Wielkość tekstu:

Rozdział dziewiąty: Nocna gra

Kari

Zrywam się z łóżka na głośny trzask. Serce wali mi jak oszalałe, a krew pulsuje w uszach, zagłuszając na moment wszelkie inne dźwięki. W półmroku gorączkowo rozglądam się po pokoju, próbując znaleźć źródło hałasu. Moja dłoń odruchowo wsuwa się pod poduszkę, gdzie spoczywa mały nożyk  prezent od wujka na moje jedenaste urodziny. Palce zaciskają się na znajomym chłodzie metalu.

Wstrzymuję oddech.

Powietrze jest inne. Chłodniejsze. Zbyt chłodne.

Wtedy dostrzegam drzwi balkonu, rozwarte na oścież, ich firanka porusza się leniwie w nocnym powiewie.

Nie byłoby w tym nic dziwnego…, gdyby nie to, że zamknęłam je przed snem. Pamiętam to doskonale. Usłyszałam zamek, poczułam jego lekki opór, zanim wróciłam do łóżka. To nie mogło się stać samo. To oznacza tylko jedno.

Ktoś tu był.

Wbijam zęby w dolną wargę, tłumiąc narastający niepokój. Cokolwiek tu przyszło… mogło być tu jeszcze przed chwilą. Może nadal jest.

Ostrożnie wstaję z łóżka, starając się, by deski pod stopami nie wydały żadnego dźwięku. Nożyk mocniej zaciskam w prawej dłoni. Powietrze jest zimne, wilgotne prześlizguje się po mojej skórze jak obce, niewidzialne palce.

Wychodzę na balkon. Mimo ciemności instynktownie przeszukuję wzrokiem każdy kąt, każdą smugę cienia, jakbym mogła tam dostrzec cień intruza. Ale nic. Tylko noc, tylko pustka.

Nie ma śladów. Nie ma niczego.

A jednak, nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś mi umyka.

Dlaczego ktoś miałby włamać się do mojej komnaty, nie zabrać niczego i po prostu… zniknąć? To nie ma sensu. Zwłaszcza teraz, gdy w zamku grasuje morderca, a mój ojciec wciąż nie znalazł żadnego tropu.

Zaraz.

To nie musiało być włamanie. To mogło być ostrzeżenie.

Niepewność wżera się we mnie jak trucizna. Nieznane zawsze jest najgorsze bo nie wiesz, co cię czeka. Nie wiesz, na co się przygotować.

Wzdycham cicho, rozluźniając uścisk na nożyku. Właśnie zamierzam wrócić do środka, gdy coś przyciąga moją uwagę.

Coś… co nie powinno tu być.

Leży obok donicy z paprocią, niemal niezauważalne w ciemności granatowa koperta.

Zamieram.

Sięgam po nią ostrożnie, jakbym spodziewała się, że w każdej chwili może zniknąć. Moje imię jest zapisane starannym, pewnym pismem. To nie pomyłka. To było zostawione dla mnie.

Ale czemu granatowa?

W naszym królestwie używa się białych kopert…

Wchodzę do środka, zamykam drzwi i opieram się o nie na chwilę, próbując uspokoić oddech. Otwieram kopertę. W środku znajduje się tylko jeden krótki liścik, a na nim starannie zapisane zdanie:

“Idź tam, gdzie po raz pierwszy polała się krew – jeśli nie, gra dalej trwać będzie.”

Czuję, jak ogarnia mnie zimno, tym razem nie z powodu nocnego powietrza.

Zaciskam palce na kartce, aż bieleją mi knykcie.

Gra.

To wszystko to jakaś chora gra.

Nie muszę długo myśleć. Jest tylko jedno miejsce, gdzie „polała się krew po raz pierwszy”.

Noc temu.

Główne schody.

Tam, gdzie zamordowano Emirę.

Fantastycznie. Po prostu fantastycznie.

Przez chwilę stoję w miejscu, walcząc z irracjonalnym impulsem, by po prostu zignorować ten liścik, wrócić do łóżka i udawać, że nigdy go nie znalazłam. Ale wiem, że nie mogę tego zrobić.

Muszę iść.

Zanim wyjdę, przebieram się. Czarne, skórzane ubranie, które dotąd nosiłam tylko do ćwiczeń, teraz będzie moją drugą skórą  i jedyną ochroną. Mówią, że może zatrzymać ostrze. Zamierzam to przetestować na własnej skórze. Na koniec wsuwam trzy sztylety do kabury.

