– Wróciłem – mówi Jack gdy wchodzi do domu.
Szybko, składam kartkę z tajemniczym numerem i niemal bez zwracania zbytniej uwagi ukochanego chowam kartkę do tylnej kieszeni.
– Cześć, kochanie – mówię, starając się zachować spokój i odwzajemniając przytulasa, który wydaje się jakby trwał w wieczność.
Czuję się tak bezpiecznie w jego ramionach, tak że nie słyszę nic oprócz naszych oddechów.
– A to kto? – pyta, delikatnie odsuwając się z uścisku.
Podczas gdy czarny kot okrążał nasze nogi miziając się z nimi.
– Znalazłam go rano w kuchni, narobił dużo hałasu i bałaganu. – tłumacze
– Wiesz może czy to jest kot któregoś z sąsiadów
– Nie przypominam sobie żeby ktoś z naszych sąsiadków miał kota.. ale mogę popytać
– Dzięki, myślałam też by opublikować posta, może ktoś go szuka – mówię.
– Świetny pomysł, zaraz go napisze…
– A jeśli okaże się że to jest znajda to co zrobimy – przerywam mu chcę mieć pewność że w razie czego nie będzie chciał go wyrzucić z naszego domu.
Nie pozwoliłabym na to.
– Hmm – Jack myśli pozostawiając mnie w napięciu i niepewności – To w takim wypadku nie będziemy mieli wyboru.
Wsłuchuje się nerwowo, aby nie przeoczyć żadnego zdania, a Jack chyba na złość znowu milczy.
– Jack!
Ponaglam go, szturchając go.
– przygarniemy go.
– Serio?
Rzucam się w ramiona Jacka a serce bije mi jak szalone z nerwów lecz teraz powoli się uspokaja. Jestem tak szczęśliwa że nie mogę ując tego w zdanie. Dawno się tak nie czułam, ale to wspaniałe uczucie. Chciałabym żeby zostało ono na długo.
– Tak! – odpowiada z równie wielkim uśmiechem na twarzy.
Nie sądziłam że to będzie aż takie proste.
– Tylko jest jeden warunek, nie przyzwyczajaj się do niego na razie, dopiero jeśli w ciągu tygodnia nikt się nie odezwie, nazwiemy go i zakupimy potrzebne rzeczy dla niego. Na ten czas wystarczy mu ciepły kocyk i kapselek od słoika z mlekiem. Nie zrozum mnie źle ale nie chcę na robić ci nadziei a zaś oglądać twoją zasmuconą buźkę, okej?
– Dobrze – mówię.
Z jednej strony pełna nadziei ale z drugiej zmartwiona iż ktoś go będzie chciał odzyskać.
Wiem, że to trochę źle brzmi, i wiem że ktoś może się o niego w tej chwili martwić ale po prostu od pierwszego wejrzenia ten kociak dał mi szanse na normalne życie, przy nim jestem szczęśliwa i nie czuje się samotna gdy Jack jest w pracy.
– A zmieniając temat, co byś zjadła na obiad? – pyta z zainteresowaniem.
Najwidoczniej to on uwielbiał gotować. Co zupełnie się odróżnia na tle stereotypu gdzie mąż pracuje a żona gotuje i wypełnia wiele innych obowiązków domowych.
– Nie wiem, a masz na coś konkretnego ochotę?
– Może pizza?
– Znowu?
– Ale taka ręcznie robiona na wysokim cieście. Założę się że ta ci zasmakuje jeszcze bardziej niż wczorajsza.
– Zobaczymy – odparłam z uśmieszkiem oraz zgadzając się na tą propozycję.
– Zaraz wracam tylko się przebiorę – odpowiada Jack i szybko znika z mojego pola widzenia.
Od razu przechodzę do kuchni i stawiam czajnik na gaz, tym razem ja zrobię nam herbatę na którą mam ochotę od rana, ale niestety nie miałam kiedy ją zrobić.
Sprzątam jeszcze ze stołu szklanki i sok który został po wizycie Emily i siadam do stołu. Akurat gdy Jack wracał już na dół. Założył czerwony t-shirt i jeansy 3/4 w których również wygląda przystojnie jak przed chwilą w garniturze.
– Ktoś nas odwiedził? – pyta, wskazując na sok i brudne szklanki w zlewie.
– Tak, Emily.
– Chciała coś?
– Nie, po prostu nie odbierałam od niej telefonu bo mi się przysnęło i się zmartwiła czy wszystko w porządku. A dlaczego pytasz?
– Tak po prostu. – odpowiada.
Ale wygląda na bardzo zdenerwowanego, odkąd się dowiedział o wizycie Emily. Znowu zapada cisza, w której Jack próbuje zamaskować wcześniejsze emocje. Czy oni coś przede mną ukrywają? Jeśli tak to dlaczego.
– Nad czym tak rozmyślasz? – pyta Jack przerywając ciszę.
Przez moment nie zwróciłam uwagi że mnie obserwuje.
– Nad niczym – szybko odpowiadam – a mogę ci jakoś pomóc – pytam by zmienić temat.
– Tak.
– Czyli?
– Podasz mi mąkę.
– Jasne.
Odpowiadam i podchodzę do szafki gdzie wcześniej widziałam jeszcze mąkę. Ostała się ostatnia paczka.
– Myślałem że była jeszcze połowa paczki po naleśnikach.
– Słusznie.
Westchnełam, w kuchni nie widać już ani śladu bałaganu, jaki zastałam tu po odwiedzinach małego rozrabiaki.
– To gdzie jest?
– Pytaj czarnego.
– Kogo – pyta, zdezorientowany.
