Wielkość tekstu:

Rozdział 11

Czy kiedyś to się skończy? Ta ciemność przed oczami robi się strasznie męcząca i zbyteczna. Sama nie wiem czy chce wiedzieć to co za każdym razem próbuje mi przekazać. O ile to co dzieje się w mojej głowie nie jest tylko jakimś wymysłem, a czymś co się działo rzeczywiście i chce mnie o czymś przestrzec. Tylko przed czym ma mnie to chronić.

– Jack, daj sobie z nią spokój, co kochanie?

Nie! Nie! nie! To znowu ona? Czemu… Już dosyć się jej wysłuchałam i jej mądrości również. Nie dziwię się że Jack postanowił się od niej wyprowadzić.

– Mamo! Ona nadal tu jest i żyje!

Głos Jacka dochodzi z mojej lewej strony, a jego ciepły dotyk dłoni spowija moje.

– Wiem, wiem ale… pomyśl ile będziesz musiał na nią czekać? Pozbawia cię szczęścia w tym czasie, no sam rozumiesz. Jest tyle wspaniałych dziewczyn koło ciebie. Już nie wspomnę o…

No dokończ! O kim non stop jest mowa w tych snach co? Za każdym razem pojawia się ta jedna nieznana osoba a przynajmniej nie znana prze ze mnie.

– Możesz w końcu przestać?! Ile razy mam ci tłumaczyć że jestem szczęśliwy z Ruby i nic to nie zmieni? Ani ona ani nikt inny. Może i marzyłaś o jakiejś zamożniejszej dziewczynie dla swojego syna. Ale czy przez ten cały czas pomyślałaś choć przez chwile o mnie?

– Jack…

– Nie przerywaj mi teraz! Proszę, wysłuchaj mnie przez moment, chociaż ten jeden raz.

Od kiedy on się stawia tak matce? Dwa dni temu rozmawiał z nią jak gdyby nigdy nic. No dobra, bardziej to ona gadała niż on no ale… nie wydawała się obrażona na niego za tą rozmowę. Chociaż nie wiem też ile czasu od niej upłynęło.

– Ale ja zawsze cię słuchałam.

– Tak?!

– No jasne że tak.

– To czemu myślisz zawsze o tym żeby DLA CIEBIE było najlepiej? Co? Liczy się tylko kasa, a ja chce być szczęśliwy.

– Nie prawda, chce dla ciebie synku, jak najlepiej. Ona jest z tobą dla pieniędzy. Dobrze o tym wiesz, kiedyś wspomnisz moje słowa.

– Nie wszystkie dziewczyny takie są.

– Jeszcze się przekonamy, tylko zaś mi nie mów że cię nie ostrzegałam.

Było słychać jeszcze cichy dotyk warg Jacka  jakby  próbować coś powiedzieć, zaprzeczyć ale niestety albo i na szczęście jego matka musiała wyjść, pozostawiając po sobie tylko odgłos butów na korytarzu.

W tych snach przeraża mnie tylko jeden fakt. Ta kobieta. Co ona ma wspólnego ze mną? A tym bardziej z Jackiem? Czekaj, czekaj. No przecież . Prawie bym zapomniała o tych wpisach w kalendarzu mojego chłopaka. S. B?  Może to nie rzecz, ulica ani nic z tego rodzaju, tylko kobieta z którą Jack najprawdopodobniej mógł mnie zdradzać. Nie… Nie zrobił by tego. Ta rozmowa z matką tylko mnie w tym utwierdza. Sama tylko robię sobie problem tam gdzie go niema. Muszę w końcu odpocząć od tego wszystkiego.

 

 

Dzisiaj środa i niestety tak jak zapowiedział mi wczoraj Jack nie udało mu się wczoraj wrócić na noc po wieczornym spotkaniu z jakimś ważnym dla ich firmy facetem. Jedyne co jest w tym dobrego to to że nie widział co wyrabiałam w nocy, koszmar musiał nieźle wymknąć się spod kontroli, ale to nic nowego. Będę tylko musiała się pośpieszyć aby wstawić pranie żeby nie zauważył że moja piżama jest przepocona… Znowu. Niestety nie umiem nad tym kontrolować, przynajmniej jeszcze.

Starając się nie dotykać zbytnio piżamy ciałem idę dziwnym krokiem do łazienki, w taki momencie cieszę się że mamy okna anty podglądaczom. Nie chcę widzieć co pomyśleli by moi sąsiedzi widząc mnie jak idę w ten sposób.

Zamykam drzwi i delikatnie zdejmuje przepocone ubranie od razu wrzucając do pralki aby pozbyć się tak zwanych dowodów. 

Wczoraj wieczorem zostawiłam sobie tu ubranie na przebranie w razie W. Gdyby nie one musiałabym się wrócić do szafy, podczas gdy Jack mógłby wrócić w międzyczasie z spotkania. Nie chcę mu po raz kolejny tłumaczyć, że te sny to nic takiego i że pewnie niedługo znikną. W to ostatnie sama bym chciała uwierzyć.

Gotowa schodzę na dół zrobić śniadanie. Oczywiście coś na szybko, a może by też na słodko? Sernika z poniedziałku powinno jeszcze trochę zostać. Otwieram lodówkę i trzymam kciuki aby tak było. Jest! Jack nie zdążył go zjeść mimo iż strasznie mu smakował gdybym tylko go nie schowała w poniedziałek po tym jak wyciągnęłam go to wieczornej kawy po zakupach, zjadłby cały, a mi skapnąłby się tylko może 1 kawałek, albo co gorsza okruszek.

Zabieram śniadanie, niestety niezbyt dzisiaj pożywne, ale raz na jakiś czas trzeba sobie pozwolić na coś słodkiego. Od jednego słodkiego nie przytyje tak jak od jednego warzywa nie schudnę. Różnorodność musi być zachowana, myślę śmiejąc się i kierując się do stołu. Luna musiała być podobnego zdania, bo mimo nałożonej przed chwilą karmy w nowej miseczce siedzi obok moich stup pod stołem i niczym sęp sępi o okruszek ciasta. Bez  zastanowienie odłamuje widelcem jego skrawek i wrzucam go pod stół, nieszczęśliwie trafiając kotce w głowę.

– Och biedna, choć tu. – mówię do niej starając się strzepnąć ten kawałek który przyczepił się do jej futerka na czubku głowy.  Z początku nie chciała się dać nawet złapać i sama kombinowała latając łapkami ale w końcu się znudziła i dała sobie pomóc.

– Ruby! – drzwi frontowe trzaskają tak szybko jak tylko się otworzyły.

