20 października 2014, 14:04, studio nagraniowe, balkon
Czekaliśmy na Kyle’a i Noah. Ten drugi już wcześniej zapowiedział, że się spóźni. Miał odebrać ze szkoły swoją córeczkę i przy okazji dzieciaki Michaela. Toteż ja wykorzystałam ten czas, wychodząc na balkon z kawą i papierosem, przy okazji wypatrując, czy ktoś już dotarł.
Najpierw zobaczyłam elegancki, sportowy samochód. Nie musiałam długo się zastanawiać, do kogo należał. Zresztą, miałam rację. Wysiadł z niego Noah, Obszedł auto dookoła i otworzył drzwi od strony pasażera, wyciągając rękę.
Z samochodu wysiadła kobieta. I… O, Boże. W sekundę zrozumiałam, dlaczego Noah nadal z nią jest.
Była przepiękna. Wysiadła z samochodu ostrożnie, powoli. Wysoka, smukła, z burzą ciemnych włosów okalających jej twarz. Jej ubrania były dokładnie dopasowane i wyglądały na droższe, niż połowa mojej garderoby. Wysiadła wyprostowana, grzecznie uśmiechając się do męża. W dodatku poruszała się z niesamowitą gracją.
Poczułam małe ukłucie. Bo ta kobieta była dokładnie tym, czego wszyscy ode mnie oczekiwali. Piękna, grzeczna, ułożona… Doskonale kontrastowała z moim niedbałym wyglądem. Aż odruchowo poprawiłam włosy, jakby miało to cokolwiek zmienić.
– Kurwa – szepnęłam sama do siebie, przygaszając papierosa.
Weszłam do środka i od razu odnalazłam wzrokiem mojego narzeczonego. Objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
– Daj mi gitarę – poprosiłam, żeby zająć czymś myśli. – Zagram sobie małą rozgrzewkę.
Ostrożnie podał mi instrument. Bardzo powoli zaczęłam grać jakieś proste wprawki. A skupiałam się, jakby to był najtrudniejszy utwór na świecie.
Drzwi otworzyły się. Trójka dzieciaków natychmiast wpadła w ramiona Michaela i Aaliyah. Liyah od razu zarządziła, że pójdzie z nimi na dół i zrobi coś do jedzenia.
Ja jednak patrzyłam tylko na żonę Noah. Z bliska robiła jeszcze większe wrażenie, choć wyglądała, jakby się trochę zagubiła. Ona sama rozglądała się po studio zniesmaczona. Zdecydowanie nie było to jej ulubione miejsce.
Dopiero potem spojrzałam na dziewczynkę, którą Noah trzymał za rękę. Wyglądała przeuroczo, w różowej sukieneczce i warkoczykach.
– Moja córeczka, Lily – przedstawił Noah, głaszcząc ją po główce. – I moja żona, Lauren.
Pomachałam do małej Lily i podeszłam do Lauren. Podałam jej rękę, choć po tym, co Noah mówił dzień wcześniej, musiałam bardzo się wysilić na grzeczność.
– Ashley – przedstawiłam się.
– Miło mi – odpowiedziała, delikatnie ściskając moją dłoń. – Lauren Harrison-Weaver. Noah wspominał mi o tobie.
Nie było w tym ani odrobiny luzu. Brzmiała bardzo oficjalnie, jakby przyszła na ważne zebranie, a nie próbę zespołu rockowego. Jej wzrok ciążył na mnie cały czas, jakby oceniała każdą moją wadę. A było tego sporo.
Potem przeniosła wzrok na mojego narzeczonego. I nagle jej spojrzenie złagodniało. Wręcz pojawił się na jej twarzy delikatny uśmiech.
On też wpatrywał się w nią trochę zbyt długo. Nie zwróciłam jednak uwagi. Na mnie podobne wrażenie zrobił Noah, gdy tylko pojawił się na pierwszej próbie.
– To mój narzeczony – rzuciłam szybko. – Jamie.
– Ach – zreflektowała się. – Miło mi.
Albo sobie to uroiłam, albo brzmiała o wiele bardziej autentycznie, niż gdy mówiła to samo do mnie. No jasne. Mnie mogła traktować jako zagrożenie. O ile Noah chciałby w ogóle na mnie spojrzeć, mając obok siebie kogoś takiego, jak ona.
Chciałam przywitać się z Lily, ale w tym samym czasie wpadł Kyle, który z miejsca ją przytulił.
– LILY! BOŻE, JAK TY WYROSŁAŚ, CHODŹ DO WUJKA.
Zaśmiałam się. Kyle nigdy nie ukrywał, że uwielbia dzieci. Czasem zostawał po próbie tylko po to, żeby pobawić się z dzieciakami Michaela i Aaliyah. Teraz miał tu cały komplet.