Teraz jestem gotowa.

Otwieram drzwi i wychodzę w noc, słysząc za sobą jedynie cichy trzask zamykających się drzwi. Idę korytarzem ,który jest oświetlony jedynie paroma lampami ,choć i tak to niewiele daje . Kroczę cicho tak by echo moich kroków nie było słyszalne . 

Wreszcie po czasie które zdawało się wiecznością docieram do niego celu . Patrzę na duże schody które prowadzą do górnej części zamku . Rozglądam się ponownie nikogo nie dostrzegając . 

Czyżby ktoś zrobił sobie ze mnie żarty ?  

Wraz z tą myślą zauważam kolejną kopertę tylko w odcieniu kobaltowym.

Rozdzieram kopertę bez namysłu, jakby w nadziei, że tym razem znajdę odpowiedź, której szukam. Kolejny liścik. I to samo co wcześniej. Zawartość składa się tylko z kilku słów, które jak zawsze, nie przynoszą ukojenia, lecz tylko więcej pytań.

„Szybko ci poszło, królewno, teraz idź tam, gdzie kucharze krzątają się w pocie czoła, by uczta królewska była wesoła.”

Zatrzymuję się na moment, wpatrując się w te słowa. Kuchnia. To tam muszę iść. Coś w tym liście nie daje mi jednak spokoju. Może to zbyt łatwe? Może on chce, żebym się tam udała, by zmylić moje ślady? Ale nie, to miejsce ma sens. Kuchnia to centrum zamku, pełne zapachów i dźwięków, może to tam ukrywa się klucz do tej zagadki.

Szybko wstaję, chowam liścik i ruszam przez korytarze, starając się nie robić hałasu. Każdy krok na marmurowych posadzkach jest jak dźwięk dzwonu, odbijający się w pustych korytarzach. Muszę działać szybko, zanim on znów zniknie. Gdyby to rzeczywiście on pisał te liściki, to może uda mi się go złapać. Gdybym sama rozwiązała tę zagadkę, ojciec mógłby dostrzec we mnie coś więcej niż tylko przyszłą żonę, matkę. Może w końcu zobaczy, że mam w sobie to coś by samej udźwignąć rolę głowy państwa .

Zbliżam się do kuchni, wchodzę do rozległego pomieszczenia, które znałam od zawsze. Kiedyś uwielbiałam tu przychodzić, obserwować kucharzy, podglądać ich przy pracy. Dziś nie ma nikogo. Pusto, martwo, jakby całe to miejsce zostało porzucone na pastwę losu. Podchodzę do stołu, na którym zawsze leżały przyprawy i składniki, które potem zmieniały się w królewskie dania. Moje oczy błądzą po powierzchni blatu, po naczyniach, które wydają się być częścią jakiegoś zaginionego rytuału. Jednak, jak się domyślam, nie znajdę niczego, co by mi pomogło.

Nagle dostrzegam coś. Coś, co przyciąga mój wzrok  brak koperty na blacie. Jeśli jej tu nie ma, to znaczy, że ukrył ją gdzieś w pobliżu, chce mnie wprowadzić w błąd. Moje serce bije szybciej. Muszę być blisko niego.

Podchodzę do jednej z wiszących szafek. Zawsze, gdy chciałam znaleźć coś do gotowania, to tutaj spoglądałam. Otwieram drzwi i widzę jedynie kieliszki do wina. Nic. Muszę szukać dalej.

Zaczynam przechodzić obok ciemniejszego blatu, który sprawia, że powietrze wokół mnie staje się cięższe. Sięgając po uchwyt kolejnej szafki, nagle słyszę cichy, ale wyraźny szmer. Moje ciało zamiera w bezruchu. Strach przekształca się w zimny dreszcz. Instynkt podpowiada mi, że to coś więcej niż zwykły dźwięk.

Nagle chwytam sztylet, który zawsze noszę przy sobie. Okręcam się w stronę źródła dźwięku. Okazuje się, że to tylko mała myszka, która przedziurawiła kopertę, jakby czuła, że coś się w niej kryje. Zabieram ją ze stolika, a myszka ucieka w kąt, przestraszona.