– Coś się stało? – mówię przejęta, jeszcze nigdy Jack nie podniósł na mnie głosu. – jesteś pijany?!

– Nie jestem pijany ale powinnaś widzieć o co mi chodzi.

– Ale nie wiem.

– Nie udawaj. Dobrze wiedziałaś jak potrzebuje tego garnituru, mogłaś po prostu zadzwonić że go odebrałaś.

– Jack, ja go nie odbierałam ty to miałeś zrobić. A teraz idź się prześpij nie będziemy rozmawiać taki tonem zwłaszcza że nie jesteś trzeźwy.

– Jestem jak nigdy. I wiesz co powiem co się stało. Prawie straciliśmy najważniejszą umowę i wiesz przez kogo?

-… – próbuje coś powiedzieć ale Jack nie daje mi wykrztusić ani słowa.

– przeze mnie. W pralni podano mi tylko pusty futerał w dodatku jeszcze jak się okazało nie nasz, a gdy byłem już na miejscu i miałem go zakładać okazało się że go nie ma.

– To nie zauważyłeś że go nie ma? Że futerał jest za lekki?

– A myślisz że zwróciłem na to uwagę jak rozmyślałem nad przebiegiem rozmowy na spotkaniu. Byłem cały zestresowany. A byłem pewien że on tam jest.

– Dzwoniłeś do pralni?

– Tak przepraszali za pomyłkę, bo myśleli że chodziło mi o futerał na garnitur, zapłaciłem za futerał! Lecz nadal twierdzili że mój futerał jak i garnitur zostały wydane TOBIE!

– ale…

– i że po prostu po niego przyjechałem. Na ostatnią chwilę udało mi się znaleźć typa który zgodził się wypożyczyć swój garniak.

– Tak mi przykro. Ale to na prawdę nie byłam ja. Cały wczorajszy dzień spędziłam w domu.

– Ruby, ale kto to mógł inny być?! Nikt nie wiedział o tym garniturze a zwłaszcza to że musiałby się podać pod moje nazwisko by je odebrać.

– Jack. – chciałabym mu to jakoś wytłumaczyć, ale nie wiem jak. A zanim zdążyłam coś dodać Jack był już na górze zapewne w sypialni. To wszystko musiało go na prawdę dobić, ale to nie tłumaczy tego że nie powinien się do mnie zwracać w takim tanie. Zrobiłabym dla niego wszystko i dobrze o tym wie. Po za tym co by mi przyszło z tego że bym go odebrała? Nic!

 

Daje sobie i jemu moment na uspokojenie. Sama nie wiem co o tym myśleć. Albo to był jakiś błąd w pralni albo ktoś zrobił to celowo. Od pewnego momentu czułam że coś tu nie gra, lecz się tym nie przejmowałam, myślałam że po prostu przechodzę trudny okres i sama daje sobie powody do nie pokoju. Które mogą istnieć na prawdę. Jest tylko jeden sposób by się przekonać, ale najpierw idę sprawdzić na górę do Jacka, nie chce aby zrobił coś pod wpływem emocji gdy mnie nie będzie. Na szczęście w tym wypadku, leży na łóżku w tym czym przyjechał do domu i śpi. W sypialni unosi się charakterystyczny zapach procentów, oranżady to on wczoraj nie pił.

Upewniona że nie zrobi w tym czasie nic głupiego wychodzę i zabieram torebkę. Zamykam jeszcze dla pewności drzwi frontowe. Bo nawet jeśli ktoś by się miał włamać, zdążył by nas obrobić niż on by się obudził. Choć raczej to spokojna ulica. Na zewnątrz wyjątkowo też było pusto. Mijałam dom z sąsiadem który mi wcześniej przypomniał o garniturze, ale  jego również nie ma. Przechodzę ba ulicę Cocburn a następnie Largy Street. Idę dokładnie tą samą drogą co w poniedziałek rano. Od tego czasu nic się tu nie zmieniło, nawet nie miało by się zbytnio co zmieniać. Droga szybko mija i jestem na Milley Road naprzeciwko pralni. Stoję już nie daleko przejścia dla pieszych i kawiarnio cukierni z której dzisiaj rozciąga się niesamowita i cudna woń przez którą omal nie wpadam w słup obok przejścia. Dosyć, teraz muszę być skupiona na swoim celu. Przechodzę na drugą stronę ulicy i nie zważając już na nic wchodzę do pralni udając spokój.

– Dzień dobry. – mówi dziewczyna zza lado biurka nawet na mnie nie spoglądając.

– Dzień dobry… Ponownie. – odpowiadam i dopiero po chwili chyba to do niej dociera bo uniosła głowę. – Jestem tu w pewnej sprawie. – zaczynam starając się zachować równowagę i panowanie nad emocjami. – W poniedziałek przyniosłam tu garnitur na nazwisko Jack Brown.

– Tak to prawda, przyjęłam wtedy to zamówienie. – zastanawia się. – Coś nie tak? Został niedoprany? Uszkodzony?

– Właśnie tego nie wiem.

– Jak pani może tego nie wiedzieć? Garnitur wydaliśmy wczoraj wczesnym popołudniem.

– Tak, ale nie nam.

– A komu niby? Myśli Pani że ktoś z  naszych pracowników wydałby go komuś innemu?

– Podobna ja tutaj byłam. I to powiedziała mojemu chłopakowi właśnie Pani!

– Jestem teraz oskarżona?

– Nie to miałam na myśli. – ale się wkopałam. Nawet nie zauważyłam kiedy rzucałam oskarżenia, zresztą bezpodtsawne, w pewnym sensie. – Wie Pani może kto wczoraj wydawał ubrania?

– Proszę chwilkę poczekać… – uprzedza mnie i woła kogoś z drugiego pokoju.  – Mary!

– Już idę – odpowiada i z pokoju zza pleców pani przy ladzie wychodzi, skromnie ubrana dziewczyna. – Tak, Pani Emmo.

– To ty wczoraj wydawałaś garnitur Pana Browna?

– Tak, czy coś się stało?

– Ta Pani twierdzi że go nie odbierała, a powiadomiono jej męża że to właśnie ona.

– Ale to nie tej Pani go wydawałam.

– Jak to? – mówię w tym samym momencie co sprzedawczyni. – A komu?

– Mówiła mi Szefowa że garnitur przyniosła dziewczyna Pana Browna… I gdy wczoraj przyszła do nas kobieta przedstawiła się pod jego nazwiskiem, dla pewności nawet zapytałam o imię chłopaka i po co przyszła ale wszystko się zgadzało. Pomyślałam że to ona.

– Było trzeba mnie zawołać

– Nie chciałam Pani przeszkadzać w Lunchu.

