram… Przecież ja nawet nie wiem gdzie trzymam ubrania na co dzień, a te z wczoraj i te które miałam w razie w ze szpitala też się właśnie piorą. Zdeterminowana podchodzę do komody skąd wcześniej brałam piżamę i wyciągam po kolei szuflady, przeglądając ciuchy.

Lecz nic tu nie ma. Od razu podbiegam do szafy przesuwnej, pozostawiając otwarte wcześniej szuflady ze stertą poprzerzucanych ubrań.

Prawe drzwiczki przesunęły się z lekkim skrzypnięciem ukazując za sobą 4 półki na ubrania. Na szczęście znajdują się tu moje bluzki, spodnie i bielizna. Biorę to co pierwsze chwycę i w pośpiechu zdejmuję ubrania ubierając od razu nowe.  Na szczęście jest ciepło i nie muszę się szarpać z długimi nogawkami dżinsów. Wkładam zatem fioletową bluzę adidas i niebieski spodenki z dżinsu.

Zaporek i guzik zapinam w drodze na dół bo było już słychać dzwonek do drzwi. Podchodzę do drzwi poprawiam naelektryzowane włosy, biorę głęboki wdech i otwieram drzwi.

– Hej – mówię dysząc i czując się jakbym przebiegła jakiś maraton.

– Cześć, wszytko w porządku? – pyta Emily.

– Tak, a dlaczego pytasz? Czemu miało być coś nie w porządku? – odpowiadam, zapraszając gestem ręki Emily do środka zamykając za nią drzwi.

– Wydzwaniam do ciebie od 2 godzin, a ty nie odebrałaś za żadnym razem. Martwiłam się o ciebie i właśnie dlatego postanowiłam przyjechać. Bałam się że coś się stało.

– Po prostu zdrzemłam się na moment i musiałam nie słyszeć telefonu albo miałam wyłączony głos i nie zauważyłam połączenia. Przepraszam, że przeze mnie musiałaś się  fatygować by tu przyjechać. – mówię przepraszalnym tonem. Zaprowadzając ją do kuchni.

– Nic się nie stało, o tak planowałam że do ciebie wpadnę, a to kto? – pyta, wskazując czarnego kota.

– To dziwna historia. Rano wszedł przez otwarte tutaj okno i narobił pełno hałasu. Nie wiedziałam co z nim zrobić więc nawet się zakumplowaliśmy.

– Może to kot któregoś z sąsiadów. Wygląda na dość zadbanego.

– Też tak myślałam. Dlatego muszę poczekać na Jacka aby go zobaczył, bo ja tu jeszcze nikogo nie znam, a przynajmniej nie pamiętam. Później jeśli okaże się że nie jest on żadnego z sąsiadów to jeszcze wstawię post czy ktoś go nie szuka.

– A jeśli okaże się że jest bezpański?

– To nie wiem co zrobimy, z chęcią bym go przygarnęła, ale musiałabym poznać jeszcze opinie Jacka.

– Rozumiem. Też bym go nie zostawiła, jest taki słodki. – odpowiada Emily, zabierając małego rozrabiakę na kolana. Ten zaś posłusznie wyłożył się, tak jak poprzednio u mnie. Muszę przyznać że jestem pod wielkim podziwem jego ufności. Nie sądziłam bym że obce zwierzę tak szybko zaaklimatyzuje się w obecności obcych mu osób. Chyba że ma tak samo dobrą intuicję do ludzi jak psiaki i wie komu ufać.

– Czego się napijesz? – pytam by przerwać chwilową ciszę.

– Masz może sok z kaktusa?

– Szczerze? – pytam – To ja nawet nie wiem gdzie mamy soki, więc musisz mi dać chwilkę, okej?

– Jasne. – odpowiada, gdy przeszukiwałam już pierwszą z dolnych szaf.

Trochę czasu minęło zanim znalazłam tą którą szukałam. Ale w końcu się udało. Sok Jabłkowy… Pomarańczowy… I jest! Sok kaktusowy.

Wyciągam go, oraz szklankę z górnej szafki. Wszystko położyłam na stół, aby w każdej chwili można było go sobie dolać. Również się skusiłam na ten sok, jego zielony kolor zaciekawił mnie i gdy tylko go spróbowałam, wypiłam całość ze smakiem.

–  A co tam u ciebie słychać? Pamięć powraca czy nadal bez zmian?

– Raczej bez zmian, ale w nocy znowu miałam koszmar… Tak samo realistyczny jak ten w szpitalu. – odpowiadam i momentalnie przechodzą przeze mnie ciarki na samą myśl o sennych wizjach.

– Może po prostu twój mózg chce sobie wszystko poukładać i przywołać pamięć, dlatego nękają cię te urywki wspomnień. Podobno we śpiączce równie dobrze odbiera się wszystkie bodźce jak te spotykane na co dzień.

– Może – przyznaję. – Przestańmy na moment mówić o mnie, co słychać u ciebie. Pracujesz gdzieś?