W roztrzęsionych rękach rozrywam kopertę. Przeczytanie treści powoduje, że zimny pot oblewa moje ciało. Kolejna zagadka. Kolejna tajemnica, której rozwiązanie zmienia wszystko.

„Masz coraz mniej czasu, księżniczko, pośpiesz się albo znów poleje się krew. Idź tam, gdzie cienie przeszłości wciąż szepczą, gdzie mrok skrywa zapomniane i ukryte ścieżki. Pamiętaj jednak, że to tylko echo przeszłości. Prawda czai się gdzie indziej, w miejscu, które skrywa mądrość wieków.”

Marszczę brwi, wpatrując się w zagadkę, która wydaje się coraz bardziej niejasna. Czuje się, jakbym miała do czynienia z jakąś nieuchwytną siecią, z której nie mogę się wyrwać. Chłód w moich dłoniach przypomina, że każda minuta, którą tracę na zastanawianie się, może kosztować kogoś życie. To nie jest czas na wahanie. Jeśli się nie pospieszę, ktoś może zniknąć… znowu. I tym razem będzie to moja wina.

„Gdzie mrok skrywa zapomniane i ukryte ścieżki…”  te słowa krążą mi po głowie, wciąż nie dając odpowiedzi. Co on miał na myśli? Co może być skryte w mroku, w zapomnieniu? Czuje, jak strach zaczyna chwytać mnie za gardło. Oczywiście, to muszę rozwiązać, ale wciąż brakuje mi czegoś… czegoś ważnego.

Czuję, jak frustracja narasta. Krążę w kółko, nie mogąc znaleźć odpowiedzi, ale pod powierzchnią mojego niepokoju rodzi się coś jeszcze. Coś niepokojącego. Z każdą minutą czuję, że czas ucieka szybciej, a moje myśli zaczynają się rozbijać na drobne kawałki.

„No dalej, Kari… myśl…”

Nagle jak błyskawica przez moją głowę przelatuje myśl. Ukryty korytarz. Tak! Musiałam przegrzebać wspomnienia, ale teraz widzę to wyraźnie. Korytarz, który kiedyś służył jako droga ucieczki podczas wojny.  Chowałam się tam nie raz, gdy grałam z tatą w chowanego . Przecież to musiał być ten korytarz! Wiem to!

Zrywam się z miejsca, a adrenalina zalewa moje ciało. Nie mogę się pomylić, nie teraz. Ostatnie dwie lokalizacje udało mi się znaleźć bez trudu, więc i tym razem powinnam dać radę. Nie mam czasu na wątpliwości. Krok za krokiem, przez coraz bardziej opustoszałe korytarze, docieram do miejsca, które pamiętam. Gdzieś w tle rozbrzmiewają echa moich dziecięcych lat  cichy, wesoły świat, który kiedyś był moją namiastką szczęścia .

Staję między obrazami na ścianie, czując, jak chłód dotyka moich rąk. Staram się przypomnieć sobie, za którym z nich znajduje się przejście. Każdy portret, który teraz patrzy na mnie z tej ściany, zdaje się być zupełnie inny. Uśmiechnięci ludzie na obrazach, którzy nie wiedzą, co kryje się w ich własnym zamku. Dlaczego nie możemy być tacy jak oni? Dlaczego nie możemy po prostu być rodziną? Dlaczego mój ojciec traktuje mnie jak towar do przetargu? Kiedyś tak nie było . Przecież byliśmy blisko ….

 Nie teraz, muszę to odsunąć, muszę zapomnieć.

Odrzucam myśli o ojcu, o rodzinie, o tym wszystkim, co mogłoby mnie teraz rozproszyć. Teraz liczy się tylko jedno: muszę znaleźć to przejście. Nie chcę, by ktokolwiek zginął z mojego powodu. Nie chcę żyć z takim ciężarem na sercu. Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.

W końcu zauważam obraz, którego szukałam. Portret mojego ojca i nieznajomego mężczyzny. Mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Ten obraz nie jest wielki, jest niemal niezauważalny, a kiedyś ojciec zareagował dziwnie, gdy pytałam o niego. Zawsze zmieniał temat lub mówił, żebym poszła się bawić. To wszystko było zawsze podejrzane.

Łapię za złotą ramę, czuję jej chłód w dłoniach, a potem ciągnę ją w swoją stronę. I wtedy, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przede mną otwiera się ciemny tunel. Jego ściany są oświetlone tylko kilkoma, migotającymi pochodniami, rzucającymi cienie, które tańczą na ścianach. Nie zastanawiam się długo. Wchodzę, czując, jak moje serce bije szybciej. Chcę to skończyć, zakończyć ten koszmar, znaleźć go i zakończyć tę grę.

