Zbliża się 16.00. Przez chwile niemal nie zapomniałam że byłam umówiona z Emily.
Spoglądam na przykręcony do ściany telefon i żałuje że go odebrałam. Kiedy w końcu się nauczę że powinnam go unikać. A najlepiej wyłączać z prądy gdy tylko Jacka nie będzie w domu. To chyba byłby najlepszy sposób na oderwanie się od tego przeklętego miejsca.
Jeszcze raz na niego zerkam i wracam do kuchni. Biorę z blatu moją komórkę i wpisuje frazę w dobrze mi już znanego Googla : Salon Glamour Emily Miller.
Po chwili na ekranie pojawia się małe kółka, lecz zaraz po nim wyskakuje mi strona salonu Emily. Wchodzę w nią i przejeżdżam palcem na sam dół aby znaleźć interesujący mnie element.
Podczas wcześniejszej wizyty nie miałam okazji spytać Emily o adres jej miejsca pracy. Oczywiście mogłam spytać ją o to wprost ostatnio gdy zmienialiśmy termin spotkania przez telefon ale mogła by poczuć s8ę przez to niezręcznie.
Wcześniej zapewnię nie raz ją tam widywałam. Spędzaliśmy czas podczas gdy doprowadzała moje paznokcie co jakiegoś przyzwoitego stanu.
Teraz nie znam tego miejsca, jest dla mnie obce. Ona natomiast pamięta te chwile, i uznaje tę wizytę jako normę która wcześniej czy później miałaby miejsce.
Jakakolwiek zmiana o adresie mogłaby ją przywrócić do tego co jest teraz i zgasić niczym solenizant świeczki na torcie.
Nie chcę odbierać jej nadziei na to że może być tak jak wcześniej.
Ale wiem że tak nie będzie.
Zostałam w ciele Ruby, ale sama nie wiem kim jestem, jak się tu znalazłam ani nic co by mi pomogło.
Szybko wyrywam się z toku myśleniowego aby nie zapomnieć o tym czego szukałam.
Kopiuje tekst po czym wklejam go w mapę.
Jedno muszę stwierdzić – jak na osobę która niedawno straciła pamięć, szybko załapałam używanie telefonu i jego funkcji.
Z jednej strony to bardzo pomocne ale z drugiej… No cóż wolałabym odzyskać choć skrawek pamięci niż nowe umiejętności.
Z mapy wynika że droga do Emily będzie trwała tyle samo co poprzednia do pralni tyle że drogą od ulicy mam podążać w przeciwnym kierunku niż ostatnio.
Bez zwłoki zbieram najpotrzebniejsze żeby i wychodzę z domu.
Droga mija mi niemal bez głośnie.
Tym razem upewniłam się że głos z komórki nie wyjdzie z niej za wszelką cenę, a wraz z nim nie potrzebne przykuwanie osób.
Spodziewałam się spotkać chociażby Pana … w taką pogodę mógłby bez problemu przebywać w swoim małym ogródku i podziwiać piękne krzewy.
Jednak nie było po nim ani śladu.
Podążam dalej przez Grenville aż do Pern Road. Kolejne ulice mijam z dziwnym poczuciem że ktoś na mnie patrzy. Lecz spoglądając na moje otoczenie mogą to być jedynie ptaki które nieustannie siedzą się na gałęzi drzew, raz po raz przekręcając łepek tu z prawej do lewej.
Aż nie do wiary że dawna ja mogłam chadzać tą samą ścieżką parę miesięcy wcześniej.
Wszystko wyglądało by teraz inaczej.
To nie podlega żadnej dyskusji.
Mogłabym teraz robić wszystko inne, nie rozmyślałabym nad żadną chwilą która mogła w każdej sekundzie przejść w zapomnienie. Liczyło by się to co tu i teraz.
Choć nie mam pewności jaka była dawna Ruby, ale wiem że nie byłaby…. Nie czuła by tej postki co ja teraz.
Wiedziałaby co było, co ją czeka.
Albo co mogło by się wydarzyć.
Gdyby tylko mogla cofnąć czas i delikatnie odsunąć się od tego nieszczęsnego miejsca…
Wiem że nie powinno się rozdrapywać starych ran, ale ja po prostu muszę wiedzieć o tym momencie wszystko i właśnie to będę chciała zrobić.