Wskazuje mu kota i od razu łapie o co mi chodziło.
– Znaczy że…
– Tak.
– Ale jak…
– Ktoś zostawił otwarte okno obok paczki z mąką.
Jack skinął tylko delikatnie głową, nieco przyznając się tym do przyłożeni do tego ręki.
Zaraz potem podchodził do szafek, ludówki i szuflad, wyciągając mnóstwo składników jak i miski.
Nim się obejrzałam zdążył już wymieszać w małej misce połówkę kostki drożdży z łyżeczką cukru, którą zaraz potem odkłada. Teraz zabiera większa miskę i dodaje do niej 500 gram mąki, 300 ml wody, 4 łyżki oliwy, 2 łyżeczki soli, a następnie dolewa do tego rozpuszczone drożdże. Na końcu wszystko razem wyrabia rękami.
– Jeśli chcesz to możesz obrać pieczarki, są w lodowce. – sugeruje po dłuższej chwili
Biorę pieczarki, nożyk z szuflady, oraz miskę do strużyn i z powrotem wracam do stołu. Delikatnie obieram kapelusz pieczarki i kroje na kostkę ich trzonki. Praca idzie mi zadziwiająco w szybkim tępię.
A gdy Jack wykłada ciasto na blachę, moje pieczarki są obrane. Bierze je ode mnie i wysypuje je na patelnie na która wcześniej wylał trochę oleju.
– Mogłabyś jeszcze pokroić porę? – kiwam głową, i idę po nią, lecz nie wiem gdzie jej szukać. Zakłopotana rozglądam się po kuchni, ale nie trwa to długo.
– Też w lodówce, ale w szufladce- oznajmia.
Zupełnie jej nie zauważyłam.
Opłukuje ją i kroje na prostokątne paseczki. Zaraz potem podaję mu deskę z pokrojoną porą, którą od razu wrzuca do smażących się pieczarek. Chwilę potem doprawia je jeszcze ziarenkami smaku, pieprzem i tymiankiem, duża ilością tymianku. Teraz cały dom przepełnia się jego przepięknym zapachem.
– Gotowe – mówi Jack wykładając usmażone pieczarki i porę na posmarowane wcześniej koncentratem pomidorowym ciasto
– teraz jeszcze do piekarnika na 20 minut w 180°.
– Nie byłaby tego taka pewna.
– To znaczy?
– A ser? – pytam zauważając jego brak.
– Zawsze daje go na końcu, nie jest wtedy aż tak przypalony, a jak położę go na pizzy gdy ta się upiecze, i zostawię go na 3 minuty w ciepłym piekarniku, będzie ciągnący. – wyjaśnia. – Ale tak czy siak trzeba go zetrzec.
Wyciąga kostkę z sera z górnej półki lodówki i tarkę z szafki. Jack musiał mieć w tym wprawę, zajęło mu to 5 minut i skończyło się na całych palcach bez żadnej startej skórki.
– Chcesz zrobić sos czosnkowy? – pyta.
– Nie wiem jak.
– Wystarczy że wymieszasz ten proszek w papierku z łyżką majonezu i 3 łyżkami jogurtu.
Biorę od niego miskę, trzepaczkę i resztę potrzebnych produktów, również i mi udaje mi się go skończyć w 5 minut. A gdy sprzątałam po robieniu sosu, Jack nakrywa do stołu.
Usiedliśmy przy nim i napiliśmy się herbaty którą zrobiłam prawie na samym początku gotowania.
– Zimna – oznajmia Jack, wstając i wstawiając jeszcze raz wodę. – Tobie też dolać ciepłego?
– Tak, jeślibyś mógł. – odpowiadam i podaje kubek Jackowi.
Chwilę później kładzie na stół kubki, z parująca wewnątrz cieczą. Ciepły powiew herbaty muska mój policzek, czym mnie pobudza.
Jest po prostu cudownie, a nim się zorientowałam pizza w piekarniku była już gotowa. Wystarczyło tylko rozsypać na nią ser i cieszyć się jej smakiem. Jack ostrożnie chwyta blachę za pomocą ręcznika kuchennego i kładzie ją na środek stołu.
– Smacznego. – mówi, nakładając mi kawałek pizzy na talerz.
– Dzięki wygląda naprawdę smacznie. – odpowiadam, i go nie okłamuje.
Pizza na serio wyglądała smacznie mimo to iż ciasto podobne jest wysokościowo do placka drożdżowego. Powoli odkrajam kawałek pizzy, maczam go w sosie czosnkowy i próbuje. Smak rozpływa się w ustach, a zapach pieczarek i sporej ilości tymianku zadowala moje kubki smakowe tak samo jak i węch. –
Jest lepsza niż ta wczorajsza, – odpowiadam pochłaniając łapczywie pozostały kawałek, i biorę następny. W ten sposób połowa pizzy znika w mig z blachy.
Gdy chwytam ostatni kęs, coś ciepłego mizia moje stopy.
– Och, to znowu ty? – Czarny rozrabiaka patrzy teraz na mnie wgapiony głębokim spojrzeniem w kawałek pizzy na moim widelcu i bez namysłu mu go oddaje. Nie tylko mi smakowała. Kot szybko zjada ten kawałek i wylizuje okruszki z podłogi.
Reszta dnia mija nam w miłej atmosferze. Mimo upływu kilku miesięcy i mojego zaniku pamięci nasza relacja nadal trwa a ja czuje się w niej wyjątkowi wspaniale. Szkoda tylko że to odczucie wraca do mnie tylko chwilami.
Może jeszcze nie do końca wiem wszystko o Jacku, i o swoim poprzednim życiu ale wiem że Jack mnie kocha.