Szukam wzrokiem kolejnej koperty. Gdzie ona jest?! W moim umyśle powstaje przerażający obraz: może już uciekł, może już zniknął. Panika zaczyna ściskać mi gardło. Nie może mi tego zrobić!

Wzrok przesuwam po ciemnych zakamarkach, przesuwam dłonie po nierównych ścianach, rozdzierającą ciszę przerywa tylko odgłos moich oddechów, coraz bardziej przyspieszających. Nie, to nie może być prawda. Musi tu być!

Rozpaczliwie szukam, lecz nic. Koperta nie jest tutaj. Nigdzie jej nie widzę. Moje serce bije coraz mocniej, a oddech staje się cięższy. Czuję, jak coś w moim umyśle zaczyna się łamać. Nie mogę się pomylić. Muszę go znaleźć, muszę to zakończyć.

Siadam na zimnej, kamiennej podłodze, opieram głowę na rękach, a mrok wokół mnie staje się jeszcze gęstszy. Wtedy nagle coś mi miga w głowie, jakby przyćmione światło. To nie jest korytarz.

Wzrok mi błądzi, czuję, jak zrozumienie zaczyna powoli zapadać. Wtedy to dociera do mnie. To nie o ten korytarz chodziło! To nie tu.

Zabronione książki. Zakazany dział w bibliotece. Kiedyś ojciec mi o tym mówił, ostrzegał. To tam ukrywa się prawda. Zrozumiałam. Chciał, żebym pomyślała, że chodzi o korytarz. A teraz… teraz muszę udać tam, gdzie razem z tatą za dawnych lat spędzaliśmy razem czas . 

Biblioteka.

Biegnę przez ciemne korytarze zamku, czując jak każdy oddech staje się cięższy. Czas uciekał. Mój umysł jest rozbity, a nogi same niosą mnie w stronę jedynego miejsca, które mogło kryć odpowiedź biblioteki. Biblioteki, która była nie tylko skarbnicą wiedzy, ale także miejscem, którego mój ojciec zawsze zabraniał mi odwiedzać. To tam muszę szukać, to tam znajdę go.

Serce bije mi w piersi, jakby miało wyskoczyć z ciała. Muszę zdążyć, nie mogę pozwolić, by kolejna osoba zginęła przez moją nieostrożność. Ostatni liścik, ta ostatnia zagadka. Jest jak ciężki kamień, który ciąży mi na ramionach. Zbliżam się do biblioteki, przez chwilę zwalniając, by uspokoić oddech. Odczekuje moment by minąć się z strażnikiem po czym cicho otwieram drzwi .

Kiedy wpadam do pomieszczenia, przestronny, mroczny hol wita mnie ciszą, która jak zawsze zdaje się być pełna tajemnic. Wystarczy jedno spojrzenie pod oknem stał on. Mężczyzna, nieznajomy, ubrany w ciemny płaszcz, trzymający w rękach książkę. Jego twarz jest zasłonięta srebrno czarną maską, która tylko potęgowała mrok wokół niego.

To on.

Bez wahania wyciągam sztylet z pochwy, czując jego ciężar w dłoni. Zaczynam biec w jego stronę, a adrenalina porywa mnie w szaleńczy wir. Wtedy on robi krok w bok, a ja, nie zdoławszy się zatrzymać, wpadam w ścianę. Gubię równowagę, a moje ciało z impetem uderza w kamienną powierzchnię. Poczucie zimna przechodzi mi przez kości. Krzywię się z bólu, starając się złapać oddech. Stoję w pustej sali, a wokół mnie panowała martwa cisza. Odwracam się, starając wyprostować. Po czym zgarniam rude kosmyki, które opadły na moje czoło. Rozglądam się wokół.

Nikogo. Tylko książka leżąca na jednym ze stolików.

Zbliżam się do niej niepewnie. Na okładce widzę słowa, które sprawiają, że moje serce bije szybciej. Historia Aurionu. Tak właśnie brzmi tytuł książki, a koperta leży obok niej, w kolorze beżowym, jak bezchmurne niebo, które w tej chwili wydaje się niczym innym jak zapomnianym wspomnieniem. Moje ręce drżą, gdy chwytam kopertę, nie mogąc oderwać wzroku od tytułu.