Bo kto jak nie moja świadkowa, osoba która siedziała najbliżej mnie nie miała o tej chwili więcej wiedzy? Ano nikt. I tego się trzymajmy.
Powracam do rzeczywistości i podążam dalej trasą wyznaczoną przez GPS. Dzieli mnie tylko kilka metrów.
Zbliżam się do niedużego ronda, rozglądam się i bezpieczne przechodzę na drugą stronę, przy której mieścił się mój cel.
Sidney Street.
Budynek z zewnątrz sam w sobie robił wielkie wrażenie. Nie wyglądał jak typowe salony manicure które widzimy w płaskich ekranach telewizoru, był zupełnie inny.
Wielkie pomalowane na biało ściany, ozdobione były kolorowymi wzorami, tak aby pokazać chociażby linię przebiegające przez dziurę na drzwi jak i okna.
Budynek sprawiał dziwne, lecz trochę tak jakby znajome wrażanie.
Wzbudził u mnie spokój, na który tak długo czekałam.
Wiem że to tylko chwilowe a jednakowoż cenne.
Wchodzę do środka pewnym krokiem, wraz ze mną wpada snop światła który nieco oświetla wnętrze.
Wodzę wzrokiem po kolorowo ozdobionym wnętrzu i szukam przyjaciółki dawnej Ruby.
Nie mogę powiedzieć tego samego teraz, teraz jest tylko osobą która może mi pomóc. Znaleźć wyjście. Tą kropkę nad ,,i” którą mi zabrano.
– Ruby! – wita mnie nieco radością a nieco zobojętnieniem Emily.
Jej stanowisko było położone niedaleko wejścia dla pracowników. Ledwo widoczne z mojej perspektywy.
– Napijesz się czegoś? – pyta nie czekając na odpowiedź.
Zaraz potem wstaje i kieruję się ku właśnie wspomnianym drzwiom.
– Herbaty? – kontynuuje.
Kiwam głową na co znika w innym pomieszczeniu.
Tymczasem podchodzę do miejsca gdzie wcześniej siedziała i siadam na przeciwnej stronie stolika.
Nie musiałam długo czekać zanim ruszyła w moją stronę z dwoma kubkami świeżego napoju.
Z lekkim zawahaniem siada, podając przy tym herbatę.
Siedzimy chwile w ciszy, która staje się okropna do zniesienia. Chciałam coś powiedzieć, otwieram delikatnie usta lecz zaraz potem je zamykam.
Nie mam najmniejszego pomysłu jak zacząć rozmowę, ciekawe czy stara ja też tak miała.
Na szczęście Emily dostrzega mój ruch i robi pierwszy krok.
– Myślałam już co chcesz zrobić?
Patrze z na nią z niezbyt świadomą co do pytania miną.
– Z czym? – pytam nie znając terenu po którym stąpam.
Emily wydaje się wybita z tropu, jednak po chwili spostrzega mój niepokój i zerka na moje dłonie. Na co sama mam ochotę się roześmiać.
– Aaa – wtrącam. – Nie mam pojęcia. – dodaje po chwili patrząc na poniszczone paznokcie.
– To może tak jak zawsze.
– Może.
Podaje jej dłonie na milutką poduszkę przede mną i zaczyna robić coś z moimi palcami.
Wiem jednak że kątem oka patrzy na mnie.
Nie wygląda jednak na zbyt zadowoloną. Z bliska widzę jej zmartwioną twarz której wcześniej nie spostrzegłam, albo nie chciałam jej ujrzeć.
– Wszystko w porządku?
Zerka na mnie milczeniu, nie mam ochoty wyciągać z niej tego na siłę, ale nie chce też aby ukrywała coś co może okazać się ważne dla którejkolwiek z nas.
– Mhm? – ponaglam, małym gestem.
Nagle czuję że jej ręce stają się nieco bardziej niestabilne a zarazem śliskie. Stara się już mnie nie przyglądać, a pogrążyć się całkowicie w tym co robiła na co dzień.
Niedługo po tym jednak już nie wytrzymuje, zatrzymuje dotychczasowo włączony pilnik i patrzy prosto na mnie. Tak abym mogła dostrzec wszystko co maluje się na jej twarzy.
Coś się stało, albo ma się stać i to pewniejsze niż cokolwiek wiem. Ona też to wie.