– Dobrze, i tak pracuję w salonie Creative Nail Cambridge gdzie robię manicure. Jak chcesz możesz kiedyś się umówić na paznokcie u mnie zawsze byłaś moją stałą klientką więc gdzieś cie mogę wcisnąć.

– Dzięki – patrzę na moje paznokcie które proszą się o podcięcie i wycięcie skórek, które są już strasznie widoczne. – Na pewno mi się przyda.

– Daj mi chwile.

Emily wyciąga telefon i przesuwa palec po ekranie.

– Niestety się przeliczyłam. – odpowiada, nieco zawiedziona.

– Nic nie szkodzi

– Ale mogę cię wcisnąć za miesiąc, jeśli ci pasuje. Godzinę jeszcze ustalimy, ok?

– Wspaniale. – odpowiadam.

Szczerze, to było mi na rękę nie miałam jak na razie ochoty gdzieś wychodzić.

–  A jak tam Jack?

– To znaczy?

– Dobrze się sprawuje?

– Ach… tak.

– Co to było za zawahanie?

Wzruszyłam ramionami.

-Ruby?

– Na prawdę wszystko z nim w porządku, jest znakomitym słuchaczem i miło się z nim rozmawia.

– Tylko tyle.

– Aż tyle. Znam gościa od paru dniu, tak samo jak i ciebie.

– Znasz go dłużej niż myślisz.

– Stara Ruby sprzed sześciu miesięcy na pewno.

Co ja miałam jej niby odpowiedzieć? Nie będę jej owijać w bawełnę, że jest wspaniały romantyczny i tak dalej. Jak wcześniej wspomniałam nowa ja zna go od paru dni, żeby coś o nim powiedzieć dobrego musi minąć trochę czasu.

 

– Jesteś tą samą Ruby co zawsze, energiczną i pewną siebie…

– Nadal rozmawiamy o starej wersji mnie.

Emily, patrzyła teraz na mnie wzrokiem pełnym współczucia.

-To tak jagbym miała teraz oceniać czy książka jest ciekawa i wciągające po zobaczeniu tylko okładki.

– Niby, tak ale…

– Niby?

Wtrącam nie pozwalając jej dokończyć zdania.

– Kiedyś jeszcze się do niego przekonasz, i zobaczysz to co widziałaś w nim od lat. – przekonywuje mnie.

Co jak co ale była zbyt bardzo optymistyczną osobą.

Rozmawiamy jeszcze chyba z godzinę czasu na temat tego co było, tego co jest i ogólnie o naszym życiu, do momentu gdy nie przerywa nam tego dzwonek telefonu.

– Sorki, muszę się już zbierać. To z pracy mam być tam za pół godziny a oni już mnie pospieszają. Dokończymy rozmowę przy najbliższej okazji. – mówi, delikatnie zdejmując ciepłe futerko z kolan i idąc do drzwi frontowych przede mną.

– Do zobaczenia w salonie! – woła wchodząc już prawie do auta, gdy ja stałam w drzwiach.

– Pa! – odkrzykuję, ale musi już tego nie słyszeć, dlatego dla pewności macham jej na pożegnanie.

Wchodzę do środka, starannie zamykając na klucz drzwi za sobą. Zbliża się 14.00 czyli mam jeszcze jakieś 2 godziny do przyjazdu Jacka.

Idę na górę, aby zrobić porządek w sypialni, która teraz wygląda jakby przeszło przez nią tornado. Wszędzie leżą ciuchy, a z szuflad aż się one wylewają, tworząc wielką stertę. Czym prędzej zacznę, tym większa szansa iż zdążę przed jego powrotem.

Z każdą kolejną odłożoną i poukładaną rzeczą w pokoju robi się coraz schludniej. Została mi już tylko jedna półka.

Chwila… z jednej z szafki wyleciał skrawek kartki, najwyraźniej był on w kieszeni spodni Jacka które właśnie odkładałam. Podniosłam go i rozwinęłam, to był jakiś numer telefonu, ale niestety ktoś musiał ją wyprać wraz z ubraniem, bo widać tylko ostatnie trzy cyfry, ___-___-548. Ciekawe do kogo należy. Zamykam szufladę, biorę zgniecioną kartkę i schodzę na dół do salonu gdzie wcześniej zostawiłam telefon.

Jeśli jest to ktoś ze znajomych to muszę mieć ten numer w kontaktach. Ale się myliłam, żaden wynik się nie pojawił, nikt ze znajomych nie ma takiej końcówki numeru. W takim razie kogo to może być numer, dlaczego Jack zapisał właśnie go? Czy jest on tak ważny ? Dlaczego?

A może się znowu mylę? Odkąd tu przyjechałam czuję się jakby coś działo się tu za moimi plecami, jakby coś przede mną ukrywano. Jakbym tu nie pasowała. No, chyba że jest to skutek mojego zaniku pamięci, i nie tylko ja tak teraz mam.