– To komu go Pani wydała? Jak ona wyglądała? – pytam mając nadzieje rozpoznam tą kobietę.

– Była ciemną brunetką, choć wydawało mi się że miała perukę i przez moment widziałam wystający jakiś jaśniejszy włos tak jakby kasztanowy a pomarańczowy trudno określić. Była szczupła i chyba nawet w Pani wzroście.

– A coś bardziej charakterystycznego?

– Hmmm… Na ramieniu miała taką dłuższą bliznę.

– Dziękuje – odpowiadam. – A może mają państwo monitoring przekonałabym męża że to nie byłam ja?

– Nawet jeśli byśmy chciały to kamery były wczoraj naprawiane każda po kolei, tak rutynowo. – tłumaczy Szefowa, ciekawe że musiało to być akurat wczoraj.

– No nic, mimo to dziękuje.

– Mamy nadzieje że garnitur się odnajdzie. Do zobaczenia!

– Do widzenia. – żegnam się i wychodzę. To nie wiarygodne, kto to mógł być i to jeszcze w peruce? Musiał zadać sobie sporo trudu aby go wziąć. Kto normalny zakłada perukę w miejscach publicznych? I po co?

Wracam do domu rozmyślając o rysopisie kobiety, ale nikogo takiego nie znam. No chyba że Jack kogoś zna. Rozglądam się jeszcze dookoła i próbuje wyłapać osoby idące obok mnie i po przeciwnej stronie o takim wyglądzie, ale to na nic.

W domu Jack czeka na mnie w kuchni. Minęła godzina odkąd zasnął więc chyba już ochłonął.

Niepewnie idę do kuchni i korzystając z okazji że woda nie dawno była gotowana robię sobie herbatę.

– Gdzie byłaś? – pyta cichym ale nadal nieco wyższym tonem.

– W pralni.

– A co tam robiłaś?

– Próbowałam się dowiedzieć prawdy.

– Czego więcej się dowiadywać, jasno mi przekazali że to byłaś ty? Z resztą kto inny mógłby to zrobić.

– Jack! Ile razy mam ci powtarzać że to nie byłam ja. – Próbuje panować nad sobą.

– To kto?

– Nie wiem kto.

– Widzisz tu kogoś? No chyba że po tej utracie pamięci, poprzestawiało ci się coś w głowie.

– Co?! Jak możesz. Wszystko ze mną w porządku. I mówię prawdę. – Jack próbuje znów się wtrącić  ale mu nie pozwalam. – Nie teraz. Daj mi dokończyć. Pani z pralni potwierdziła że to nie byłam ja. Opisała mi jakąś szczupłą kobietę, średniej wysokości i najprawdopodobniej w ciemno brązowej peruce. Włosy pod nią miała coś w odcieniach kasztana czy pomarańczu. Tak więc nie kłamałam. – mówię i odchodzę na górę.

– Ruby, wracaj. – woła mnie takim głosem jakby chciał mnie przeprosić.

– Daj mi teraz święty spokój.

Nie mam teraz siły na rozmowe z nim. Czemu mi nie wierzył. Nie miał żadnego powodu do tego aby stwierdzić że go okłamuje. Myślałam że bardziej mi ufa ale musiałam się pomylić. Nie jest on tym Jackiem którego poznałam ana początku, wydawał się taki opiekuńczy i kochający, ale co z tego skoro to tylko moment? Co chwile zmienia zachowanie jak i uczucie jakim mnie darzy, zastawia mnie czy nadal mnie kocha tak jak kiedyś. Sprzed wypadku. Chyba że ma do żal mnie przez to że na tyle zasnęłam. Zresztą co ja wygaduje. To nie była moja wina i nie miałam wpływu na to ile będę w śpiączce.

Wchodzę do sypialni, otwieram okna aby zapach procentów znikł z mojego otoczenia, poprawiam pościel i siadam na brzegu łóżka. Nie mam pojęcia po co ja tu przyszłam. Jedynym powodem jest tylko to aby Jack zniknął mi z widoku. Nie potrwa to zbyt długo, ale zawsze coś, nic innego mi nie pozostaje. Może to tylko chwilowe zachowanie, które pojawiło się u niego tylko ze względu stresu wnikającego z pracy. On taki nie jest. Chyba. Albo i dopiero teraz pokazuje mi swoje prawdziwe oblicze. Oh… Sama nie wiem. Mam mętlik w głowie. Nie wiem co myśleć o Jacku, o tej kobiecie i o tych snach. Może to wszystko ma jakąś logiczną całość i tak jak elementy układanki muszę tylko dobrze je poukładać?

Kładę się na łóżku i spoglądam w sufit próbując znaleźć coś na czym mogłabym zawiesić swój wzrok i spokojnie wszystko przemyśleć jeszcze raz. Pomyślmy co mamy? Tajemniczą kobietę to na pewno. Czekaj, czekaj a może to ta sama która nęka mnie w snach swoją obecnością w życiu Jacka. Ale te sny mogą być tylko wymysłem mojej wyobraźni, a ten motyw kobiety tylko zbiegiem okoliczności który nie ma nic do rzeczy.

Niestety nie jest mi dane dojść do końca tych rozmyśleń. Im więcej myślałam i gapiłam się na krzywo ułożony kawałek kasetonu, tym bardziej moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Dotyk ogrzewającej się pod moim naciskiem miękkiej poduszki i chłód z okna lekko spowijał moją skórę, co bardzo przyjemnie na mnie oddziaływało. Niestety też nim się spostrzegłam moje oczy też odmówiły mi posłuszeństwa, pozostawiając mnie w wielkiej niewiadomej, o której pewnie zaś zapomnę, bo była skutkiem dzisiejszych emocji.

 

– Nie mów że to byłaś ty! – rozmowa z dołu mnie budzi. Jack musi rozmawiać z kimś przez telefon bo nie słyszę odpowiedzi drugiej osoby. Tylko z kim. Próbuje usłyszeć coś więcej, ta rozmowa nie brzmi na zbyt przyjemną. – Czego mogłem się spodziewać?! – mówi wręcz z poirytowaniem. – Masz mi go oddać… Nie to ty zrozum nigdy nie będziemy razem. – Co, nic nie rozumiem. To ta kobieta… ta która zabrała mu garnitur. To musi być ona. Ale co ona chce od Jacka. – To nie chodzi o nią, tylko o ciebie. Nie kocham cię! Zrozum to w końcu. – coraz bardziej ciekawi mnie z kim rozmawia. Spytałabym się go ale pewnie mi nie powie, albo zmyśli jakąś lipną historyjkę, której nie mam zamiaru słuchać. Ich rozmowa nie trwała długo, z dołu nie było słuchać już nic, nastala głucha cisza. Musiał lub musiała się rozłączyć.