– Muszę ci o czymś powiedzieć. – Przerywa cisze, przekonanym tonem jak nigdy dotąd. – Wiem chyba coś… Znaczy domyślam się czegoś co mogło się stać.
Nie musi mówić o czym mowa, sama doskonale rozumiem co ma na myśli.
– Też o tym myślałam, i sądzę że nie wygląda go na wypadek a raczej na coś co było zaplanowane. Od dawna. Odkąd dowiedziano się tam odbędzie, a zwłaszcza kto tam będzie. Dach nawet ze zdjęć nie wyglądał na zniszczony, ani nic co by temu świadczyło. Też mam pewną myśl, ale to tylko poszlaki. – Dodaje aby rozpędzić tę lokomotywę zdań i myśli.
W końcu chyba musi to z siebie wydusić.
– To znaczy? Wraca ci pamięć, jakieś wspomnienia?
Patrzę na nią w ciszy.
Widzę jak na jej twarzy pojawiło się choć smuga radości, gdy tylko wypuściła te słowa z siebie.
Musiałam jednak zaprzeczyć.
– Niestety, ale mam kilka poszlak. Choć sama nie wiem czy mogę je tak nazwać.
– Ruby?
– Mam wrażenie że Jack wie więcej niż mówi.
Patrzy na mnie naglącym wzrokiem.
Rozglądam się po pomieszczeniu szukając punktu zaczepienia lecz go nie znajduje.
Kieruję więc wzrok na moje dłonie i mówię wszystko co uznałam za ważne a w szczególności dziwne na swój sposób.
Wspominam o snach zwłaszcza z tym z kłótnią Jacka z kimś i tacie chcący załatwić mojego dotychczasowego wówczas narzeczonego do stanu krytycznego, ze względu na jakąś kobietę.
O Kalendarzu i dziwnych wpisach, teczce podobnej jak do tej od pani Psycholog która założyła ją dla mnie, a właściwie do wpisów na temat naszych rozmów, i tego co we mnie dostrzegła niepokojącego.
Robię też zmiankę o przemieszczających się rzeczach i tajemniczej rozmowie Jacka podczas zaginięcia jego garniaka.
Oraz o jego dziwnych wybuchach emocji, zwłaszcza agresji lecz bardziej złości. Zaświadczam że nic mi nie zrobił ale mimo to samo w sobie jego zachowanie jest niepokojące. Mówię też o jego zachowaniu przy próbie wyciągnięcia coś z niego, oraz o jakiejkolwiek wzmiance o imieniu psycholożki Susan. Wiem że to może być ślepy zaułek ale zauważam to w każdej takiej chwili. Jego mięśnie się spinają a sylwetka mimowolnie się prostuje i poci.
Sama czuję się dziwnie przy tej kobiecie jest w niej coś co nie zbudza sympatii a wręcz przeciwnie. Odrzuca.
Z jakiegoś powodu nie wspominam jej o dręczących telefonach, pewnie spodziewałam się takiej samej reakcji jak u Jacka. Wyśmiałaby by to i obróciła w żart jakiejś grupy nastolatków.
Wtrącam też kilka innych moich spostrzeżeń i reszty rzeczy które nie dawają mi spokoju. Te które wymieniłam zdają się tylko początkiem góry lodowej.
Odczekuje moment aby przetrawiła każdą z lawiny informacji.
– Co o tym myślisz? -dorzucam
– Że zbyt szybko formułujesz wnioski. – kwitkuje.
Patrze na nią spod łba.
Wiem co wiem, znaczy wiem co teraz myślę i uważam za słuszne. Coś musi być prawdą.
– To co byś dodała?.
– Nie wszystko jest takie jak uważamy, czasem może nas to zmylić.
– Ale…
Nie dokończyłam zdanie. Zauważyłam jak Emily nie zwracała się już ku mnie lecz do ogółu. Obejmuje wzrokiem cały teren wokoło i klientki u swoich pracownic, które chętnie razem gawędzą.
– Ruby, wiem jak to wygląda. Myślę podobnie, ale potrzebuje jeszcze tylko chwili aby dowiedzieć się więcej. Jak będę miała pewność co do tego to wszystkiego się dowiesz. Obiecuje. Na razie nie rozpędzaj się tak.