Lily też zdawała się go lubić. Natychmiast wbiegła mu w ramiona, a on wziął ją na ręce i zaczął oprowadzać po studio.
– Nie chcę przerywać zabawy – wtrącił Michael – ale wolałbym, żeby Lily nie przebywała w studio.
– Zostaje – powiedział Noah. – Przynajmniej na jeden utwór. Obiecałem jej, że będzie mogła posłuchać.
Lily zrobiła maślane oczka. Michael natychmiast zmiękł.
– W porządku. Jeden utwór. Ale w takim razie, i to kieruję głównie do Ashley… Zachowuj się.
Przyłożyłam palce do czoła.
– Tak jest!
Kyle posadził Lily na kanapie obok Lauren. Ta wydawała się zupełnie nie zainteresowana tym, co się działo. Zresztą, mała też jej nie obeszła. Po prostu siedziały obok siebie, nawet na siebie nie patrząc. Gdybym była na jej miejscu, od razu wzięłabym to dziecko na kolana i przytuliła. Była tak słodka…
– Gotowi? – zapytał Noah, patrząc wymownie na Kyle’a.
– Bardziej gotowy nie będę – odparł. – Do roboty.
Jason zapodał rytm. Weszłam chwilę po nim, równo ze mną Noah na swoim basie. I zagraliśmy. Jeden utworek, dla małej Lily, która z ogromnym przejęciem wpatrywała się w swojego ojca. Nikt z nas nie chciał jej zawieść. Właśnie dostawała swój prywatny koncert. Nawet Kyle zaśpiewał względnie równo, co zwykle graniczyło z cudem.
Pomyliłam się kilka razy. Nie wytłumiłam strun, coś mi zabrzęczało, pewnie wszyscy to słyszeli, ale nikt nie przerwał.
Lily była zachwycona. Od razu podbiegła do Noah, mówiąc mu, że poszło dobrze. Rozczulający widok. Przytulił ją i pocałował w czoło. Tymczasem jego żona dalej patrzyła na wszystko beznamiętnie, dając jasny znak, że ją to nudzi.
Michael dał nam pięć minut przerwy. Od razu usiadłam gdzieś z boku z papierosem w ręce. Chciałam choć trochę odsunąć się od Lily.
Na próżno. Dziewczynka sama do mnie podeszła.
– Cześć – przywitała się grzecznie. – Mogę usiąść obok ciebie?
– Jasne, słonko – zrobiłam jej trochę miejsca. – Siadaj.
– Wiesz, że się pomyliłaś? – zapytała od razu.
Aż zakrztusiłam się dymem.
– Usłyszałaś to?!
– Mhm – dziewczynka uroczo się uśmiechnęła. – Tata bardzo dużo gra w domu na gitarze. I dokładnie tak słychać, gdy on się myli.
Skubana. Faktycznie była dobra.
Uniosłam ręce w geście poddania się.
– Okej, Lils, przyłapałaś mnie. Następnym razem się poprawię. Twój tata mówił, że masz bardzo dobry słuch muzyczny, ale przyznam szczerze, zadziwiłaś mnie.
– Tata cały czas tak mówi – odparła rezolutnie dziewczynka. – Mogę ci kiedyś coś zagrać na fortepianie.
Była bardzo odważna, jak na swój wiek. I rozbrajająco, dziecinnie szczera.
– Koniecznie – uśmiechnęłam się. – Nie umiem grać na fortepianie, to chętnie posłucham. Tylko twoi rodzice muszą mnie w takim razie zaprosić na kawę.
– Nie muszą. Ja cię zapraszam.
Popatrzyłam na nią rozbawiona.
– Jesteś słodka, Lily. Ale nie powinnaś już iść?
– Ciii – Lily położyła palec na ustach. – Może jak się tutaj schowam, to wujek Michael zapomni, że tu jestem.
– Sprytne – przyznałam. – Obiecuję, że cię nie wydam.
Noah zobaczył, że jego córeczka właśnie próbuje zająć mnie rozmową. Uśmiechnął się i podszedł w naszą stronę.
– Ktoś tu chyba właśnie zdobył nową ciocię – zauważył, przyklękając obok mnie.
– Cicho – powiedziałam. – Kryję ją przed Michaelem, żeby została na jeszcze jeden utwór.
Noah popatrzył na moją rękę. Dalej trzymałam w niej papierosa, choć zupełnie zapomniałam, żeby go dopalić. Wyręczył mnie. Wyjął mi go z dłoni i dopalił zamiast mnie. Lily nie była tym ani trochę przejęta. Co innego Lauren. Zmarszczyła brwi, jakby zastanawiała się, czy powinna się odezwać.
– Chodź zapalić – rzucił, podając mi rękę, żebym mogła wstać.
Lauren odprowadziła nas wzrokiem na sam balkon. Chciała wstać, ale Noah zatrzymał ją drobnym gestem. Zaprotestowała.