Nagle z kuchni słychać trzask, schodzę pośpiesznie na dół, i wchodzę do kuchni. Jack stoi przy blacie zwrócony ku szafce i masuje dłoń. Za pewnie to on ze złości uderzył pięścią w blat.

– Coś się stało? – pytam, a Jack nerwowo odwraca się w moją stronę i chowa ręce za plecy opierając się nimi o szafkę.

– Nic.

– Na pewno?

– Tak to tylko szafka, nie chcący za mocną ją zamknąłem drzwiczkami i dlatego było słychać huk. – Próbuje mnie przekonać, wyprzedzając moje pytanie.

– A z kim gadałeś?

– Z nikim… – mówi pośpiesznie.

– Było słychać z dołu jakbyś rozmawiał przez telefon.

– Aaaa… Chodzi ci o tą rozmowę… No… Ja… Rozmawiałem z mamą. Zadzwoniła przypomnieć o tej kawie dzisiaj o 17.00. – próbuje się wykręcić. Choć wiem że to nie prawda. Ile on chce mnie oszukiwać?

– Zapomniałabym. – odpowiadam starając się utrzymać taki ton tak jak bym mu uwierzyła. Choć faktycznie o tym zapomniałam.

Spoglądam na zegar ścienny i nie mogę w to uwierzyć spałam gdzieś 4 godziny. Zostały nie całe 2 godziny do ustalonego terminu.

– Zdążymy, tylko musisz się zacząć szykować bo musielibyśmy wyjechać o 16.30, lepiej być trochę wcześniej niż później.

Bez wahania, idę od razu na górę. Jestem w stu procentach pewna że to nie była rozmowa z jego matką. Ona by go tak nie potraktowała a on nie ważył by się do niej mówić w takim tonie. Przynajmniej nie teraz.

Delikatnie zamykam otwarte okno, podchodzę do szafy uchylając te drugie drzwiczki, i zabieram z wieszaka niebieską dopasowana suknie z paskiem. Muszę być choć trochę lepiej ubrano bo mogę się założyć że mama Jacka, odstrzeli się aby pokazać jako ona to nie jest. Mama tylko nadzieje że się przy niej jakoś nie ośmieszę, nie zniosłabym tego. Ale przez jej nieobliczalność można się wszystkiego spodziewać.

Zapytałbym ją o tą kobietę o której niby rozmawiała z Emily. Jednak chyba tego nie zrobię. Po pierwsze tak czy siak nie powiedziała by mi całej prawdy która by mnie interesowała a po drugie powiedziałaby o tym Jackowi a ten zaczął by podejrzewać że coś wiem. To skomplikowane, co bym nie zrobiło to o tak wychodzi coś innego. Jak ja mogłam to wcześniej znosić?

Głowa zaczyna mi pulsować od tego wszystkiego i dla własnego dobra ucinam myśli, przechodząc do łazienki się odświeżyć. W lustrze znowu patrzę na siebie, wyglądam o wiele lepiej niż wczoraj, ale nadal nie czuję się zbyt dobrze tu gdzie jestem. To trochę męczące starać się dopasować tam gdzie było twoje miejsce. Szkoda że nie pozostawiłam po sobie żadnego dziennika ani coś w tym rodzaju pamiętnika. Może byłoby mi łatwiej się tu odnaleźć i zrozumieć własne cele.

 No chyba że Jack go schował, albo ja go tak schowałam że pomimo porządnego przejrzenia wszystkich rzeczy nie znalazłam. Chociaż tak właściwie jest jeszcze jedno miejsce… Te które Jack pokazał mi parę dni temu – mój prywatny pokój. Jak ja mogłam o tym zapomnieć? Jeszcze nic straconego.

Obmywam twarz letnią wodą, wycieram w ręcznik wiszący obok i wychodzę kierując się do mojego pokoju znajdującego się prawie na przeciwko sypialni.

Do środka razem ze mną wchodzi Luna, której strasznie się spodobał fotel zamszowy zaraz za drzwiami i tylko czeka na okazję by się na niego dostać. Po lewej stronie drzwi natomiast jest drukarka, wąska oraz większa szafka. Obok pod oknem stoi moje biurko z laptopem i lampką na blacie. Przed nim jest obracany fioletowy fotel biurowy. Na przeciwko szerokiej szafki postawiona jest mini biblioteczka, z chyba setką książek. Po jej prawej stronie postawiono jeszcze podajnik na wodę. Całe pomieszczenie jest bardzo przytulne i pogrążone w lawendowych i jasnych kolorach co optycznie je powiększa.

Staję na środku pokoju i zastanawiam się od czego zacząć. Ruby! Myśl, gdzie twoja wcześniejsza wersja ciebie mogłaby coś ukryć… No nic, chyba najlepiej będzie gdy zajrzę wszędzie, przynajmniej będę miała pewność że o niczym nie zapomniałam, a przynajmniej mam taką nadzieje.

Otwieram szafę z podwójnymi drzwiczkami i zaglądam do środka. Są w niej 4 półki i pełno jakiś teczek, książek i luzem położonych białych kartek. Biorę pierwszą lepszą teczkę i powoli ją rozpakowuje przy biurku. Odsuwam laptopa na bok, a dłoń kieruje teraz na szorstkie kartki wypełniające wnętrze teczki. Na pierwszej z nich napisano ,, Klasa V – Ruby”, o kurcze to musiał być tak jakby album ze szkoły. Na kolejnych kartkach jest pełno dyplomów, wyróżnień i… Dyplom za zajęcie 2 miejsca w konkursie literackim na opowiadanie. Tego bym się nie spodziewała. Nigdy wcześniej znaczy od momentu wybudzenia się w szpitalu rzecz jasna, nawet przez myśl mi nie przeszło że mogłabym wcześniej pisać jakąś książkę. A może właśnie tego szukam? Oczywiście że mogłam porzucić myśl o pisaniu ale… Wątpię żebym z tego zrezygnowała. Zwłaszcza o tym jak wyciągam i przeglądam resztę teczek w których jest o wiele więcej dyplomów,  wyróżnień i… Dyplom za zajęcie 2 miejsca w konkursie literackim na opowiadanie. Tego bym się nie spodziewała. Nigdy wcześniej znaczy od momentu wybudzenia się w szpitalu rzecz jasna, nawet przez myśl mi nie przeszło że mogłabym wcześniej pisać jakąś książkę. A może właśnie tego szukam? Oczywiście że mogłam porzucić myśl o pisaniu ale… Wątpię żebym z tego zrezygnowała. Zwłaszcza że gdy przeglądam resztę teczek było w nich o wiele więcej dyplomów. A zatem szukam albo pamiętnika albo książki. Pamiętnik może być gdzieś tu blisko, ale książka? W tych czasach to pozostaje szukać jej na laptopie, ale to zostawię na później będzie to w swoim rodzaju plan B.