– Sama przyznasz ze da wyciągnąć się z tego małe wnioski. Ta kobieta o której mówił tata może coś wiedzieć, a może nawet być w centrum kłopotów. Wystarczy…
– Ruby – powtarza już bardzie stanowczym tonem kontynuując pracę pilnikiem. – Wiem jak to wygląda. Naprawdę i też chce się dowiedzieć co się tam stało ale w ten sposób możesz tylko tworzyć teorie.
– Czyli też twierdzisz że zwariowałam – wtrącam jeszcze ciszej niż planowałam
– Nie, skąd taki… Po prostu zaufaj mi.
Nie wiem czemu ale te słowa działają na mnie kojąco.
– Posłuchaj mnie prze moment. – muszę powiedzieć to co myślę inaczej to wszystko nie da mi spokoju- Ta ma jakąś logiczną całość. ta kobieta o której wspominał tata i z którą później spotykał się Jack mogłaby być psycholożka. Te teczki, jego zachowanie przy każdym wymówionym jej imieniu robi swoje. Może podczas mojej śpiączki potrzebował pomocy, chodził do niej na wizyty i z biegiem czasu się w niej zadurzył. Nie chciał mi nawet nic powiedzieć gdy o to dopytywałam. Za to zręcznie się wymigiwał
– może i chodził do niej na wizyty, nie raz widziałam go w takim stanie który stawiał wiele do życzenia ale nie wyobrażam sobie aby mógł coś takiego zrobić. Widziałam jak na ciebie patrzył nie widział nikogo po za tobą.
Patrze na nią niepewnym wzrokiem i kieruje go na jej dłonie robiące delikatne białe znaczki na moich paznokciach.
– Po za tym sama mówiłaś że te sny mogą nie być prawdą a wytworem twojej wyobraźni. Zresztą co to ma wspólnego z sytuacją w kościele? – dodaje.
– Nie mam bladego pojęcia ale z chęcią się dowiem.
– Przemyśl to jeszcze. Obiecuję ci że jeśli to co myślę się potwierdzi to się spotkamy i ci wszystko opowiem. Ale nie teraz. Nie chce cię wprowadzać w błąd. Tobie również to radze.
– Zatem wiesz coś do czego ja jeszcze nie dotarłam? – dopytuje.
Emily milczy, wiem że wcale nie zamierza mi udzielić żadnej odpowiedzi. Nie teraz.
Z jednej strony sensownie postępuje nie chcąc wpędzić mnie w jakiś błąd, ale chce wiedzieć co jej chodzi po głowie.
Przynajmniej nie tylko ja uważam że chwila która zmieniła mój świat nie była czystym zbiegiem okoliczności. Ktoś chciał aby wszyscy tak myśleli. Celowo.
Chociaż nie wiem jak mogło się to łączyć z tym co się dowiedziałam. Wszystko to wydarzyło się już po moim wypadku. Po tym jak byłam już w szpitalu.
Nie dowiedziałam się niczego co działo się przed, żadnej wątpliwości, żadnego poczucia że coś się wtedy musiało stać. Nic.
Zewsząd przytłaczała mnie ta okropna pustka. Która za nic w świecie nie zamierzała opuścić mojego umysłu. Gdybym tylko wiedziała jak, jak w wogule się wtedy układało z Jackiem, jakie były nasze plany. Albo czy w wogule mieliśmy kogoś kto szczuł by nas psami aby nie dopuścić do tej ceremonii.
Jednakże nic takiego nie miało miejsca, a przynajmniej tyle wnioskuje po tym że ten ślub miał się odbyć.
Zastanawia mnie jak by było gdybym nagle odzyskała to co utraciła… Chociaż może nie wszystko, tylko to co istotne. Tak abym miała świadomość w jakim towarzystwie się obracam, teraz nie wiem komu mogę ufać a kto po prostu na to nie zasługuje.
Dlatego uznałam że jedynym zdrowym wyborem będzie trzymanie się z niby przyjaciółką dawnej Ruby, niby bo nie do końca jestem pewna czy nią jest. Czy to po prostu kłamstwo, które zapewne nie jedyne jest mi znane.
– I jak? – rzuca. – zrobiłam tak jak zawsze.
Wyciągnięta z tych toku myśli z początku nie zdaje sobie sprawy co się dzieje.