–Historia Aurionu…–powtarzam cicho, czując, jak ten tytuł wypełnia przestrzeń wokół mnie. Nie rozumiem jeszcze wszystkiego, ale jedno jest pewne  mężczyzna, którego właśnie spotkałam, jest częścią tej układanki. Muszę przeczytać więcej. To jest mój klucz. To jest ten moment, w którym wszystkie zagadki w końcu zyskają sens.

Zaczynam otwierać kopertę, choć nadal czuję na sobie ciężar tej niezrozumiałej grozy. Mózg nie przestaje pracować, łącząc tropy, które wciąż były ukryte w cieniu. Tylko jedno w tej chwili mnie obchodzi  nie mogę pozwolić, by ktoś jeszcze zginął.

Z drżącymi dłońmi wyciągam liścik z koperty. Słowa wypisane na papierze wydają się mnie przygniatać, jak ciężar kamienia.

 „Tym razem poszło ci dobrze, lecz następnym razem postaraj się być szybsza, bo przez twoją niezdarność może ktoś ucierpieć. A teraz przeczytaj to, co ci dałem, a dowiesz się prawdy, dlaczego twoje królestwo zasługuje na karę, łącznie z tobą.

 Ps. Jeśli powiesz o tym, co się dzisiaj stało, ojcu, twoja blondwłosa przyjaciółka będzie następna.”

Blondwłosa przyjaciółka chodzi mu o Inę … Krew odpływa mi z twarzy, a wnętrzności zaczęły się skręcać w bolesnym strachu. Mówiąc to, nie tylko groził mnie, ale wszystkim, do których mam najmniejszy sentyment. Mojej przyjaciółce. Moim bliskim. Nie pozwolę na to.

 Zaciskam palce na liście, a niepewność z powodu tych słów zaczyna mieszać się z gniewem. Jeśli to wszystko to część jakiejś chorej zabawy, to nie pozwolę, by ktoś jeszcze zginął przez te szaleńcze gierki. Zbyt dużo razy w moim życiu ktoś decydował o mnie, o tym, co jest dla mnie dobre, a co złe. Teraz to ja muszę zdecydować. I nie zamierzam dopuścić, by cokolwiek zagrażało ludziom, których kocham.

Szybko rozdzieram liścik na kawałki, każdy róg zdawał się wypalać w moich dłoniach. Wciąż widzę słowa, ich kształt, ich groźby. Ktoś ma zamiar nas zniszczyć. Ogień w kominku natychmiast połknął kawałki papieru, pochłaniając słowa. Powinno mi to przynieść ulgę, ale nie czuję niczego poza gniewem, który nie przestaje buzować w moich żyłach. Ten liścik to nie jest zwykłą groźbą. To jest zapowiedź zemsty, która czeka , by wstrząsnąć całym królestwem. I to nie jest przypadek, że w tym wszystkim jestem ja. 

Ktoś to zaplanował 

Podchodzę do stolika, na którym leży książka. Jej okładka błyszczy w półmroku bibliotek. Muszę poznać prawdę. Dowiedzieć się, co takiego wydarzyło się w przeszłości, że ktoś zgotował nam tę straszną przyszłość.

Nie patrzę na nic poza książką. To jest moje zadanie. Z jakiegoś powodu dał mi tą książkę i wiem , że to jedyna rzecz, która może mi pomóc zrozumieć, dlaczego ktoś chce zniszczyć królestwo. To tam, między kartkami, kryły się odpowiedzi na pytania, które teraz zadaje sobie w głowie.

Mój świat, moje życie, wszystko, co znam , wisiało na włosku. Muszę znaleźć odpowiedzi i dowiedzieć się, dlaczego moja rodzina, moja przyjaciółka , wszyscy mieli ponieść karę.

Biorąc książkę do ręki, czuję ciężar tej decyzji.  Całą noc muszę poświęcić na to, by odkryć mroczne sekrety, które ktoś chciał ukryć przed światem. Muszę dowiedzieć się, co takiego zrobił mój ojciec.

Skradam się przez korytarz, wracając do swojej komnaty, gotowa na to, by spędzić całą noc nad książką. Gdy zamykam drzwi za sobą, wiem jedno: to będzie początek czegoś, czego nie da się zatrzymać