Chowam powyciągane teczki i szperam w mniejszej jedno drzwiowej szafce po lewej. Są tu rzeczy biurowe, takie jak zszywacz, kartki ksero, najróżniejszego rodzaju bloki, koperty i tym podobne, niestety nic co by mnie mógł oo zainteresować. Z rezygnacją spoglądam na kotkę która z gracją zeskoczyła z fotela i ułożyła mi się na stopach. To takie słodkie.

Siadam na fotelu biurowym obok aby Luna mogła wskoczyć mi na kolana i abym mogła przyjrzeć się laptopowi, a dokładniej jego zawartością. Przysuwam go do siebie i delikatnie łapiąc go za górną ramę otwieram. Penetruje jeszcze tylko wzrokiem po jego klawiaturze i klikam znaleziony przed momentem okrągły przycisk włącznika. Po chwili ekran się rozjaśnia i jak na złość pokazuje  obrazek ładowarki. Serio?! Czemu akurat teraz.

– Ruby. Zbieraj się. – mówi Jack wchodząc na górę.

– Moment! – odkrzykuje i próbuje sobie przypomnieć czy widziałam gdzieś ładowarkę. Ale niestety mam pustkę w głowie.

– Czego szukasz? – pyta zaciekawiony.

– Ładowarki. Masz pomysł gdzie może być?

–  Zawsze ją chyba trzymałaś oooo tu – stwierdza. Otwierając pojedynczą szafkę i kucając.

– Dzięki, tam nie szukałam.

– Nie ma za co, poza tym jeśli już musisz to podłącz go teraz i jak przyjedziemy to się go odłączy,  a przynajmniej będzie szybciej naładowany.

Robię tak jak polecił Jack i szybko schodzę na dół, zabieram po drodze tylko torebkę, telefon z blatu i mijając Lunę żegnam się z nią i błagam by niczego nie porozwalała jak ostatnio.

Jack znowu chce otworzyć mi drzwi do auta ale go wyprzedzam, pewnie ma teraz wyrzuty sumienia po tym jak nie słusznie na mnie nakrzyczał. Ale czy on naprawdę uważa że parę takich zachowań mnie od razu udobrucha? Jeśli tak to jest w błędzie.

Zdezorientowany, tym że szybko otwarłam i zamknęłam drzwi przed jego nosem, okrąża auto i w końcu siada za kierownice. Może i jest to trochę dziecinne zagranie, ale to nie ma znaczenia, może to go czegoś nauczy.

W środku panuje cisza. Jack uważnie przygląda się drodze przed sobą i wygląda na trochę przysmuconego. A ja staram się nie zwracać na niego uwagi, siedząc z nogami skierowanymi ku drzwi opla i opierając się o podgłówek. Patrzę na świat za szybą i tłoczną drogą. Najprawdopodobniej to skutek tego że większość osób śpieszy się do domu po skończonej pracy. Patrząc na tych wszystkich kierowców i pasażerów, coraz bardziej ciekawi mnie jak wygląda ich życie.

Ja w tym momencie jadę do teściów którzy nie koniecznie mnie lubią, a oni?

Mogą wracać do kochającej rodziny, lub pustego mieszkania. Niektórzy niedługo spędzą wieczór ze swoją drugą połówką, a jeszcze inni zostaną w progu przywitani przez swoje dzieciaki. Mają do czego wracać. Nawet jeśli mają jakieś problemy, dawają z nimi rade razem. Znają swoją przeszłość, swoje możliwości i mają wpływ na przyszłość. A tu wówczas ja! Nie znająca dobrze swojej przeszłości, a nawet jeśli to nie wiem czy to jest prawda. Wszystko co do tej pory wiem, dowiedziałam się od innych. Równie dobrze mogli mi wciskać jakiś kit, który łapałam szybko jak ryba haczyk.

Ogarnia mnie chaos. A do oczu znowu cisną te okropne łzy, ale nie mogę płakać. Nie teraz ani dziś ani jutro. Jakoś to zwalczę. I tak wiem już to mówiłam, lecz z każdym wypowiedzonym tym zdaniem mam coraz większą pewność że się przełamie. Zrobię to dla siebie.

 

Moje myśli żyły własnym życiem i nim się ocknęłam wjeżdżaliśmy już na podjazd białej rezydencji, z wysokimi tujami. Przed domem było mini rondo z zasadzonymi pięknymi kwiatami. Gdy tylko Jack wyłączył silnik, wysiadłam z auta i z podziwem przyglądałam się budynkowi. Wyglądał na dość kosztowny, miał chyba jedno piętro ale za to rozciągał się w literę u. W oknach widać było białe niemal przezroczyste firanki które delikatnie powiewał wiatr.

Nie mija minuta a podwójne drzwi z przodu domu się otwierają. W progu stoi Pani i Pan Brown, oczywiście tak jak się spodziewałam nie oszczędzili grosza na ubiorze. Teść ma na sobie elegancki garnitur z czerwonym krawatem a teściowa czerwoną sukienkę i perły. Trzeba przyznać że mają wyczucie stylu, odpowiedniego dla ich wieku a nawet nie tylko.

– Jack-uś! – matka Jacka pędzi w jego stronę, zachowując przy tym gracje. Ściska syna, i zaraz potem odstępuje na krok, spogląda przez moment w moją stronę z lekkim wahaniem i z udawanym uśmiechem wita się, pomijając scenę z uściskiem. – Witaj, Ruby! Ślicznie wyglądasz, ale chyba przez to leżenie trochę ci się przybrało co? – mówi z irytującym śmiechem na końcu.

– Mamo!

– Och, daj trochę człowiekowi pożartować.

– Może zaprosisz ich do środka? – pyta pan Paul. Wskazując drzwi gestem dłoni. Na co oboje ruszyli przodem pozostawiając mnie w tyle. – Nie martw się ona taka jest nic nie poradzisz. Dba o Jacka zbyt przesadnie i jest strasznie wrażliwa na jego punkcie. – Teść szeptem próbuje uzasadnić zachowanie żony. Bo Przynajmniej on od samego początku stara się być miły.

– Rozumiem, ale to trochę przesada. – przyznaję.

– No niestety. – odpowiada z rezygnacją w głosie w momencie gdy zamyka pancerne drzwi.