– Nie idę się z nią pieprzyć, tylko zapalić – mruknął.
Wow. Czyli mimo tego, że go zdradzała, to była zazdrosna? Nieporozumienie.
Noah zamknął za nami drzwi. Poczęstował mnie papierosem i dał zapalniczkę.
– Nie musisz mi nic mówić – zaczęłam. – Twoje dziecko osobiście wygarnęło mi pomyłki.
Noah się zaśmiał.
– Mówiłem ci, że jest dobra.
– Ale mimo wszystko przesłodka.
– Prawda? Kocham tą małą nad życie.
– To widać. I widać, dlaczego twoja żona nadal jest twoją żoną.
Noah popatrzył na mnie pytająco.
– Nie udawaj. To jebana Miss Universe – prychnęłam. – Każdy by taką chciał. A ona wygląda, jakby potrafiła każdego zaciągnąć do łóżka jednym spojrzeniem.
Noah podparł się bokiem o barierkę. Popatrzył gdzieś w dal i wypuścił dym z płuc.
– To bardzo źle wywnioskowałaś. Jest obiektywnie ładna. Ktoś widzi nas razem i nie zadaje żadnych pytań, bo pasujemy do siebie wizualnie. Ale – ściszył głos – zupełnie nie jest w moim typie. Wybrałem ją, bo to spokój. Brak sensacji. Jest grzeczna i spokojna. Doskonale pasowała dla Lily. Ale nie dla mnie.
– Nie pierdol – mruknęłam. – Nie powiesz mi, że pieprzysz ją tylko z poczucia małżeńskiego obowiązku.
Noah się zaśmiał. Cicho, krótko.
– Szczerze? Praktycznie wcale z nią nie sypiam. Nie potrzebuję jej dla siebie. Potrzebuję jej dla Lily.
Popatrzyłam na nie przez szybę. Lily zupełnie nie wydawała się potrzebować Lauren. Tak jak wcześniej, siedziała w kącie i obserwowała zespół. Matka mogła nie istnieć. Ale nie mogłam tego powiedzieć mu wprost. Zbyt mało widziałam, a już wysnułam zbyt wiele pochopnych wniosków o nim samym i jego życiu.
– Nie lepiej byłoby być z kimś, kto będzie dobry i dla niej i dla ciebie? – uniosłam brew.
– Nie mam takiej potrzeby – odparł Noah. – Przerobiłem trochę związków w swoim życiu. Nigdy żadnej nie pokochałem tak, żebym mógł ci to teraz szczerze przyznać. Lauren jest bezpiecznym wyborem. Ja mam opiekę dla Lily, ona ma spokój i pieniądze. I dopóki dobrze traktuje moją córkę, nie mam powodów, żeby z tego rezygnować.
Pomyślałam o Jamiem. I trochę współczułam Noah, że nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Jego małżeństwo istotnie brzmiało jak kontrakt. Ona żyła w luksusach, a on miał mamę dla swojej Lily. A ja wychodziłam za mąż dlatego, że kochałam Jamiego i nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Nie mogłam pojąć, jak można wziąć ślub z kimś, kogo się nie kocha.
– A ty? – zapytał w końcu. – Jesteś pewna, że to jest to?
– Oczywiście – oburzyłam się. – Znam Jamiego od dzieciństwa. Albo on, albo nikt inny.
– Brzmi totalnie jak Michael i Liyah – zaśmiał się Noah. – Znam ich od zawsze, i od zawsze są nierozłączni. Oby i u was było tak samo.
– Od zawsze? – upewniłam się. – Ty jesteś w ich wieku?
– Prawie. Skończyłem w tym roku trzydzieści dwa lata.
Popatrzyłam na niego uważnie. Byłam przekonana, że jest młodszy.
– Dobrze się trzymasz – zachichotałam. – Myślałam, że jeszcze jesteś przed trzydziestką.
– A skąd. Ale dzięki za komplement.
– Nie mówię takich rzeczy bezinteresownie – prychnęłam. – Teraz to ty powinieneś powiedzieć mi coś miłego.
– Nie mogę ci powiedzieć nic miłego, jeśli dobrze wiesz, że spierdoliłaś utwór – Noah wzruszył ramionami.
– Kombinuj – odparłam, opierając łokcie o barierkę.
Podszedł bliżej. Popatrzył na mnie uważnie. Ja też podniosłam na niego wzrok. Przez chwilę tak zupełnie niezobowiązująco mogłam się mu przyjrzeć. Był cholernie przystojny. Nie tak czysto, perfekcyjnie. Raczej tak zadziornie, z lekkim pazurem. Zwyczajnie, po ludzku mi się podobał. Nic więcej.
Nachylił się nad moim uchem. Był tak blisko, że znowu poczułam jego zapach. Ładny, elegancki i zupełnie nie podobny do niczego innego.