Mój wzrok próbuje skupić na delikatnym frenczu na moich paznokciach. Choć sama nie wiem skąd znam nazwę tej ozdoby.
Naraz obraz przed oczami się zatrzymuje, moja głowa nie spokojnie pulsuje nie dając się na niczym skupić. Nagle zalewa mnie plama otchłani czerni wynikającej z jakiegoś dziwnego powodu i czuje jak delikatnie opadam z krzesła.
Wiem że Emily coś do mnie mówi, ale słyszę tylko stłumione słowa wypadające z jej ust. Zaraz potem czuje wibracje, kobiety siedzące obok i dbające o swoje nienaganne dłonie podbiegają i starają chwycić mnie zanim zdążę wyrżnąć orła.
Tak się jednak nie staje.
Zanim orientuje się co właśnie miało miejsce, otwieram oczy na nowo oglądając salon manicure.
Jednak coś tu nie pasuje.
To nie jest ta sama pora ani ta sama Ja…
Czuję przypływ niepokoju, widzę Emily z twarzą zwróconą ku mnie, wyglądającą na nieco speszoną tym co musiało zajść. Słyszę fragment rozmowy. Ale ten niespodziewanie się urywa.
Wspomnienia.
Pamięć.
Powraca, choć nie cała.
– Wszystko w porządku? Ruby? – Emily woła mnie przerażonym tonem, wyrywając mnie z tego co właśnie miało miejsce. Nie umiem tego nazwać, ale było dość dziwne. A nawet bardziej niż powinno się wydawać.
Teraz dokładnie widzę co się stało, ktoś oblał mnie delikatnie lodowatą wodą, co musiało sprawić że się ocknęłam.
Nie odwracając ode mnie wzroku, pomaga mi wstać i siadam z powrotem na te samo miejsce. I nie zamierzam go zmieniać.
Wszyscy z wielką ulgą wracają do swoich zajęć, a ja nadal nie mogę uwierzyć w to co się działo, i w to że zrobiłam wokół siebie gromadę gapiów. Na samą tą myśl czuje jak moje poliki nieco się zaczerwieniają.
Lecz co ja mogę?
Po chwili nie mal znów nie zlatuje z zajmowanego przeze mnie stanowiska, ale to ma inne podłoże Emily kladzie rękę na moje dłonie, a jej dotyk zapewnia mnie o tym że powróciłam do obecnego czasu.
– Już dobrze – nie chcąc jej już dłużej czekać na odpowiedz.
– Na pewno? Wyglądasz na nieco bladą. – dopytuje – może powinnam zadzwonić po Jacka? Przyszłaś na nogach prawda.
Kiwam głową w odpowiedzi na ostatnie pytanie.
– Odwiozę cię, albo…
Przerywam jej, nie chce robić z siebie jakąś ofiarę losu, kalekę z tego czy innego powodu. Dam sobie rade. W końcu nie takie rzeczy miałam już za sobą.
Nie zamierzam się nad sobą rozżalać, zwłaszcza że nie mam do tego żadnego powodu, wręcz przeciwnie.
– Już jest dobrze. – powtarzam kolejny raz starając się upewnić w tym Emily jak i samą siebie.
– Skoro tak uważasz, ale gdyby cokolwiek się działo natychmiast mnie o tym informujesz. Okej?
– Okej – odpowiadam to co chciała usłyszeć.
Tak na prawdę nie wiem czy uda mi się tego trzymać. Wcześniej nie zdarzały mi się takie sytuacje. Choć musi mieć to przyczynę obrazów z pamięci. Wykonując to co zawsze Stara Ruby robiła odblokowują coś w stylu bariery o której wcześnie nie miałam pojęcia.
Wciąż spoglądając kątem oka na paznokcie i to w jaki sposób porusza się Emily mam wrażenie jakby moje ciało oblatywało stado czerwonych mrówek. Nie dających za swoje.
Dlatego te sny były równie realne, bo tak w rzeczywistości takie były. Znane miejsca, pokoje dom… To dlatego one powracały co noc.
Doktor Johnson sam mówił że pamięć będzie powracać zapewne pod wpływem muzyki, obrazów czy znanych miejsc i co to tego ostatniego się nie pomylił.
Tylko dlaczego teraz mój organizm zareagował tak gwałtownie? Czemu nie ukazało się to wszystko w śnie, a w jakimś przerażającym omdleniu?