Wnętrze jest przepiękne na górę prowadzą piękne marmurowe schody a na suficie wisi dość spory żyrandol z diamentami, oczywiście sztucznymi, przynajmniej mam taką nadzieje.

Przechodzimy do pokoju po lewej stronie, na jego środku stoi długi dębowy stół z krzesłami po bokach. Na jego końcu siada Pani Mary a okno za jej plecami oświeca jej twarz. Obok niej po skosie siada Jack a  z drugiej strony Pan Paul.

Ja natomiast wybieram miejsce obok Jacka, bo tak wypada. Na stole przygotowano już talerzyk, szklankę , łyżeczkę oraz widelczyk. Wszystko wygląda starannie. Po chwili teściowa klaszcze dwa razy w ręce i jak za dotknięciem magicznej różdżki zjawia się służąca z ciastami, a zaraz potem następna z zimnym deserem w szklanych pucharkach. Na sam widok i h twarzy współczuję im, muszą być na każde zawołanie teściowej, nie wytrzymałabym tak.

– Proszę – mówi trochę głośniejszym szeptem kobieta, podając mi deser z lodów czekoladowych, bitą śmietaną i owocami. Czekam aż wszyscy zaczną swoją porcję i  sięgam po łyżeczkę by również ją skosztować. Smakuje obłędnie.

– Jak w pracy Jack? – przerywa ciszę teść.

– Jak na razie wszystko idzie w porządku, mimo paru niedociągnięć – Jack posyła mi spojrzenie i kontynuuje. – nasza współpraca z ważnym klientem została przedłużona, a firma dostała dodatkowe zlecenia.

– To świetnie. Widzisz mówiłem ci że warto się wyuczyć.

– Tak tato miałeś racje. – przyznaje niekoniecznie zadowolony Jack. Nie wygląda na kogoś komu praca sprawiała przyjemność, a raczej na osobę która robi to tylko by zadowolić rodziców. Gdyby oni widzieli to co ja kiedy on wraca z pracy, jest wtedy strasznie wymęczony i  niezadowolony. Ta praca sprawia mu więcej trudności niż satysfakcji.

– A jak tam twoja pamięć? – wtrąca niespodziewanie teściowa. Zaskoczona pytaniem kręcę łyżeczką w pucharku i zastanawiam się co odpowiedzieć. Nie mogę odpowiedzieć że wróciła ani że miałam sen właśnie z nią a konkretnie z jej rozmową i nie spytam się kim jest ta kobieta o której non stop wspominają. To zabrzmiało by tak jakbym wszystko sobie uroiła a ona bez trudu by się tego wyparła.

–  Dobrze. – odpowiadam w końcu, bez zbytniego przekonania w głosie. – Jeszcze nie do końca wszystko pamiętam, ale im bardziej rozpoznaje wszystkie rzeczy tym więcej wspomnień do mnie wraca.

– To świetna wiadomość. – odpowiada ale nie widzę w jej twarzy ani cienia zadowolenia. No jasne, wolałaby gdyby jej synowa wogule się nie obudziła, ani istniała. Wtedy mogła by przekonać Jacka by poślubił kandydatkę która ONA mu wybierze.

– Po tym słodkim poczęstunku coś ci pokaże. Może to w czymś pomoże. – Sama nie mogę uwierzyć co ona do mnie mówi. Jak to możliwe że z takiej paskudnej teściowej stała się teraz tą miłą i opiekuńczą. To musi być jej kolejna zagrywka, której jestem częścią aby udobruchać nadal zasmuconego syna. Zaraz to ja będę tą złą? Ach…

Po deserze poczęstowaliśmy się jeszcze odrobiną sernika i przeszliśmy do przestronnego salonu zaraz obok jadalni. Stały tu dwie sofy pomiędzy którymi stał szklany stolik kawowy . Pomieszczenie rozświetlały 2 okna w tym z jednego można było dostrzec nasze auto.

Gdy siadamy teściowa znów klaszcze dłońmi i przychodzi ta sama co poprzednio służąca.

– Tak Pani Brown?

– Zrób nam po kawie. – wydaje polecenie niczym rozkaz Pani Mary.

– Ja nie pije kawy. – wtrącam, tak aby nie narobić zbytniej fatygi.

– A zatem 3 kawy i jedną herbatę, może być? – podaje ponowny rozkaz. Gdy tylko przytaknęłam, choć zbytnio na to nie czekała.

– Już się robi. – odpowiada pośpiesznie służąca i znika w luce na drzwi.

Zaraz po wyjściu kobiety Pani Mary wstaje i podchodzi do szafki pod oknem, łapiąc się trochę za plecy schyla się i otwiera najniższą szufladę. Przez moment szpera w niej co nieco ale ostatecznie wyciąga sporej wielkości album, po którym widać że sporo przeszedł i sporo też w sobie ma. Z dala dostrzegłam tylko napis Jack na grzbiecie. A zatem to musi być to co chciała mi pokazać. To teraz dopiero się zacznie… Wiadomo jak ceni sobie Jacka, jej opowieści na temat tych zdjęć się nie skończą. Najgorsze i najdziwniejsze w tym wszystkim była chwila gdy usiadła obok mnie, tak że omal nie stykaliśmy się ramionami. 

– To album ze zdjęciami z dzieciństwa Jacka. Pokazuje je niemal każdemu, więc powinnaś sobie coś przypomnieć. – Nie mam żadnych wątpliwości do pierwszej części drugiego zdania, ale to abym mogła sobie coś przypomnieć na podstawie zdjęć Jacka? To dość wątpliwe, zdaje mi się że chce tylko pokazać mi jak to bardzo kocha swojego syna i jak bardzo do niego nie pasuje.

Cfana zagrywka, trzeba jej to przyznać. Moje dzieciństwo o wiele bardziej się różniło, a przynajmniej tak sądzę po znalezieniu zdjęć gdy byłam może 5 latka w moim telefonie. Jedno z nich stało się moim ulubionym, leżałam na nim w błocie i próbowałam zrobić aniołka. Teraz wiem że było to nie możliwe, ale gdy tylko patrzę na moją uradowaną wtedy twarzyczkę, całą w najprawdziwszej radości, nie mogę uwierzyć że stałam się z takiej uradowanej dziewczynki taką pełną obaw kobietą, nieznającą tamtych wspomnień ani tego co sprawiało mi przyjemność.

– Ruby? – znowu się zamyśliłam, przez co teściowa patrzy na mnie jak na chorego człowieka, udawając przy tym troskę.

– Tak?

– Wszystko w porządku?