– Gdybym miał oceniać między tobą a Lauren – szepnął – to ciebie wybrałbym jako tę ładniejszą.
Mimowolnie się uśmiechnęłam, ale natychmiast spoważniałam. Odwróciłam się do niego.
– To, że chciałam usłyszeć coś miłego, nie znaczy, że miałeś skłamać – odparłam. – Ale dzięki.
Jednak jego spojrzenie mówiło mi, że wcale nie kłamał. Nie dotykał mnie, znał granicę. Zresztą, to był niewinny komplement. W dodatku wymuszony. Ale patrzył tak, jakby naprawdę tak myślał.
Zgasiłam papierosa o barierkę. Nie pociągnęłam go za sobą. Sama wróciłam.
Jamie rozmawiał z Lauren na kanapie. Nie słyszałam o czym, ale wydawało się, że rozmowa im się klei.
Poczułam maleńkie ukłucie. Mój narzeczony rozmawiał z najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałam. Nie zauważyli mnie. Uśmiechali się do siebie zupełnie szczerze. Jakoś inaczej.
Lily zauważyła mnie pierwsza. Podbiegła do mnie i wskazała na moją gitarę.
– Ciociu, zagrasz mi coś?
Serce rozpłynęło mi się w sekundę. Nazwała mnie ciocią. A znała mnie od kilku minut.
– Już ustaliłyśmy, że nie jestem w tym dobra.
Noah wszedł chwilę po mnie. Od razu zauważył, że mała z jakichś przyczyn mnie polubiła trochę bardziej.
– Daj jej spokój, księżniczko – uratował mnie. – Ma przed sobą całą próbę. To już jest bardzo dużo grania.
Lily udała zawiedzioną i podeszła go przytulić. Położył dłoń na jej ramionku, ale nawet na nią nie patrzył. Zauważył to samo, co ja.
– Nie przejmuj się nią – powiedział cicho. – Próbuje wzbudzić we mnie zazdrość. Nic więcej.
– Na razie udaje jej się to ze mną – mruknęłam, podchodząc do Jamiego.
Bezceremonialnie usiadłam mu na kolanach. Nie był ani trochę speszony. Uśmiechnął się i pocałował mnie prosto w usta.
Lauren odsunęła się z niechęcią. Nie miałam pojęcia, co jej zrobiłam, ale ewidentnie mnie nie lubiła. I oceniała mnie każdym spojrzeniem.
Dokończyliśmy próbę. Tym razem Noah nie miał wielu uwag. Lily go w tym wyręczała. Kyle przy każdym utworze słyszał od małej, gdzie się wysypał. I jakimś cudem, bardziej przyjmował krytykę od niej, niż od Noah. Chyba tylko dlatego Michael pozwolił jej zostać na całą próbę.
– Dobrze, Lils – pochwalił. – Już wiem, komu oddam to studio, jeśli żadne z moich dzieci nie podoła.
Lily pokręciła głową.
– Nie. Ja będę sławną pianistką – oświadczyła, bardzo poważnym jak na jedenastolatkę tonem.
Noah pogłaskał ją po głowie.
– W to nie wątpię. Zbieramy się. Lily ma w domu lekcje do odrobienia.
Z takim argumentem nikt nie mógł dyskutować. Szybko zebraliśmy sprzęt.
Noah pożegnał się z każdym uściśnięciem dłoni. Przede mną na chwilę się zatrzymał i pocałował mnie w policzek. Zwyczajnie, grzecznościowo. Tak samo zresztą witał się i żegnał z Aaliyah. Nic niecodziennego.
A jednak. Jego żona podeszła do mnie w sekundę później.
– Trzymaj się od niego z daleka – powiedziała ostro.
– Wyluzuj, laska – odparłam beztrosko. – Zaraz wychodzę za mąż. Noah jest absolutnie poza kręgiem moich zainteresowań.
– Lepiej, żeby tak było – zakończyła, podbiegając do Noah, żeby złapać go za rękę.
Noah zawołał Lily. Ona jednak jeszcze podbiegła każdego przytulić. I w momencie, gdy przytulała mnie… przepadłam. W tym, jak była radosna. Jak była ciepła. Jak ślicznie pachniała. Aż zamarzyłam, żeby kiedyś mieć takie stworzonko na własność.
– Jamie, zrób mi takie po ślubie – zaśmiałam się, gdy wyszliśmy do auta.
– Shee, proszę cię. To będzie miało twoje geny. Nie będzie nawet w połowie tak grzeczne, jak Lily – Jamie poszedł w moje ślady. – Jestem za. Ale dopiero po tym, jak skończymy koncerty.
– Mi pasuje – odparłam, wkładając gitarę do bagażnika. – Jedziemy do ciebie. Mandy twierdzi, że kończy już sukienkę.
