Wielkość tekstu:

Rozdział 6. Bogna

Raz, dwa, trzy, cztery.

Raz, dwa, trzy, cztery.

Pięści Bogny rytmicznie uderzały w worek bokserski.

Przydomowa siłownia, którą zbudował dla niej mąż, znajdowała się na strychu i było tam cholernie zimno. Nie przeszkadzało jej to: wytarganie z mieszkania wszystkich sprzętów do ćwiczeń pozwoliło na odzyskanie podłóg, a i ona sama lubiła te chwile w samotności, gdy mogła się wyżyć na czymś, co nie było jej rodziną.

Pot cienką stróżką płynął po jej plecach, pobudzając jej zmysły.

Od kilku dni nie mogła przestać w kółko myśleć o sprawie, która wytrąciła cały komisariat z letargu codzienności.

Bogna miała wrażenie, że przesłuchali już wszystkich, którzy mieszkali w tym mieście i kiedykolwiek zetknęli się z Lewem Leszczynko.

Facet miał kolorową przeszłość. Już jako szczeniak wyprawiał takie cuda, że jego kartoteka kryminalna mogłaby posłużyć za ciekawy serial. Rozboje, kradzieże, uczestnictwo w bójkach, przynależność do bezdomnych punków we Wrocławiu, Poznaniu i gdzieś na śląsku. Zarzuty o dealerkę. Uchylanie się od obowiązku szkolnego. W końcu odsiadka, zakończona świetną prognozą i licznymi pochwałami od wychowawców.

W dodatku typ miał w więzieniu pracę; już samo to pokazywało, że potrafił się zachować.

Raz, dwa, trzy, cztery.

Był nieopodal miejsca zbrodni. Rysopis zgadzał się z opisem poszkodowanej. Miał na sobie obszarpaną kurtkę poplamioną farbą, niecały metr osiemdziesiąt wzrostu, był barczysty i miał przy sobie narzędzie zbrodni.

Raz, dwa, trzy, cztery.

Tatuś policjant. Leszczynko, jeden z tych, którzy ochoczo korzystali z przywilejów bycia policjantem w czasach, kiedy nikt nie chciał tego robić. Dziad torturował swoją rodzinę. Jego córka od lat pozostawała zaginiona, syn uciekł z domu będąc jeszcze praktycznie dzieckiem a on sam pożegnał się z życiem z powodu alkoholu. Nic dziwnego, że chłopak wpadł w ręce innych wykolejeńców; nikt mu nie pomógł, kiedy jeszcze była na to szansa.

Raz, dwa, trzy, cztery.

Tylko, że odsiedział swoje. Wyszedł z więzienia z naklejką „dzielny pacjent”. Znalazł sobie pracę i remontował mieszkanie, które dostał od miasta. Wszystko robił sam. Próbował ogarnąć swoje życie i wszystko wskazywało na to, że mu się uda.

Raz, dwa, trzy, CZTERY.

Bogna uderzyła w worek z całą siłą po czym oparła o niego czoło dysząc ciężko.

Jaki cel miało zaatakowanie zupełnie nieznanej sobie dziewczyny przez kogoś, kto próbował wyjść na prostą? Kto większość życia spędził poza prawem i poznał smak konsekwencji?

Jakim cudem syn policjanta spokojnie poszedł do okolicznego sklepu, w dodatku z narzędziem zbrodni w kieszeni, ubrany dokładnie w te same ciuchy, w których dokonał ataku?

To było zbyt proste i idealne.

Oczywiście Drabiński był zachwycony obrotem spraw. Puszył jak paw przed swoimi przełożonymi, zwoływał dziennikarzy i opowiadał o tym, jak to bohaterska policja zatrzymała podejrzanego o dokonanie bestialskiej napaści na niewinną niewiastę.

Osobiście też przesłuchiwał Leszczynko. Bogna uśmiechnęła się kwaśno na samo wspomnienie owego przesłuchania; Drabiński przeprowadził je w sposób urągający każdemu profesjonaliście. Podsuwał odpowiedzi oskarżonego i darł się na protokolanta, by zapisywał tylko to, co on mu powie. Finalnie kazał Leszczynko podpisać banialuki niemające nic wspólnego z tym, co facet faktycznie powiedział.

Leszczynko nie podpisał zeznań. Zażądał ponownego przesłuchania, które przeprowadzi ktoś inny.

Oczywiście, Drabiński nie dopuścił do tego. Podpis znalazł się na dokumencie bez zgody Leszczynko, a jego wersja wydarzeń nie była brana pod uwagę nawet przez chwilę.

Z tym Bogna nie mogła się pogodzić najbardziej.

Jasne, odpowiedzi Leszczynko były takie, jakich udzielają ludzie chcący uciec od odpowiedzialności; byłem w domu, nikt mnie nie widział, nie znam tej kobiety, scyzoryk znalazłem na ziemi i sobie wziąłem, poszedłem do sklepu po fajki i napój, nie zaatakowałem nikogo i nic nie słyszałem.

Tylko z jakiegoś powodu, Bogna czuła w trzewiach, że ten chłopak był zbyt zaskoczony i zniesmaczony całą sytuacją, by mógł kłamać.

– Ruszewicz, sprawa zakończona. Leszczynko zostanie poddany środkowi zapobiegawczemu w postaci tymczasowego aresztowania. Zajmij się uporządkowaniem dokumentacji i dopilnuj, żeby Majchrzak tym razem poprawnie wpisał wszystko do systemu. Mamy burdel w katalogach. – Usłyszała Bogna, gdy próbowała przekazać swoje obiekcje.

Drabiński uważał sprawę za swoje ogromne osiągnięcie i nie było takiej siły, która mogłaby mu to teraz odebrać.

Bogna wiedziała, że na świadków też nie ma co liczyć. Nie tylko nie było nikogo, kto widziałby to, co się stało (poza szurniętą sklepikarką, która prze prawie godzinę opowiadała o wszystkich rodzinnych burdach rodziny Leszczynko), a wszelkie zdobyte informacje działały jedynie na niekorzyść oskarżonego.

Bogna sama nie wiedziała, czemu nie może po prostu odpuścić sprawy i przejść do porządku codziennego.

Czuła tylko, że Tela Kruk wcale nie jest bezpieczna, a to, co ją spotkało, nie zakończy się wraz z umieszczeniem Lewa Leszczynko w areszcie śledczym.

Raz, dwa, trzy, cztery…