– Tak…

– potrafisz mówić jakieś inne słowo? – wtrąca już z poirytowaniem. Naprawdę niewiele trzeba by ją choć trochę wkurzyć. Warto wiedzieć.

– Oczywiście.

– Niech ci będzie… A na czym to ja skończyłam? Ach tak. – Odpowiada sama sobie co sprawia wrażenie bardzo egoistycznej osoby. – Tu Jacka na rowerze komunijnym. Jakie piękne to były czasy, a jego czerwony rower? Chrzestny musiał się wykosztować, ale sam sobie wybrał taki los, wiedział że nie przyjmiemy jakiejś tandety. Pamiętasz Paul jak musieliśmy się jeszcze trochę dołożyć?

– Tak, wypominasz to Tomasowi od kilkunastu lat. – mówi z rezygnacją. Najwyraźniej sprawy pieniężne interesowały tylko jego żonę.

–  O, a tu na swoich pierwszych wakacjach w Bułgarii. Czyż tam nie było cudownie? – Teściowa wskazuje zdjęcie wypinającego mięśnie Jacka, na plaży. Miał może wtedy z 13 lat?

– Tu natomiast jego zdjęcie klasowe z 8 klasy. Był najwyższy w klasie.

– Pewnie chodził do prywatnej podstawówki – burknęłam pod nosem.

– Ależ oczywiście, i to tej najbardziej elitarnej, co nie syneczku?

– Mamo!

– No dobra, dobra. – przestaje i wskazuje Jacka za jakąś dziewczynką. Jej wyraz twarzy robi na mnie wrażenie deżawu, ale na szczęście szybko znika.

Mimo wszystko trzeba przyznać rację spoza 9 chłopaków Jack wydaje się najbardziej wyrośniętym.

Czuję się jakby czas się zatrzymał w miejscu a album miał nieskończoną ilość zdjęć które każde było oczywiście pod względem matki Jacka bardzo intrygujące i warte omówienia

 

Po godzinie słuchania o tym jaki to Jack nie był w dzieciństwie, pozostało tylko kilka stron.

– Ooo, to moje ulubione z zakończenia liceum. – mówi z wielkim sentymentem i wyciera łzę spływającą po jej policzku. Niestety znowu coś a raczej ktoś przykuwa moją uwagę na tej fotografii. Niedaleko Jacak stoi wysoka dziewczyna w rudych włosach i patrząca się w jego kierunku, jest łudząco podobna do tej z poprzedniego zdjęcia, ale niestety nie mogę stwierdzić tego na 100% bo zdjęcie z 8 klasy nie ma aż takiej dobrej jakości jak te i jest strasznie rozmazane. Może po prostu tylko mi się to wydaje.

Dla mnie najlepsze w tym zdjęciu jest fryzura Jacka, z przedziałkiem na środku i włosami zrobionymi na żel po bokach a przynajmniej tak mi się wydaje, same nie są wstanie tak opadać wzdłuż głowy. Najśmieszniejsze w tym wszystkim to to że ma tą fryzurę połowa jego klasy, ciekawe jak wyglądali chłopaki z mojej klasy…

– Patrz, to zdjęcie z jego pierwszą dziewczyną! Była cudowna i pochodziła z wielkiego miasta – dodaje z lekkim westchnieniem i przeszywa mnie wzrokiem. Co ja ci takiego kobieto zrobiłam? – Jak ona miała na imię? Hmmmm… Katie, tak to była dopiero panna. – opowiada dalej, uśmiechając się od ucha do ucha i zamykając oczy. Zdjęcie które mi wskazywała ukazywało Jacka ściskającego się z jakąś dziewczyną. Musieli być po jakiejś poważnej imprezie bo Jack  miał na sobie czarny garnitur z fioletowym krawatem a kobieta obok obcisłą lawendową sukienkę bez ramiączek. Niestety z tej fotografii nawet nie mam się z czego pośmiać bo fryzura Jacka powróciła do normy, a wygląd partnerki był nienaganny.

– Och… Już koniec? Tak szybko? Myślałam że się dopiero rozkręcam, no ale cóż. – mówi z ciężkim westchnieniem. – Ale nie ma problemu, mam jeszcze jeden. – odparła z zapałem i nim zdążyłam cokolwiek z siebie wykrztusić teściowa znów pośpiesznym krokiem podeszła do szafki.

Jak się od tego wymigać? Rozglądam się dookoła widzę drzemiącego męża Pani Mary i wcale mu się nie dziwie sama bym tak zrobiła. Zaraz potem oglądam się na Jacka, który przyjął również to samo rozwiązanie co ojciec. Szturcham go, wbijając lekko łokieć w jego bok, lecz nie reaguje.

– Jack. – mówię szeptem aby teściowa która szpera jeszcze w szufladzie tego nie zauważyła. Dopiero gdy szturcham go po raz 4 zaczął otwierać delikatnie oczy z zdezorientowaniem.

– Mamo jeszcze chwila – z dziwieniem spoglądam na niego gdy okręca się na drugi bok i znowu zasypia.

Błagam nie rób mi tego.

– Jack, wstawaj. – próbuje znów go przywołać szeptając nieco głośniej i równie mocniej go szturchając.

– Co się dzieje.

– Może wracamy już do domu? Zrobiło się późno? – staram się nakłonić Jacka na powrót.

– Myślałem że dobrze się bawisz.

– Bardzo śmieszne, no na prawdę boki zrywać.

– Nie interesujesz się moją historią?

– Wszystko możesz mi opowiedzieć sam. W domu. I na pewno będzie mi w to łatwiej uwierzyć a tobie nie zasnąć.

– Już niosę, momencik.- powiadamia mnie teściowa, powoli zamykając starą szufladę. Na szczęście nie słyszała naszej rozmowy, a szafka jest od nas oddalona o spory kawałek.

Jack posyła mi radosne spojrzenie, ciekawe czy jemu było by do śmiechu w takim momencie.

– No weź..

– Co mam wziąć? – śmieje się Jack.

– Nie pora na żarty. – odpowiadam stanowczym tonem i wskazuje mu oczami matkę niosącą kolejny jeszcze większy album.

– Mamo, my musimy już uciekać. – No w końcu.

– Już?! Został nam jeszcze jeden album i… i nagrania DVD. – To jakieś szaleństwo.

– Innym razem.

– No dobrze. – odpowiada w końcu matka Jacka i odkłada potężną książkę na bok. – Paul, no… Wstawaj. – mówi podchodząc i również szturchając męża.

– Co, co się dzieje.

– Wszystko przespałeś, a kawa ci ostygła.

Teściu siada półprzytomnie na skrawku sofy i patrzy na nas, gdy szykujemy się do wyjścia.

– A wy już jedziecie? Dopiero co przyjechaliście.

– Ach… Ty tak na serio. Widzisz Ruby co się dzieje z chłopem gdy się już trochę zestarzeje.

– Bez przesady.

– Co bez przesady. Zobacz która godzina. Byli tu ponad 2 godziny. A ty oczywiście musiałeś je przespać, tak samo jak wszystko inne…

– Mary.

– No dobrze, też idziesz ich odprowadzić?

– Tak.

– To dalej rusz się.

Nie wiem za bardzo co to miało być, może kłótnia, albo pokazywanie swojej wyższości nad mężem. Z resztą kto by za tym nadążył.

Jack kieruje mnie do podwójnych drzwi i powoli je otwiera. Na zewnątrz robi się już ciemno, a latarnie zaczynają się oświecać. Jack zrozumiał chyba że nie ma sensu by otwierać mi również i teraz drzwi od samochodu i nawet zbytnio się nie śpieszy. Natomiast ja mam dość tego miejsca i pośpiesznie kieruje się do auta aby zaraz potem do niego wsiąść i oderwać się od niej choć na chwilę przed wyjazdem.

Przez szybę widzę Jack który czule żegna się z matką a zaś po krótce z ojcem. Dopiero po chwili wchodzi do auta, włącza silnik i rusza. W lusterku obserwuje jeszcze teściową która macha nam a raczej Jackowi do widzenia, a mąż szturcha ją by wracała z nim do środka, wskazując drzwi.

To niesamowite jak ta kobieta traktuje Jacka i wszystko co go dotyczy. Przecież nie jest już dzieckiem, a dorosłym facetem. Dobrze że on nie zachowuje się jak mami synek bo bym dostała szału. Tylko nie rozumiem jednego on ma ją prawie centralnie gdzieś, ale ona nadal lata nad nim nad jak jajkiem. No chyba że robi to po to aby mnie wkurzyć i zniechęcić do Jacka. Byle nie dotarła do celu…

 

Po paru minutach wracamy do domu gdzie czeka już na nas, tak jak zawsze Luna, której dosyć głęboko zasnęła na parapecie. Dopiero gdy delikatnie przesuwam jej puszyste futro opuszkami moich palców, lekko otwiera oczy, po czym się rozciąga i ziewa, gotowa do przywitania i zabaw.

Przechodzę do kuchni,.gdzie zawieszam torebkę na krześle i idę na górę do łazienki by zrelaksować się pod prysznicem i w końcu zasnąć w sypialni. Szczerze? Spędzenie ponad 2 godzin z teściową to męka, teścia bym jeszcze przetrwała, ale ona? A idź. Nie chodzi mi o to że jej nie na widzę czy coś, ale o jej charakter i zawziętość gdy upatrzy sobie kogoś na cel, w tym wypadku mam być nim ja. Ciekawi mnie jak radziła sobie z nią Ruby sprzed 7 miesięcy? Ignorowała ją? Odpłacała się tym samym? Unikała spotkań z jego matką? Sama nie wiem.

Nagle mnie olśniło. Laptop.

Puszczam uścisk klamki do łazienki, i cofam się aby zaraz po tym podejść do mojego pokoju. Otwieram drzwi z lekkim skrzypieniem i zauważam lampkę w laptopie świeciła zielonkawym odcieniem – naładował się.

Zapalam światło, i siadam przy laptopie, który zaraz potem odłączam od prądu i włączam.

Po chwili ekran zaczyna się rozjaśniać, pokazując pulpit, na którym jest zdjęcie moje i Jacka zapewne z jakiś wakacji, gdyż nasze ubrania wyglądają raczej na strój plażowy. Po bokach ekranu jest pełno ikon, takich jak Microsoft czy Chrome, oraz jeden folder z tytułem ,,Wszystko”, otwieram go i z jednym muszę się zgodzić tu jest na serio wszystko. Przesuwam myszką zawartość folderu ku dołu ekranu, ze zdumieniem wpatrując się i wyczekując jego końca.

Nie, nie, nie. Moje chęci znikają tak szybko jak tylko się pojawiły, to nie na moje nerwy a przynajmniej nie na dzisiejsze. Szybko zamykam laptopa i odsuwam się od niego jak tylko to możliwe na kółkach fotela. Obracam się w stronę drzwi, wychodzę i je zamykam.

– Idziesz pierwsza pod prysznic? – pyta Jack stojąc przy drzwiach do łazienki.

– Jak chcesz możesz iść pierwszy, dla mnie to o tak bez różnicy. – odpowiadam, udając obojętność wobec niego.

– No weź ile jeszcze chcesz się na mnie gniewać, co? – Jack podchodzi do mnie, łapie mnie w pasie, przysuwając moje ciało do niego i mnie przytula. Nie zamierzam z nim walczyć, ani nie wiem jak mam zareagować, ale widzę że jego to też męczy.

– Tyle ile będzie trzeba… – szepczę.

– Ruby.

– No dobra… -odpowiadam ale bez zbytniego entuzjazmu, w głębi duszy tak będę bacznie go obserwować.

Jack delikatnie się odsuwa i robi krok w stronę drzwi do łazienki.

– Idziesz?

– Co?!

– No wziąć prysznic, a co?

– Ale że razem?

– To już ty powiedziałaś…

Patrzę nie niego w osłupieniu, i czuję że się rumienie. Pukam się w czoło i stoję chwile nieruchomo. Co za przypał.

Jack nadal stoi przede mną i wydaje się być rozbawiony tą sugestią. Przechodzę obok niego i wchodzę do łazienki. Sama.

Zdejmuje ubranie, związuje włosy w niechlujny kok, odkręcam wodę i pozwalam by jej ciepłe strumienie przemierzało moje ciało z góry w dół.

Nie wiem ile czasu spędziłam w ciepłych objęciach wody, ale czuję się już o wiele lepiej. Wychodzę, otulając się ręcznikiem którym zaraz po tym się wycieram, by móc założyć piżamę, która powinna być na pralce. Kurcze! Przecież rano musiałam ją wyprać.

Trzymając ręcznik tak aby mi nie spadł, otwieram drzwi i kieruje sir do sypialni. Dopiero teraz czuje chłód domu, oraz fakt że moje oczy odmawiają mi posłuszeństwa, zaczynając się kleić.

Jak dotychczas nigdzie nie zauważyłam Jacka, więc musiał iść na dół, nawet i dobrze. Wyciągam z komody piżamę i zaraz potem na szybko się w nią przebieram. Odnoszę jeszcze ręcznik do kosza na pranie i kładę się do łóżka, aby poczekać na Jacka, jednakże nie udało mi się tego doczekać.